http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Kraj >  Artykuły

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Gazeta Wyborcza - Kraj RSS

Kobiety chcą połowy

Renata Grochal
2009-08-17, ostatnia aktualizacja 2009-08-17 07:43

Projekt ustawy o parytecie gotowy. Połowę miejsc na listach wyborczych mają zajmować kobiety. A jeśli partia nie zachowa parytetu, listy nie będą zarejestrowane

Sejm
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Sejm

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Ustawa ma zmienić trzy ordynacje wyborcze - do Sejmu, Parlamentu Europejskiego oraz rad gmin, powiatów i sejmików wojewódzkich. Parytet nie obejmie wyborów do Senatu i do rad gmin do 20 tys. mieszkańców, bo tam jest ordynacja większościowa. Autorzy projektu proponują, by "liczba kobiet na listach nie mogła być mniejsza niż liczba mężczyzn". - To mit, że kobiety nie chcą iść do polityki. Chcą, ale czują się wykluczone. Dlatego nie godzimy się, by obecność kobiet na listach wyborczych zależała tylko od woli partyjnych liderów. Ustawowy parytet to zmieni - mówi "Gazecie" prof. Magdalena Środa, jedna z inicjatorek Kongresu Kobiet Polskich. Wprowadzenie 50-proc. parytetu to jeden z głównych postulatów czerwcowego Kongresu.

Kobiety jak mniejszości narodowe

Zdaniem prof. Piotra Winczorka, konstytucjonalisty i współautora projektu ustawy o parytecie, kobiety nie mają dziś równych szans w dostępie do stanowisk publicznych, choć gwarantuje im to konstytucja. - Światową tendencją jest podejmowanie akcji afirmatywnych w stosunku do środowisk, które są w gorszej sytuacji niż inne. Tak było np. z czarnoskórymi w USA. Również w wyborach do naszego Sejmu ugrupowania mniejszości narodowych nie muszą przekraczać progu 5 proc., aby uczestniczyć w podziale mandatów. Tym bardziej wobec kobiet, które stanowią ponad połowę społeczeństwa, warto stosować podobne rozwiązania - podkreśla Winczorek. Zapewnia, że parytet nie ogranicza praw wyborczych obywateli, bo nie narzuca się im, na kogo mają głosować. - Parytet daje kobietom szansę wybrania, ale w żadnym razie nie daje im takiej pewności - dodaje Winczorek.

W polskim Sejmie jest niewiele ponad 20 proc. kobiet, a w Senacie zaledwie 8 proc. Autorzy projektu dowodzą, że jest ich w polityce tak mało, bo muszą łączyć wiele ról społecznych jednocześnie - zawodowych, domowych, rodzinnych. "Dlatego wydaje się słuszne, aby zachęcić kobiety do uczestnictwa w wyborach oraz skłonić siły polityczne do odpowiedniego uwzględniania kobiet jako kandydatek do stanowisk publicznych. Wprowadzając parytet płci, Polska nie będzie ani jedynym, ani pierwszym krajem europejskim, który to uczynił" - uzasadniają projekt jego autorzy.

Ustawowe parytety obowiązują w Hiszpanii (36 proc. kobiet w parlamencie), Belgii (34,7 proc.) Portugalii (21,3 proc.), Słowenii (12,2 proc.) i we Francji (18,5 proc.). Francuski system jest najbardziej restrykcyjny. Obowiązuje tzw. system suwakowy, czyli kobiety na listach muszą być ustawione w naprzemiennie z mężczyznami, a za złamanie parytetu grożą kary finansowe. - Jednak wszystkie partie wolą płacić kary, niż oddawać połowę miejsc kobietom - mówi prof. Środa.

Mało kobiet bez grzywny

- Nie wpisaliśmy do projektu systemu suwakowego, bo mogłyby się pojawić zarzuty niekonstytucyjności - mówi prof. Winczorek. - Jedynki na listach mają największe szanse na wygraną, bo obywatele głosują zwykle na pierwszego kandydata. Jeżeli mamy system suwakowy, powstaje pytanie, kto ma być pierwszy - kobieta czy mężczyzna? A to oznaczałoby ograniczanie wolności wyboru, bo determinuje się w pewnej mierze wybór.

Nie będzie też sankcji finansowych za niedotrzymanie parytetu. Jedyną karą będzie niezarejestrowanie listy, ale komitet będzie mógł się odwołać od tej decyzji.

Autorzy projektu proponują, żeby na listach z nieparzystą liczbą kandydatów w przewadze były kobiety. - Tu chodzi o wyrównanie szans grupy, która była dyskryminowana, więc jeśli ktoś się zabiera do wyrównywania szans, to jest oczywiste, że na liście nieparzystej powinno być więcej kobiet niż mężczyzn - mówi konstytucjonalista prof. Wiktor Osiatyński.

Ale na razie nie wiadomo, czy partie poprą parytet. Za jego wprowadzeniem opowiedzieli się dotąd prezydent Lech Kaczyński i szef SLD Grzegorz Napieralski. Przeciw jest PSL, PiS nie podjął decyzji. Premier Donald Tusk wolałby, żeby to partyjni liderzy sami zobowiązali się do przestrzegania parytetów. Politycy PO przywołują przykład Szwecji czy Finlandii, gdzie partie same zdecydowały, że będą przestrzegać parytetów, i w parlamentach jest najwyższy odsetek kobiet - 47,3 i 42 proc.

Jednak prof. Winczorek nie wierzy, że u nas takie rozwiązanie się sprawdzi: - Lepiej byłoby zwiększać liczbę kobiet w polityce na mocy zmiany obyczaju politycznego. Ale w Polsce to jakoś nie może się rozkręcić. Politycy powinni pomyśleć, że jednak kobiety stanowią dużą częścią elektoratu wszystkich ugrupowań. I jeśli chcą je sobie zjednać, to ja bym im doradzał życzliwe potraktowanie tego projektu.

Gdzie jest seksizm

- Każda zmiana społeczna zajmuje bardzo dużo czasu, a ta jest najtrudniejsza, bo seksizm, czyli poczucie wyższości mężczyzn wobec kobiet, jest jedną z najbardziej powszechnych, acz niedostrzeganych, cech współczesnych społeczeństw - mówi prof. Wiktor Osiatyński. - O taką zmianę jest dużo trudniej niż o zmianę dyskryminacji rasowej czy dyskryminacji niepełnosprawnych, bo wydaje się, że dyskryminacji nie ma. A ona jest po prostu straszliwa. Poza tym z każdego innego obszaru dyskryminacji jednostka może się wydostać - niewolnik mógł być wyzwolony, obcokrajowiec może uzyskać obywatelstwo, natomiast ta cecha jest niezmienna i trwała - podkreśla Osiatyński.

Po wakacjach przedstawicielki Kongresu Kobiet zaczną zbierać podpisy pod obywatelskim projektem ustawy o parytecie. Muszą ich zebrać 100 tys. Pod koniec roku projekt ma być złożony w Sejmie. - Rozpoczynamy ogólnopolską kampanię informacyjną w sprawie parytetu - mówi prof. Środa. - Chcemy, aby nasz ruch społeczny pełnił też rolę integracyjną dla środowisk kobiecych - dodaje. Jesienią w największych miastach w kraju odbędą się zjazdy regionalne Kongresu - pierwszy w Gdańsku. Jego gościem ma być szef Parlamentu Europejskiego prof. Jerzy Buzek. Kolejne spotkania będą w Poznaniu, Szczecinie i na Śląsku.



Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

2.8

69 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne