Zaczęło się dwa tygodnie temu, gdy radiowa rada nadzorcza głosami LPR i Samoobrony (tzw. przystawki w czasach rządów Prawa i Sprawiedliwości) zawiesiła dwóch PiS-owskich prezesów publicznego radia: Krzysztofa Czabańskiego i Jerzego Targalskiego. Zapłacili w ten sposób za upolitycznienie stacji, fatalną atmosferę i skonfliktowanie członków zarządu.
Z zemsty za to zawieszenie rada nadzorcza TVP głosami PiS zawiesiła Piotra Farfała, człowieka LPR w zarządzie TVP. Teraz w odwecie za to drugie zawieszenie telewizyjna rada nadzorcza głosami LPR i Samoobrony ma zawiesić wszystkich trzech członków zarządu związanych z PiS: prezesa Andrzeja Urbańskiego, Marcina Bochenka i Sławomira Siwka.
I właśnie gdyby do tego potrójnego zawieszenia doszło na kolejnym posiedzeniu rady w połowie grudnia, to Czabański - członek rady nadzorczej TVP - miałby największe szanse na zastąpienie Urbańskiego. Telewizyjna rada nadzorcza mogłaby właśnie jego tymczasowo delegować do zarządu jako pełniącego obowiązki prezesa.
Z naszych informacji wynika, że w radzie nadzorczej jest pięcioosobowa większość gotowa wprowadzić w życie taki scenariusz. Oprócz zemsty jest i prawdziwy powód: w zarządzie jest ostry konflikt między Urbańskim a Bochenkiem i Siwcem.
Krzysztof Czabański pytany, czy zgodziłby się tymczasowo wejść do zarządu TVP, mówi: - Nie mogę rozważać, co by było, gdyby, bo gdybanie destabilizuje spółkę.
I dodaje, że on sam nie widzi podstaw do zawieszenia zarządu, ale - podkreśla - nie może mówić w imieniu pozostałych członków rady.
Dlaczego Czabański miałby chcieć w ogóle wygryźć Urbańskiego, choć obaj swoje posady zawdzięczają PiS-owi?
- Między nimi panuje teraz szorstka przyjaźń - mówi rozmówca "Gazety", który zna ich obu.
Wyraźnie widać to było podczas poprzedniego posiedzenia rady, kiedy Czabański wyprosił Urbańskiego z posiedzenia.
Bliski znajomy Czabańskiego twierdzi, że ma on do Andrzeja Urbańskiego i ludzi braci Kaczyńskich żal, że nie zablokowali jego zawieszenia w sprawowaniu funkcji prezesa publicznego radia. Wcześniej PiS był skuteczniejszy. Jeszcze wiosną zeszłego roku uratował przed odwołaniem Targalskiego, choć media huczały o jego grubiańskim zachowaniu wobec zwalnianych pracowników. Ale wtedy szefowa rady i jej PiS-owscy członkowie byli wzywani na dywanik do kancelarii premiera Jarosława Kaczyńskiego, gdzie od jego ministrów dostawali instrukcje, co mają robić.
- Czabański liczył, że i tym razem uda mu się uniknąć zawieszenia - mówi "Gazecie" jego radiowy współpracownik.
Nie udało się. Do radia lada chwila wkroczy audytor, o którego poprosił minister skarbu Aleksander Grad. Czabański obawia się, że jego zawieszenie skończy się odwołaniem, i stąd pomysł nowej posady.
Wczoraj Radio ZET podało, że Andrzej Urbański miałby zostać nawet odwołany, a Czabański miałby zostać szefem TVP. Ale do tego potrzeba aż sześciu z dziewięciu głosów. Wedle naszych informacji, w radzie nie ma takiej większości.
Źródło: Gazeta Wyborcza