Równo trzy lata temu była wielka dwudniowa feta - grała orkiestra, błyskały flesze. Na nowiutkim peronie we Włoszczowie, który kosztował prawie 3 mln zł, po raz pierwszy zatrzymał się pociąg ekspresowy.
Współtwórca tego sukcesu, ówczesny szef Komitetu Stałego Rady Ministrów i poseł
PiS Przemysław Gosiewski argumentował, że do tej pory obywatele powiatowej Włoszczowy (11 tys. mieszkańców) mogli tylko patrzeć, jak szybką magistralą mkną pociągi do stolicy. Teraz mogli do nich wsiąść.
PKP Intercity uruchomiło dla Włoszczowy specjalny pociąg - "Augustyn Kordecki" z Częstochowy przez Włoszczowę do Warszawy. PKP, wbrew głosom krytyki, twierdziło, że ta stacja to dla firmy czysty zysk. Na początku ostrożnie liczono, że we Włoszczowie wsiadać będzie 50 pasażerów dziennie. To miał być dopiero początek.
Ale złoty sen się nie ziścił. Pasażerowie nie dopisali. A "Kordecki" stał się najdziwniejszym pociągiem w rozkładzie - zmieniał trasy, z ekspresu przekształcono go w pospieszny, potem znów w ekspres... Teraz właśnie po cichu go zlikwidowano. A PKP, które do tej pory broniło tezy o opłacalności peronu we Włoszczowie jak niepodległości, przestało iść w zaparte.
- Była za mała frekwencja, "Kordecki" nie cieszył się zainteresowaniem - przyznaje Beata Czenerajda z zespołu prasowego PKP Intercity. -Może przy zmianie rozkładu pomyślimy nad nowymi połączeniami z Włoszczowy.
Mieszkańcom miasteczka pozostały już tylko połączenia regionalne. Ostatnim ekspresem zatrzymującym się na najsłynniejszym polskim peronie jest nocny "Ernest Malinowski". Co na to sam poseł Gosiewski, który za zasługi dla miasta otrzymał honorowe obywatelstwo Włoszczowy? On w przeciwieństwie do PKP zdania nie zmienił.
- Dworzec jest potrzebny, korzystają z niego mieszkańcy czterech powiatów - mówi polityk PiS. - Zlikwidowanie kolejnego połączenia z Włoszczową będzie utrudniało życie mieszkańcom, a PKP będzie ponosiło straty. Nie wiem, jakie są motywacje PKP takiego kroku.