Jeden z najnowszych wpisów ma tytuł: "Nagi
Lech Kaczyński?". Zaczyna się sondażem, według którego prezydent nie ma szans na ponowne zwycięstwo. "Przez okres prezydentury Kaczyńskiemu kompletnie nie udało się pozyskać nowych zwolenników. Ba, stracił poważną część dotychczasowego elektoratu, zdegustowanego miałkością upływającej kadencji, znaczonej partyjnym uwikłaniem i nieznośną małostkowością, która powinna być obca głowie państwa" - pisze Eckardt.
Dalej: "Przypomina miotającego się w klatce ptaka, oddzielonego od świata prętami ideologicznych miazmatów IV RP. Kaczyński zakończy karierę na jednej kadencji, tak jak
Lech Wałęsa, bo obaj grzęźli w personalnych utarczkach oraz infantylnej pamiętliwości".
Eckardt krytykuje głowę państwa za politykę międzynarodową. "Groteskowe uzależnienie podpisania traktatu lizbońskiego od wyników irlandzkiego referendum, toczenie trzeciorzędnych bojów o czwartorzędne sprawy, nadpobudliwa proamerykańskość, mała zwartość intelektualna i niespójny przekaz intencji" - wylicza.
Eckardt nie jest członkiem
PiS, ale ma poparcie tej partii. Tomasz Latos, bydgoski poseł PiS, uważa, że krytykując prezydenta, wypowiedział posłuszeństwo władzom partii: - Te frustracje mógł zachować dla siebie. Ktoś, kto powinien być lojalny wobec partii i prezydenta, nie może używać takiego języka politycznego. O wicemarszałku na pewno będę rozmawiał w kręgach decyzyjnych w Warszawie - zapowiada.
Sprawa ma stanąć na radzie regionalnej PiS. Jarosław Zieliński, sekretarz generalny partii: - Jeśli ktoś chce być z nami, nie powinien swoich wynurzeń prezentować publicznie. Nie wiem, jakie przyświecały temu intencje, chyba takie, żeby zdyskredytować bardzo dobrego prezydenta. Musimy się zastanowić, co z tym zrobić.
Co na to sam Eckardt? - Moje dobre rady nie oddalą mnie od PiS. Kiedyś głosowałem na Lecha Kaczyńskiego i tylko tłumaczę, dlaczego już tego nie zrobię. I jeśli ten wpis nie wszystkim się spodobał, trudno - taki urok demokracji.
Uroki demokracji Eckardt poznał już trzy lata temu. Wyleciał wtedy z
LPR za publiczną krytykę jej władz. Dwa lata temu, gdy
Tadeusz Rydzyk nazwał prezydenta Kaczyńskiego oszustem, a jego żonę czarownicą, Eckardt wystosował pismo do przełożonego zakonu redemptorystów Josepha Tobina. "W imieniu zaniepokojonych mieszkańców regionu" bronił Rydzyka, pisząc: "Nie znam sytuacji, by kiedykolwiek mówił o kimś z nieżyczliwością czy pogardą". Pismo o mało nie doprowadziło do rozpadu koalicji PO-PiS rządzącej na Kujawach i Pomorzu.