Zobacz także raport specjalny o Marku Edelmanie
Jeden z dowódców powstania w getcie warszawskim, jeden z nielicznych ocalałych członków Żydowskiej Organizacji Bojowej, jedyny, który pozostał w Polsce. Pytany dlaczego, odpowiadał: "Tutaj pochowany jest mój naród. Zostałem, bo jestem strażnikiem żydowskich grobów"
Marek Edelman nie był jednak w Polsce wyłącznie "strażnikiem żydowskich grobów". Jego powojenna biografia to najlepsza wersja obecności w polskiej historii ostatniego sześćdziesięciolecia. Brał udział w Powstaniu Warszawskim, walczył w Śródmieściu i na Żoliborzu. Mimo że już jako młody chłopak związał się z ruchem socjalistycznym, nigdy nie dał się uwieść komunizmowi. To, że żydowska partia socjalistyczna Bund odrzuciła w 1948 r. propozycję włączenia się do PZPR i samorozwiązała się, to między innymi jego zasługa.
Związany był z demokratyczną opozycją więzami przyjaźni i poczuciem obywatelskiej odpowiedzialności za Polskę. Od samego powstania Komitetu Obrony Robotników we wrześniu 1976 r. był jego współpracownikiem. W 1981 r. został wybrany na delegata na I Zjazd "Solidarności". Internowany 13 grudnia 1981 r., po wyjściu był w Łodzi członkiem podziemnego RKW i animatorem najróżniejszych podziemnych inicjatyw. W Komitecie Obywatelskim przy Lechu Wałęsie przewodniczył komisji współpracy z mniejszościami narodowymi. Przy Okrągłym Stole znalazł się w grupie negocjującej reformę służby zdrowia. W czasie wojny na Bałkanach jeździł z konwojami humanitarnymi do dawnej Jugosławii. W wolnej Polsce nigdy nie zabrakło jego głosu w ważnych sprawach obywatelskich.
Tak wiele śmierci oglądał w tak młodym wieku, że zostać lekarzem i walczyć ze śmiercią wydało mu się jedynym możliwym wyborem. Był lekarzem z prawdziwego zdarzenia, wybitnym diagnostą. Jeszcze dwa lata temu chodził do pracy do Szpitala im. Pirogowa w Łodzi, gdzie prowadził oddział intensywnej opieki medycznej i wyrywał swoich pacjentów śmierci.
Zaraz po wojnie wydał niewielką książeczkę "Getto walczy", rodzaj sprawozdania z udziału Bundu w powstaniu w getcie, "dokument - jak napisała we wstępie Zofia Nałkowska - zbiorowej mocy ducha, ocalonej z największej klęski, jaką znają dzieje narodów". "W zasadzie najważniejsze jest życie. A jak już jest życie, to najważniejsza jest wolność. A potem oddaje się życie za wolność. Wtedy już nie wiadomo, co jest najważniejsze" - takim mottem opatrzył jej wznowienie w wolnej Polsce sam Edelman, człowiek, który ratował życie i walczył o wolność.