W sobotę w drugim dniu konferencji podsumowującej dwa lata rządu
Donald Tusk wystąpił w roli lidera PO, a nie szefa rządu. Gazeta jako pierwsza podała, że premier zaproponuje projekt zmian w konstytucji tak, by władzę wykonawczą skupić w rękach silnego premiera, a osłabić rolę prezydenta.
Jeszcze w grudniu miałaby powstać w Sejmie specjalna komisja ds. zmian. W styczniu musiałby być gotowy projekt tych zmian w ustawie zasadniczej, jeśli miałyby one wejść w życie jeszcze przed jesiennymi wyborami prezydenckimi. A tak chce Tusk. I tłumaczy:
- Rozstrzygnijmy to w czyich rękach jest władza wykonawcza i rozstrzygnijmy to zanim znamy wyniki wyborów. Niech nikt nikogo w Polsce nie podejrzewa, że chciałby dokonywać zmian ustrojowych pod jakiś polityczny interes, wiec warto to zrobić przed wyborami.
Jeden ośrodek władzy Kluczowe jest to, by władza wykonawcza była w jednym ośrodku, sprawą drugorzędną jest to, w którym: prezydenckim czy rządowym. Ale nie widzę jakiejś szczególnej gotowości do współrozstrzygania tego dylematu, więc idę tropem autorytetów. I tam wskazanie jest raczej w stronę modelu rządowego, a więc proponujemy, by tak zmienić konstytucję, w której jasno i wyraźnie określona byłaby pełna odpowiedzialność za władzę wykonawczą w gabinecie wspieranym przez większość parlamentarną.
Tusk chce, by zmiany weszły w życie jeszcze przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi, do których zgodnie z jego propozycją już by nie doszło. - Prezydent byłby wybierany pod rygorami nowej konstytucji, z innymi kompetencjami, bardzo ograniczonymi przez Zgromadzenie Narodowe. Taki kierunek prac proponuję - mówił. Później dodał, że prezydent byłby tez pozbawiony możliwości wetowania ustaw.
Tusk chce też debaty o wielkości obu izb parlamentarnych. - Aby przynajmniej wydatnie zmniejszyć ich rozmiar, by senatorów wybierać w jednomandatowych okręgach. A Sejm wybierać w logice ordynacji mieszanej - wyliczał.
Zmiany potrzebne, napięcia niepotrzebne Dlaczego tak szybko i dlaczego propozycje zgłasza Tusk? - Przegląd atutów i wad ustrojowych trwa od lat. Chcę otwarcie powiedzieć, że dziś propozycje zmian konstytucji, w tym relacji między premierem a prezydentem, mogę zgłosić, bo nie mam żadnej obawy przed ewentualnym startem w wyborach prezydenckich. Chcę przeciąć wszelkie spekulacje tych, którzy szukaliby w tych pomysłach drugiego dna - zwrócił się do politycznych oponentów. I dodał: - Ktoś kto krytycznie oceniałby swoje szanse w wyborach prezydenckich miałby poważny kłopot ze sformułowaniem oferty ustrojowej.
Powołał się na słowa trzech byłych prezesów Trybunału Konstytucyjnego, które jego zdaniem upoważniają do wszycia dyskusji o zmianach w konstytucji: - "W naszym przekonaniu istniejące rozwiązanie konstytucyjne jest, jak pokazuje praktyka, źródłem napięć i niepewności destabilizujących funkcjonowanie państwa, a przede wszystkim rozmywającym odpowiedzialność rządzących za bieg spraw w państwie, kierunków przyjmowanych reform i realizację programów wyborczych."
Rząd naprawdę rządzi Dlatego Tusk zaproponował, by władzę wykonawczą skupić w rządzie, a osłabić rolę prezydenta. - To są zmiany pożądane z punktu widzenie polskiej racji stanu, nie są skomplikowane, są możliwe i możemy je wspólnie przeprowadzić w ciągu kilku miesięcy - mówił szef rządu.
A efektem prac, jak wyjaśnił, będzie też usunięcie, a przynajmniej ograniczenie kłótni, która towarzyszy w nadmierny sposób polskiemu życiu politycznemu. - Żeby Polacy wiedzieli: zagłosowaliśmy na tych, oni rządzą, oni biorą odpowiedzialność - przekonywał szef PO.
Dziś jego zdaniem prezydent, bez względu na to kto nim jest, dysponuje dużą władzą, bo jest z wyboru powszechnego, a jednocześnie ma instrumenty wyłącznie negatywne. - Mamy prezydenta, który z jednej strony potrzebuje wielkiej akceptacji w dniu wyborów, ale po to, aby później w polityce raczej blokować i przeszkadzać, bo tak skonstruowaliśmy mu kompetencje - wyjaśniał.
Opozycja krytyczna, premier nie wyklucza referendum By zmiany weszły w życie propozycje premiera musi poprzeć 2/3 posłów. Zdobycie potrzebnych głosów nie będzie łatwe, bo opozycja już krytykuje: - Propozycja, by prezydenta wybierało Zgromadzenie Narodowe to krok w tył. Jeśli prezydenta wybierają obywatele, to mamy bardziej rozwiniętą demokrację - ocenił Mariusz Błaszczak, rzecznik klubu parlamentarnego
PiS. Skrytykował też pośpiech we wprowadzaniu zmian i ich czas, czyli rok wyborczy, co jego zdaniem może rodzić podejrzenia, że ustawa pisana jest pod dyktando aktualnej sytuacji politycznej. A wywołana dyskusja ma jego zdaniem odwrócić uwagę od realnej oceny dwóch lat rządów Tuska.
Niepoważnymi i niemożliwymi do przeprowadzenia w ciągu pół roku określił propozycje Tuska prezydencki minister Paweł Wypych: - To ewidentne szycie ustroju pod własną osobę - stwierdził.
Ponieważ reakcje opozycji były do przewidzenia, Donald Tusk nie wyklucza przeprowadzenia referendum. Wtedy w sprawie jego propozycji mogliby się wypowiedzieć wszyscy Polacy, a nie tylko politycy.