Czytaj: Dyrektorka eksmitowała kota z biblioteki
Przemarzniętego kotka znalazł czytelnik na wycieraczce przed wejściem do filii nr 3 Miejskiej Biblioteki Publicznej. Zwierzaka przygarnęły bibliotekarki. Kubuś, bo tak go nazwały, stał się znakiem firmowym biblioteki. Przez sześć lat pędził spokojne życie na półkach z książkami, ale miesiąc temu ktoś napisał mail do dyrektorki biblioteki. Anonimowa osoba stwierdziła, że ma alergię na kocią sierść i jeśli nadal będzie narażona na kontakt z kotem w wypożyczalni książek, pozwie bibliotekę i zażąda odszkodowania.
Dorota Łukasiewicz-Zagała, dyrektorka MBP w Tychach, ugięła się i nakazała kota eksmitować. Kubuś mieszka teraz kątem u jednej z bibliotekarek, ale bardzo tęskni za biblioteką. Nie chce jeść ani pić.
Wczoraj napisaliśmy o jego losach. Po naszym tekście odezwali się czytelnicy z całej Polski. Ludzie szturmują też bibliotekę i masowo podpisują się pod petycją, w której żądają, by Kubuś wrócił na swoje miejsce. Bibliotekę odwiedzili także radni, którzy obiecali, że sprawę poruszą na najbliższej sesji rady miejskiej.
- Stosunek do zwierząt jest wyrazem naszego człowieczeństwa. Zawsze wydawało mi się, że w bibliotece pracują ludzie o dużej wrażliwości. Sama biblioteka zresztą to nie tylko zbiór książek, ale też miejsce związane z pewnymi wzorcami zachowań - powiedział nam wczoraj Wojciech Kilar, wybitny kompozytor i wielki miłośnik kotów. - Ja również chcę się podpisać pod petycją - zadeklarował.
Joanna Zaremba z Fundacji for Animals była zdziwiona, że sprawa dotyczy Tychów. - Z doświadczenia wiem, że tamtejsi urzędnicy mają dużo zrozumienia dla zwierząt, a w mieście bardzo prężnie działa schronisko - mówi.
Wiele osób zadeklarowało, że chętnie przygarnie Kubusia, da mu nowy dom i zapewni świetne warunki. Ale Zaremba przestrzega: - Kot bardzo przywiązuje się do miejsca, więc jeśli Kubuś spędził w bibliotece sześć lat, bardzo trudno będzie mu się odnaleźć w innym miejscu - mówi.
Ponieważ dyrektorka Łukasiewicz-Zagała stwierdziła, że jej decyzja o usunięciu kota jest nieodwołalna, los kota leży teraz w rękach prezydenta Tychów Andrzeja Dziuby. Z jego gabinetu płyną dobre wiadomości. - Pan prezydent nie ma nic przeciwko temu, żeby kot dalej mieszkał w bibliotece. Decyzja pani dyrektor nie jest więc ostateczna. Poczekamy jeszcze na pisemne stanowisko sanepidu. Jeśli nie będzie przeciwwskazań, kot wróci do biblioteki - zapewnia Aleksandra Cieślik, rzeczniczka tyskiego magistratu.
I pewnie tak się stanie, bo Grzegorz Gołdynia, państwowy powiatowy inspektor sanitarny w Tychach, zapewnia: - Nie wydam zakazu. Zgodnie z moimi ustaleniami i obowiązującymi przepisami, kot może mieszkać w bibliotece.
Polecamy: Superauto gliwiczanina: do setki w 3 sekundy