Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Nazwisko El-Assira jest dziś głośne. To on pośredniczył w nieudanej transakcji sprzedaży polskich stoczni katarskiemu funduszowi Stichting Particulier Fonds Greenrights. To z konta Libańczyka wpłacono skarbowi państwa 8 mln euro wadium. I to właśnie jego postać PiS wykorzystał do ataku na rząd.
Zaczęło się od ustępującego szefa CBA Mariusza Kamińskiego. Tydzień temu rozesłał on prezydentowi oraz marszałkom Sejmu i Senatu zapisy podsłuchanych przez CBA rozmów, a te niemal natychmiast wyciekły do prasy. PiS i część mediów ogłosiły "aferę stoczniową". Opozycja zażądała głów ministra skarbu i urzędników Agencji Rozwoju Przemysłu, którzy mieli z naruszeniem procedur faworyzować katarskiego inwestora. Właśnie tego, którego reprezentował El-Assir.
Posłowie PiS oburzali się, że służby specjalne nie sprawdziły przeszłości El-Assira, który miał być "bohaterem korupcyjnej afery w Portugalii", a według części mediów nawet mieć związki z Al-Kaidą.
Najostrzej wypowiadał się poseł
Zbigniew Wassermann, b. koordynator służb specjalnych. We wtorek w Sejmie mówił dziennikarzom, że "El-Assir to człowiek znany w świecie, uwikłany w nielegalny handel bronią, człowiek, który jest ścigany listami gończymi". - Czy tego nie ustaliły służby? To nie CBA bada tego typu wiarygodność. To zadanie
ABW,
MSWiA i SKW. Tego premier nie wiedział? - atakował Wassermann.
Tymczasem z informacji "Gazety" wynika, że to właśnie Wassermann jako koordynator służb za rządów PiS zlecił ABW sprawdzenie El-Assira. 28 maja 2007 r. wysłał do Agencji pismo z prośbą o "sprawdzenie osoby o nazwisku Abdul Rachman El-Assir". Sprawę polecił potraktować jako pilną.
Już 5 czerwca 2007 r. wiceszef ABW Grzegorz Ocieczek odpisał Wassermannowi: "ABW nie posiada informacji istotnych dla bezpieczeństwa państwa i międzynarodowej pozycji RP w odniesieniu do osoby o nazwisku Abdul Rachman El-Assir". Ocieczek dodał też, że nazwisko El-Assira nie znajduje się w aktach
IPN.
Po co Wassermannowi były te informacje? Czy przeszłość Libańczyka sprawdzał, bo za kilka dni handlarz miał lecieć do Gruzji z prezesem Bumaru i Robertem Drabą, wiceszefem kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego?
Wassermann, gdy przypominamy mu sprawę, zasłania się tajemnicą: - To były informacje ściśle tajne.
Prześwietlał pan przeszłość El-Assira ze względu na podróż z Drabą do Gruzji?- Nie mogę rozmawiać o sprawach ściśle tajnych.
Skoro Draba z El-Assirem poleciał, to znaczy, że nie znalazł pan na handlarza bronią nic kompromitującego?- Jak wiecie więcej niż ja, to po co pytacie?
Bo gdyby pan coś takiego znalazł, toby pan prezydenta ostrzegł i Draba by nie poleciał z nim do Gruzji.- Nie mogę o tym rozmawiać.
Po korzystnej dla handlarza informacji ABW wizyta w Tbilisi doszła do skutku. Jej wynikiem był kontrakt na sprzedaż Gruzji stu rakiet typu ziemia-powietrze o nazwie GROM, którymi handluje Bumar.
Kiedy w 2008 r. o tajemniczej podróży Draby i El-Assira do Gruzji napisała "Rzeczpospolita", Kancelaria Prezydenta odpowiedziała, że El-Assir był gościem Bumaru, a Draba spotykał się z premierem Gruzji i ministrem obrony. Czyli że w jednej delegacji handlarz bronią i minister znaleźli się... przez przypadek.
Jaką naprawdę rolę w kontrakcie odegrał Draba i urząd Prezydenta RP? Według naszych źródeł w ABW
Lech Kaczyński, przyjaciel prezydenta Gruzji Michaela Saakaszwilego, poprzez Drabę podjął się pomocy w dozbrojeniu gruzińskiej armii.
Co na to Kancelaria Prezydenta? Prezydencki minister Paweł Wypych zarzekał się wczoraj, że prezydent nie zna El-Assira, a minister Draba poleciał do Gruzji, bo stał na czele komitetu polsko-gruzińskiego.
Wypych nie wie, czy lot Draby do Gruzji był związany z dozbrajaniem Gruzji.