http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Kraj >  Artykuły

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Gazeta Wyborcza - Kraj RSS

Legalne aborcje w podziemiu

Ewa Siedlecka
2009-11-09, ostatnia aktualizacja 2009-11-09 09:55

Warszawa
Warszawa
Fot. Robert Kowalewski / AG

Czy szpitale boją się przyznawać do legalnie wykonanych aborcji? Taki wniosek może wynikać z raportu rządu o wykonaniu tzw. ustawy antyaborcyjnej

Tegoroczny, ogłoszony w zeszłym tygodniu raport podaje, że w 2008 r. przeprowadzono 499 zabiegów legalnego przerwania ciąży, w tym 32 w związku z zagrożeniem życia lub zdrowia kobiety, a 467 z powodu uszkodzenia płodu. Nie odnotowano natomiast żadnego przypadku przerwania ciąży, która była wynikiem przestępstwa.

Tymczasem to właśnie w 2008 r. media - w tym "Gazeta" - opisywały sprawę 14-letniej dziewczynki znanej pod imieniem Agata. Z zaświadczeniem prokuratury, że "zachodzi wysokie prawdopodobieństwo, że ciąża jest wynikiem czynu zabronionego - obcowania płciowego z osobą poniżej 15 lat" - usiłowała wraz z matką wyegzekwować ustawowe prawo do aborcji.

Ponieważ podążali za nią przedstawiciele ruchu pro-life i ksiądz (siedzieli na szpitalnym korytarzu, rozmawiali z lekarzami i samą dziewczynką), kolejne szpitale odmawiały jej aborcji. W końcu jednak - jak podała Katolicka Agencja Informacyjna - aborcję wykonano. Dlaczego nie ma jej w oficjalnej statystyce?

Zapytaliśmy o to Ministerstwo Zdrowia, które przygotowuje raport. - My tylko zbieramy dane statystyczne przesyłane przez inne podmioty. Nie weryfikujemy ich - mówi Piotr Olechno, rzecznik ministerstwa.

Ile naprawdę jest w Polsce aborcji?
Zwolennicy ustawowego zakazu aborcji mówią o 7-14 tys. rocznie. Zwolennicy prawa wyboru - nawet o 200 tys. Do tej pory za jedyne pewne dane uchodziły rządowe statystyki legalnych aborcji...



Ministerstwu raportują m.in.: Komenda Główna Policji, konsultanci wojewódzcy w dziedzinie genetyki klinicznej, minister sprawiedliwości, prokurator krajowy, NFZ i wojewódzkie centra zdrowia publicznego.

Agata miała zaświadczenie prokuratora o tym, że jej ciąża może pochodzić z przestępstwa. Dlaczego nie zostało ujęte w statystyce? - Zaświadczenie nie jest równoznaczne z wykonaniem aborcji, dlatego nie przekazujemy takich danych - powiedziała nam rzeczniczka prokuratury okręgowej w rodzinnym mieście dziewczynki. I skierowała nas do tamtejszego wojewódzkiego centrum zdrowia publicznego.

- Podajemy te statystyki, które przesyłają nam szpitale, przychodnie i gabinety ginekologiczne. Najprawdopodobniej aborcja nie została wykonana na terenie naszego województwa, dlatego nie ma jej w naszym raporcie - powiedziano nam w Zakładzie Statystyki Medycznej Polityki Zdrowotnej i Kontroli.

Kiedy Agacie odmówiono aborcji w kolejnych szpitalach, Ministerstwo Zdrowia przedstawiło jej listę publicznych placówek, które ją przyjmą. Może tym tropem dojdziemy do tego, dlaczego państwowe statystyki nie zauważyły sprawy Agaty? - Informacja, jakie szpitale zostały wskazane, jest niejawna - ucina rzecznik resortu zdrowia.

Ponieważ KAI podała, w jakim mieście wykonano aborcję (mogła to wiedzieć od działaczy antyaborcyjnych, którzy jeździli po kraju za Agatą i jej matką), zadzwoniliśmy do tamtejszego centrum zdrowia publicznego. - Żadna placówka w naszym województwie się do tego nie przyznała, a nie mamy prawa dopisywać do raportu czegoś, co nie wynika ze sprawozdań - powiedziano nam w wydziale statystyki.

Szpital ukrył aborcję, chociaż była legalna?

- To prawdopodobne. Aborcja jest u nas tematem tabu. Szpitale mogą się bać opinii, że "zabijają nienarodzonych", więc wolą nie informować o zabiegach wykonanych zgodnie z prawem - mówi Marek Balicki, dziś poseł niezrzeszony, za rządów SLD minister zdrowia.

Ale przecież, by dostać zwrot kosztów procedury medycznej, trzeba ją zgłosić do NFZ. - Aborcję można w zgłoszeniu inaczej opisać. Np. jako usunięcie resztek martwego płodu - mówi Balicki.

Jeśli rzeczywiście pominięcie aborcji Agaty nie jest przypadkiem odosobnionym, to znaczy, że prawdziwa liczba legalnych aborcji w Polsce może być większa niż ta wynikająca z oficjalnych danych. Np. gwałtów było w zeszłym roku według policyjnych statystyk 1611. Jeżeli co dziesiąty spowodował ciążę i co dziesiąta ofiara, która zaszła w ciążę, zdecydowała się na aborcję, dałoby to 16 przypadków. A do tego trzeba dodać kazirodztwo, wykorzystanie bezradności lub stosunku zależności (np. wykorzystanie kobiety upośledzonej umysłowo) czy stosunek z nieletnią - także uprawniające do aborcji.

W raporcie mamy jednak zero.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4.3

59 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne