O rodzinie ze wsi Błota Wielkie w Wielkopolsce napisaliśmy wczoraj w"Gazecie". Sąd odebrał rodzicom noworodka na podstawie opinii kuratora, że: w domu panuje bałagan, matka jest niezaradna, a ojciec dzieci ma 63 lata.
Tyle że ci rodzice wychowują już trójkę swoich dzieci w wieku 7, 9 i 11 lat. Dobrze się uczą, a pedagog szkolny, proboszcz i wójt mają inną od kuratorskiej ocenę rodziny. - Między rodzicami i dziećmi jest bardzo silna więź - podkreślają.
Kuratorka nie wie, bo była na urlopie Różyczkę odebrano Wioletcie Woźnej pod koniec lipca, jeszcze w szpitalu, kilka dni po porodzie. Dano jej środki na wstrzymanie pokarmu i kazano ścisnąć piersi. Teraz noworodek czeka urodziny zastępczej, aż sąd wyższej instancji zdecyduje, czy może wrócić do biologicznych rodziców.
Przesądziła opinia z 26 czerwca. Kurator Iwona Januszak napisała, że w domu Wioletty Woźnej i Władysława Szwaka jest brud i bałagan. Jednak od 1 lipca aż do porodu przychodziła tam opiekunka, która dom wysprzątała, pomogła w remoncie i zajmowała się trójką dzieci, gdy matka czekała na poród. Czy o tym kuratorka napisała w opinii? - Nie, bo byłam w tym czasie na urlopie -mówi Januszak. "Gazeta": - Zatem sąd oparł się na pani nieaktualnych informacjach? Januszak: -Można tak powiedzieć.
Kuratorka uważa jednak, że większym problemem niż bałagan jest niezaradność matki i jej prawdopodobne upośledzenie. Dlaczego "prawdopodobne"? Bo sąd jej nie badał, a w aktach sprawy jest tylko wzmianka, że leczyła się kiedyś na depresję i psychozę.
"Gazeta": -Czy wnioskowaliście o pomoc psychologiczną dla kobiety? Januszak: - A kto miałby tam dowozić psychologa? Poza tym ośrodek pomocy społecznej miał się tym zająć.
Miejsko-Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej we Wronkach psychologa nie wysłał, ale zamierza to zrobić. - Właśnie nasz psycholog wraca z urlopu i jutro tam jedziemy - zapowiada Joanna Leśniewska, pracownik ośrodka.
Poprawa idzie małymi krokami Kuratorzy interesują się rodziną z Błot od 2004 r. Wtedy dostali anonim, że dzieci Woźnej i Szwaka mieszkają w złych warunkach. Kurator, który to sprawdzał, napisał: w gospodarstwie panuje nieporządek, zwierzęta biegają po podwórzu, a w domu jest brud.
Sąd w Szamotułach zdecydował, że dzieci należy umieścić w placówce opiekuńczej. Ale tam nie trafiły. Kuratorka Januszak: - Pan Szwak w 2004 r. stanął w progu drzwi i zagroził, że się zabije, jeśli odbierzemy dzieci. Nie zabraliśmy, by nie powodować u nich większego stresu.
Po tym zdarzeniu sąd uznał, że rodzice mają kilka tygodni, by poprawić warunki w domu.
Wtedy w opiekę zaangażował się miejscowy ośrodek pomocy społecznej, proboszcz i wójt. Ale Januszak twierdzi, że poprawiło się na krótko: - Potem znów do domu wrócił nieporządek.
- Cały czas pomagamy rodzinie, ludzie ze wsi pomagają. To małe kroki, ale widzę poprawę -podkreśla z kolei Leśniewska z ośrodka pomocy, która zajmuje się rodziną od kilku miesięcy.
Teraz cała rodzina zostanie przebadana w ośrodku rodzinnym w Poznaniu. Ta opinia będzie wiążąca dla Sądu Okręgowego w Poznaniu, który zdecyduje o losach noworodka. Adwokatka reprezentująca Szwaka i Woźną zaskarżyła bowiem decyzję o zabraniu noworodka. Sprawą zajął się też
Rzecznik Praw Dziecka.
Wyremontujemy, opłacimy prawnikaWczoraj do "Gazety" przez cały dzień dzwonili i pisali czytelnicy, którzy chcą pomóc rodzinie.
- Odbieram to z wielkim bólem, że tak łatwo się decyduje o uczuciach ludzkich. Jak mógłbym pomóc? - pytał Roman Dobrzyński z Poznania.
"Jestem bardzo wstrząśnięta, siedzę i płaczę. To się nie mieści w głowie. Bardzo chcę pomóc tej rodzinie" - napisała Magdalena Ballada-Sikora z Krakowa, mama dwójki dzieci.
"Czy mogliby Państwo podać adres rodziny z Wronek? Sama jestem mamą dwójki dzieci i bardzo chętnie wysłałabym przybory szkolne, zeszyty, niedługo zaczyna się szkoła" - pisze Urszula Gasiewicz.