Sojusz zarzuca Jerzemu Kropiwnickiemu brak koordynacji remontów dróg, przeznaczanie zbyt małych pieniędzy na oświatę, kulturę i sport oraz liczne podróże zagraniczne.
Podpisy pod wnioskiem złożyło 89 tys. mieszkańców. Wczoraj komisarz wyborczy zakończył ich liczenie i sprawdzanie. - Wymagane było 60 tys. 396 - powiedziała Grażyna Majerowska-Dudek, dyrektor Krajowego Biura Wyborczego.
- Teraz wszystko w rękach mieszkańców - mówi Dariusz Joński, pełnomocnik
SLD. Dodał, że po zeszłotygodniowym referendum w Częstochowie, w którym wyborcy odwołali prawicowego prezydenta Tadeusza Wronę, wstąpiła w nich nadzieja.
Jerzy Kropiwnicki nie wypowiadał się wczoraj na temat referendum. Głos zabrał jego zastępca Włodzimierz Tomaszewski. Zwracał uwagę na wysokie koszty referendum i straszył paraliżem miasta, który - jego zdaniem - jest nieunikniony, gdyby Łodzią rządził komisarz.
Żeby referendum było ważne, do urn musiałoby pójść 114 tys. łodzian (ok. 18 proc. uprawnionych), czyli 3/5 elektoratu, który wziął udział w drugiej turze wyborów prezydenckich w 2006 r.