Hanna Gronkiewicz-Waltz, prezydent Warszawy: - Podchodzę do tej sprawy bez emocji. Fundacją zajęłam się z obowiązku. Jako prezydent muszę dbać o majątek miasta. Czekam na wyrok niezawisłego sądu.
Proces o wydanie parkingu zaczął się wczoraj przed warszawskim sądem. Z kilku działek i czterech budynków w pobliżu ścisłego centrum miasta - o szacunkowej wartości ok. 165 mln zł - Fundacji zostało tylko tyle.
Parking po koncernie Parking położony jest tuż przed dawną siedzibą
PiS, a do dziś biurem Jarosława Kaczyńskiego przy ul. Nowogrodzkiej 84/86. Przypomnijmy. Siedziba sprzedana została w połowie 2007 r. za 34 mln zł deweloperowi, który chce na jej miejscu postawić wieżowiec.
Parking symbolizuje też to, co zostało z planów Kaczyńskiego o budowie koncernu medialnego. Jak opisywaliśmy, było tak: najpierw fundacja założona przez Kaczyńskiego i jego środowisko skupione głównie w Porozumieniu Centrum chciała budować taki koncern. Po likwidowanym RSW Prasa Książka Ruch (z czasów PRL) fundacja przejęła bez przetargu lub płacąc skromne kwoty kilka nieruchomości. Po kilku latach wniosła je aportem do spółek założonych przez ten sam krąg osób. A w następnym ruchu udziały w spółkach stanowiły kapitał założycielski nowych fundacji - Nowe Państwo i Solidarna Wieś. Spółki żyły z najmu, a fundacje dotowały niszowe - "Nowe Państwo" i tygodnik rolników "Obserwator". Fundacji Prasowej został tylko parking, z którego w ostatnich latach osiągała rocznie ok. 200 tys. zł zysku.
Tej towarzysko-biznesowej sieci przyglądają się od pewnego czasu prokuratura i urząd kontroli skarbowej, a miasto - w procesie przed sądem cywilnym - zażądało wydania nieruchomości.
Dla którego sądu sprawa? Prawnicy dopatrzyli się, że Fundacja nie była następcą prawnym RSW, nie mogła więc skorzystać z bezprzetargowego przekazania państwowych działek w wieczystą dzierżawę. Co więcej, pominięte zostały prawa dawnych właścicieli wywłaszczonych dekretem Bieruta. Odszkodowania za działkę pod parkingiem domagają się dziś od państwa spadkobiercy rodziny Tarnowskich.
Sąd postanowił każdą działką zająć się osobno. Dlatego wczoraj wziął się tylko za parking, który pozostał przy Fundacji. Mec. Piotr Sadownik reprezentujący FPS domaga się oddalenia pozwu. Twierdzi, że sprawa powinna toczyć się przed sądem wieczysto-księgowym, a Fundacja wcale parkingiem "nie włada".
Mec. Tomasz Rybka z Prokuratorii Generalnej, która przed sądem reprezentuje stołeczny ratusz, tym drugim argumentem był mocno zdziwiony. Na rozprawę przyniósł aktualny wypis z rejestru gruntów, w którym Fundacja jest wymieniona jako wieczysty użytkownik działki.
Sędzia Marzena Wyrembska odebrała wczoraj tylko krótkie stanowisko stron. Wyrok zapadnie 17 marca.
Supersympatyczny asystent polityczny Jak to jest z "władaniem" parkingiem, chcieliśmy zapytać prezesa FPS. Według naszych źródeł jest nim teraz Jacek Cieślikowski, rocznik 1973 r., warszawski radny PiS. Ma opinię zaufanego człowieka Jarosława Kaczyńskiego. Zaczynał u niego w 1999 r. od posady asystenta parlamentarnego. W ostatnich wyborach samorządowych zdobył mandat radnego Warszawy. Był wtedy asystentem politycznym premiera. Dziś w oświadczeniu majątkowym Cieślikowskiego można przeczytać, że jego miejsce pracy to: "
Prawo i Sprawiedliwość, ul. Nowogrodzka 84/86 02-018 Warszawa. Asystent prezesa partii ds. koordynacji struktur w terenie".
- Pamiętam go z sekretariatu przy Nowogrodzkiej - mówi poseł PiS Maks Kraczkowski. - To polityk młodego pokolenia. Był podczas tworzenia partii, pomagał przy korespondencji, ale też służył polityczną radą.
- Jako kolega Jacek jest super - charakteryzuje Cieślikowskiego jeden z warszawskich radnych PiS, prosi o anonimowość.
Awansem na prezesa FPS nasi rozmówcy są zdziwieni.
- Nic nie mówił - słyszymy.
- Telefon pana Jacka jest zastrzeżony - usłyszeliśmy w klubie radnych PiS.