http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Kraj >  Artykuły

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Gazeta Wyborcza - Kraj RSS

Sikorski pyta NATO jak chce nas obronić przed atakiem

Marcin Górka, Paweł Wroński
2009-11-13, ostatnia aktualizacja 2009-11-12 19:43

Polska domaga się, by Sojusz przygotował plany obrony przed atakiem ze Wschodu dla Polski i republik bałtyckich

Radosław Sikorski
Fot. Wojciech Surdziel / AG
Radosław Sikorski
Chodzi o supertajne plany obrony poszczególnych krajów przez połączone siły NATO - tzw. plany ewentualnościowe. Zapisano w nich procedury, m.in. konkretne jednostki, które powinny być przerzucone w miejsce zagrożenia.

Polska - według nieoficjalnych informacji - ma taki plan, choć nie został do końca opracowany. W ramach planu unowocześniono dwa lotniska oraz nabrzeża portowe w Świnoujściu i Gdyni.

Państwa bałtyckie - Litwa, Łotwa i Estonia - planu nie mają. Wyjątkiem jest wspólny system obrony przeciwlotniczej. Nad tymi krajami rotacyjnie dyżurują samoloty państw NATO, w tym Polski.

- Jako oficer nie rozumiem tej sytuacji - powiedział "Gazecie" jeden z wysokich dowódców sojuszu. - NATO wie, która z brytyjskich dywizji ma w chwili zagrożenia lądować w Norwegii. A wciąż nie wiadomo, jak bronić republik bałtyckich, a w wypadku Polski nie wszystko jest przygotowane. Żaden wojskowy nie wyśle jednostek, gdy nie wiadomo, jak ich użyć.

NATO ociągało się z przygotowaniem planów. - Powodów było kilka. Przyjęto założenie, że Rosja nie zagraża NATO. Członkowie Sojuszu byli podzieleni z powodu wojny w Iraku. Sojusz zajęty jest przede wszystkim operacją w Afganistanie - mówi "Gazecie" jeden z dyplomatów.

Sytuacja zmieniła się od ubiegłorocznej wojny rosyjsko-gruzińskiej. Kolejny czynnik to wrześniowe ćwiczenia "Zapad" i "Ładoga". Rosja i Białoruś zaangażowały łącznie prawie 30 tys. żołnierzy. Scenariusz zakładał wybuch zamieszek na tle narodowościowym, które miały być podsycane z Litwy i Łotwy przez dywersantów. Białoruś i Rosja miały wspólnie odeprzeć wspierający ruchawkę atak NATO, a następnie przejść do kontrataku.

List w sprawie tych ćwiczeń oraz potrzeby prac nad wzmocnieniem obrony Polski i republik bałtyckich wysłał do sekretarza generalnego NATO szef polskiego MON Radosław Sikorski. Wczoraj w radiowej "Trójce" Sikorski potwierdził wysłanie listu, ale odmówił ujawnienia jego treści.

We wtorek w czasie wizyty polskich dziennikarzy w kwaterze głównej NATO sekretarz generalny Anders Fogh Rasmussen powiedział, że tego rodzaju manewry "nie budują zaufania". Stwierdził jednak, że były przez NATO monitorowane i nie ma obecnie zagrożenia dla żadnego z członków Sojuszu.

Pytany przez "Gazetę", jak wygląda sprawa przygotowania planów ewentualnościowych, sekretarz generalny powiedział: - Każdy z krajów NATO ma przygotowany plan obrony i kropka.

Sprawa jest o tyle ważna, że równocześnie trwają dyskusję o nowej strategii NATO - w ramach grupy mędrców kierowanej przez b. sekretarz stanu USA Madelaine Albright. Polski przedstawiciel Adam D. Rotfeld prezentuje opinię, że NATO nie powinno lekceważyć zagrożenia ze Wschodu i dokończyć przygotowanie planów ewentualnościowych, a także doprowadzić do umieszczenia instalacji Sojuszu na terenie nowych członków.

To stoi w pewnej sprzeczności z filozofią Rasmussena. Wobec rosnących problemów NATO w Afganistanie zabiega on o dobrą współpracę z Rosją. Rasmussen jest też zwolennikiem tego, by inwestować przede wszystkim w mobilność jednostek Sojuszu.

Sprawa manewrów ma być przedyskutowana podczas spotkania ministrów spraw zagranicznych NATO 3-4 grudnia. Ma zostać omówiona także na spotkaniu Rady NATO - Rosja.

Częściową odpowiedzią na postulaty Polski i krajów bałtyckich jest tzw. NRF (NATO Responsive Force, czyli Siły Odpowiedzi). Od wiosny przyszłego roku będzie brała pod uwagę także obronę Polski i państw bałtyckich.

NRF to wydzielone siły państw Sojuszu, które pełnią rotacyjnie dyżur bezpieczeństwa w Europie - po pół roku. Siły powołano w 2003 r., ale do tej pory nie były one nigdy tak naprawdę użyte.

Teraz zmienia się właśnie koncepcja NRF. Siły mają być bardziej "ekspansywne" i mobilne. - W zadania NRF wpisano m.in. pokaz siły czy operację nakładania embarga - mówi nasz informator. - Gdyby doszło do realnego zagrożenia dla Polski czy Litwy, nasze wojsko będzie gotowe do działania na tym terenie.

Żeby to osiągnąć, NRF ma być mobilniejszy, bo mniej liczny. Kolejna zmiana ma liczyć tylko 13 tys. żołnierzy (do tej pory 26 tys.). W skład sił odpowiedzi wchodzą wojska lądowe, marynarka wojenna, lotnictwo i siły specjalne (także polskie).

- Koncepcja sił szybkiego reagowania nie zastąpi jednak planów obronnych - mówi jeden z urzędników Sojuszu. - A na to się nie zanosi, póki Sojusz ma problemy w Afganistanie. Trwają np. negocjacje w sprawie umożliwienia tranzytu przez Rosję transportów wojskowych. Teraźniejsze potrzeby wydają się pilniejsze od przyszłych zagrożeń.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4.3

12 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne