Chciałbym umrzeć - mówi 95-letni Mieczysław Gierczak, najstarszy mieszkaniec bloku na Borkach, dawnego Domu Kombatanta.
Żyje tu 87 osób, średnia wieku przekracza 70 lat. - Gdybyśmy nie byli tacy chorzy i starzy, tobyśmy spalili kilka opon przed urzędem, może wtedy by nas wysłuchano - mówi inny lokator Adam Szczepański.
Blok w Radomiu należy do Spółdzielni Mieszkaniowej "Budowlani", postawiono go ponad 20 lat temu. Wojewoda radomski zawarł wtedy ze spółdzielnią umowę: w budynku będzie Dom Kombatanta (dla kombatantów i innych starszych osób) zarządzany przez administrację wojewódzką. W domu oprócz pokoi dla lokatorów był więc gabinet lekarski, pielęgniarski, stołówka, świetlica, biblioteka.
Starsi ludzie, skuszeni obietnicą stałej opieki lekarskiej i pielęgniarskiej, zamieniali mieszkania - często większe i wygodniejsze - na lokale na Borkach. Tak jak pan Mieczysław: - Oddałem dwa razy większe mieszkanie i jeszcze musiałem dopłacić. Bardzo nam zachwalali tę instytucję. Powiedzieli, że tu będziemy mieć opiekę.
Opieka była. Do czasu.
1999 r.: reforma administracyjna zlikwidowała woj. radomskie. Utrzymanie Domu Kombatanta spadło na władze miasta. Ale rada miasta zadecydowała o jego likwidacji. Zniknęli lekarze, zamknięto stołówkę, świetlicę. Ryszarda Kitowska z biura prasowego magistratu: - Aby załagodzić sytuację, mieszkańcom pozostawiono opiekę pielęgniarek. Gmina zawarła ze spółdzielnią umowę o użytkowaniu lokalu przeznaczonego na gabinet. Trzy pielęgniarki zatrudnił MOPS. Lokatorzy mogli je wezwać w każdej chwili: w pokojach, jak w szpitalu, są zamontowane przyciski alarmujące. 2009 r.: w Domu Kombatanta nie ma już pielęgniarek. Dlaczego? Podczas niedawnej kontroli finansowej w MOPS okazało się, że pielęgniarki zajmowały się podopiecznymi Domu Kombatanta niezgodnie z ustawą o pomocy społecznej z 2004 r. Zgodnie z przepisami mieszkańcy nie mogą otrzymywać od miasta opieki pielęgniarskiej, bo - jak mówi Kitowska - "nie było indywidualnych decyzji administracyjnych przyznających im taką formę pomocy". Tymczasem decyzja władz Radomia o utrzymywaniu pielęgniarek dotyczyła wszystkich lokatorów jako zbiorowości.
Mieszkańcy walczą. Piszą do prezydenta Radomia, do MOPS, do prezesa spółdzielni. Bez skutku. O pomoc proszą posła PO Radosława Witkowskiego. Ten z prawnikami sprawdza wszystkie dokumenty. - Decyzje, które zapadły, były zgodne z prawem - mówi "Gazecie". - Ale pozostaje kwestia etyczna. 20 lat temu tych ludzi zapewniono, że będą tu mieć opiekę.
Anna Kwiecień, wiceprezydent Radomia: - Niech spółdzielnia nie przerzuca odpowiedzialności na miasto.
Spółdzielnia może zapewniać gabinet pielęgniarski i powinna to robić. Marek Kraszewski, prezes zarządu SM Budowlani: - Niech pani prezydent nie przerzuca odpowiedzialności na spółdzielnię. Nie mamy ani zobowiązań, ani uprawnień, żeby utrzymywać gabinet pielęgniarek. Od początku umowa była taka: Budowlani administrują nieruchomością, a wojewoda zapewnia mieszkańcom opiekę. Później obowiązki wojewody przejęło miasto, więc to miasto powinno teraz zadbać o gabinet.
Adam Szczepański z Domu Kombatanta: - Tu mieszkają ludzie, co już nie są w stanie czytać. Nie wiedzą, jak przyjmować leki. W lutym zmarła u nas kobieta. Gdyby nie inkasent, który sprawdzał liczniki, do dziś by tu leżała i gniła.
Źródło: Gazeta Wyborcza