http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Kraj >  Artykuły

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Gazeta Wyborcza - Kraj RSS

Kanclerz dla Polski?

Renata Grochal
2009-11-21, ostatnia aktualizacja 2009-11-21 09:48

Premier Donald Tusk
Premier Donald Tusk
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Donald Tusk chce zmiany konstytucji, która wzmocni rolę premiera - dowiedziała się nieoficjalnie "Gazeta". Dziś ma przedstawić swoją propozycję. To ma być mocny akord na zakończenie podsumowania dwulecia rządu PO-PSL

Donald Tusk chce, by było jasne, kto skupia władzę wykonawczą - premier czy prezydent. Na zdjęciu podczas piątkowego podsumowania dwóch lat rządu
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Donald Tusk chce, by było jasne, kto skupia władzę wykonawczą - premier czy...
- To będzie wydarzenie, do którego będą musiały odnieść się wszystkie ugrupowania - mówił nam wczoraj ważny polityk z kierownictwa PO.

Plan Donalda Tuska, który od kilku tygodni był przygotowywany w jego kancelarii, jest utrzymywany w ścisłej tajemnicy. Ale w otoczeniu szefa rządu usłyszeliśmy, że to początek ofensywy Tuska, który - zanim ostatecznie zdecyduje o starcie w wyborach prezydenckich - chce poważnej debaty konstytucyjnej.

Tusk chce, aby rozstrzygnąć, kto ma skupiać władzę wykonawczą w Polsce - premier czy prezydent. - Tusk przedstawi kalendarz zmian, którego efektem, gdyby zyskał akceptację innych ugrupowań, będzie wprowadzenie w Polsce systemu kanclerskiego - dodał nasz rozmówca z władz Platformy. Ale o szczegółach nie chciał mówić.

Co ciekawe, jeśli Tusk wystartuje w wyborach prezydenckich i je wygra, w efekcie tej debaty może osłabić swoją pozycję. Zmiany w konstytucji - jeśli do nich by w ogóle doszło - mogłyby wejść w życie dopiero po wyborach prezydenckich lub parlamentarnych w 2011 r. Wtedy premierem byłby już ktoś inny.

Sam premier przyznał wczoraj podczas podsumowania dwulecia rządu PO-PSL, że największą porażką jego gabinetu jest to, iż od dwóch lat pozostaje w klinczu z opozycją i prezydentem. A ten klincz uniemożliwia lub znacznie utrudnia przeprowadzenie najważniejszych reform, np. służby zdrowia (zawetował ją Lech Kaczyński).

- Moją porażką jest to, że polityka miłości okazała się mniej zaraźliwa niż świńska grypa. I nie wszystkich udało się nią zarazić - mówił premier podczas debaty z ekspertami. - W Polsce doszło do takiej sytuacji, że ludzie i instytucje podzieliły się i zapanował między nimi wojenny klimat. Funkcję opozycji przejął prezydent, największy dziennik zwany "rządowym" i do niedawna szef jednej z służb specjalnych - dodał Tusk, nawiązując do odwołanego niedawno szefa CBA Mariusza Kamińskiego.

- To wynika nie tylko z tego, że w polskiej polityce nie każdy potrafi kochać. Ale również z istniejącego systemu konstytucyjnego - podkreślił szef rządu i zadeklarował, że dziś przedstawi propozycję zmiany tej sytuacji.

Według naszych rozmówców premier skłania się ku propozycji zmian konstytucji, którą przedstawiło we wrześniu Konwersatorium Doświadczenie i Przyszłość. To grupa intelektualistów kontynuująca tradycje DiP działającego w latach 80. i tworzącego niezależne raporty o stanie państwa.

Projekt powstał z inspiracji i przy współpracy trzech byłych prezesów Trybunału Konstytucyjnego. DiP proponuje wzmocnienie systemu parlamentarno-gabinetowego.

Prezydent byłby najwyższym przedstawicielem RP i gwarantem ciągłości władzy państwowej. Władza wykonawcza należałaby jednak w całości do rządu. Weto prezydenta byłoby osłabione: do jego odrzucenia wystarczyłaby bezwzględna większość głosów w Sejmie (dziś potrzebne są trzy piąte).

Według projektu DiP prezydent nie miałby już możliwości posłania do Trybunału Konstytucyjnego przed podpisaniem ustawy ratyfikującej umowę międzynarodową. Ani odwlekać podpisania takiej ustawy przyjętej przez Sejm - jak to miało miejsce w sprawie traktatu lizbońskiego. Musiałby ją podpisać lub odmówić podpisu w ciągu 21 dni od uchwalenia przez Sejm.

Jeśli chodzi o sprawę polityki zagranicznej - zgodnie z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego w sprawie sporu kompetencyjnego - prezydent prezentowałby stanowisko w zakresie polityki zagranicznej "na wniosek lub za zgodą" premiera. Już nie prezydent, ale premier wskazywałby kandydata na szefa Sztabu Generalnego. Prezydent by go jedynie mianował. Zniknęłaby też Rada Bezpieczeństwa Narodowego.

Nie wiadomo, czy propozycje Tuska będą w pełni zbieżne z projektem DiP.

Czy zmiany w konstytucji są realne w obecnym Sejmie? Do zmiany konstytucji trzeba dwóch trzecich głosów. A koalicja PO-PSL nie ma w tym Sejmie takiej większości. Potrzebne byłyby głosy PiS.

Jednak PiS nie kwapi się do zmian w konstytucji. - Będą propozycje, będziemy się do nich odnosić. Ale dziś nie ma dobrej atmosfery do dyskusji konstytucyjnej. Zbliża się rok wyborów prezydenckich i zmiany tego typu są obciążone podejrzeniem, że chodzi o walkę polityczną, a nie dobrą zmianę prawa - mówi "Gazecie" wiceprezes PiS Adam Lipiński.



Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

3.8

52 głosy

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne