Okazją będą polsko-francuskie konsultacje międzyrządowe w Paryżu. - To ważne wydarzenie, dowód bliskich stosunków między Polską a Francją i zaufania między premierem Tuskiem a prezydentem Sarkozym - mówi minister ds. europejskich Mikołaj Dowgielewicz.
Deklaracja o europejskiej obronności to kolejna polska inicjatywa w Unii - po polsko-szwedzkim Partnerstwie Wschodnim - do której udało nam się znaleźć ważnego sojusznika. Dowgielewicz nie chciał ujawnić, co dokładnie się w niej znajdzie.
Według dyplomatycznych źródeł „Gazety” będzie w niej mowa: • o reformie tzw. unijnych grup bojowych (dziś siły szybkiego reagowania istnieją głównie na papierze), • wzmocnieniu zdolności cywilnych, czyli wspólnego reagowania na katastrofy naturalne, • wspólnym europejskim planowaniu obronnym (dziś zdolności planistyczne ma tylko NATO).
Polsko-francuska inicjatywa przewiduje też zacieśnienie współpracy między UE a NATO. Bo te dwie organizacje, choć mają w większości tych samych członków i siedziby w jednym mieście - Brukseli - wciąż żyją jak pies z kotem.
- Polsko-francuska inicjatywa nie jest w żadnym stopniu zagrożeniem dla NATO - zapewnia nas polski dyplomata. I tłumaczy, że chodzi raczej o "europejską nogę", która wspierałaby Sojusz. Wzmocnienia europejskich zdolności obronnych domaga się też administracja
USA. Zresztą przygotowywana nowa doktryna NATO ma rozstrzygnąć też o relacjach z Unią.
Za czasów prezydenta Jacques'a Chiraca
Francja była oskarżana o próbę rozbicia NATO. O czystości intencji Paryża dziś świadczyć ma to, iż prezydent Nicolas Sarkozy podjął decyzję o powrocie Francji do struktur wojskowych NATO.
- Nikt w UE nie kwestionuje dziś roli NATO, tak jak robił to kanclerz Niemiec Schröder na konferencji w Monachium w 2005 roku - tłumaczy "Gazecie" Paweł Świeboda, szef think-tanku demosEuropa.
Polsko-francuski dokument będzie ogólny. Ale - jak przekonują źródła "Gazety" - to "dopiero początek drogi, której zwieńczeniem będzie polskie przewodnictwo w UE" w drugiej połowie 2011 r.
Inicjatywa zrodziła się w lipcu. Szef polskiego
MSZ Radosław Sikorski przedstawił w swym dworku w Chobielinie wstępny zarys ministrowi spraw zagranicznych Francji Bernardowi Kouchnerowi. - Kouchner to podchwycił, odbyły się konsultacje na różnych szczeblach - mówi nasz rozmówca. - Francuzi przekonali się, że można z nami rozmawiać o obronie po udziale Polaków w europejskiej misji w Czadzie.
W polskim MSZ mówi się, że deklaracja Tuska i Sarkozy'ego będzie drugim Saint Malo. W tym normandzkim mieście w grudniu 1998 r. prezydent Francji Jaques Chirac i premier Wielkiej Brytanii Tony Blair podpisali historyczną deklarację o wyposażeniu UE w niezależne od NATO zdolności obronne. Deklarację z Sain Malo uznaje się za początek snów o europejskiej armii.
Problem w tym, że od tego czasu minęło 11 lat, a niewiele z tego wynikło. Na budowanie unijnej armii nie było zgody za czasów prosperity, a obecny kryzys zmusza kraje UE do redukcji wydatków na zbrojenia.
Co więcej, Francuzi stracą w najbliższym czasie głównego partnera do budowania wspólnej unijnej obrony - Wielką Brytanię. Z Londynu płyną sygnały, że eurosceptyczni torysi, którzy przejmą zapewne władzę w połowie 2010 r., nie są tym zainteresowani.
- Polska próbuje wypełnić przestrzeń, którą opuszczają Brytyjczycy - mówi Świeboda. Zdaniem szefa demosEuropa Francja jest jedynym w UE krajem, z którym może dziś dyskutować o europejskiej obronie. Nigdy nie wyrzekła się mocarstwowych ambicji, a na obronność wydaje najwięcej w UE - 63,5 mld dol. rocznie.
• Tusk z Sarkozym przyjmą też deklarację w sprawie unijnej polityki energetycznej.