Nikt nie chce osądzić zbrodniarza
21.05.2008
, aktualizacja: 21.05.2008 01:54
Czy Polska zażąda wydania Iwana Demianiuka, jednego z najstraszniejszych żyjących nazistowskich oprawców? Od wczoraj może on zostać deportowany z Ameryki - uznał Sąd Najwyższy USA. Ale jeśli żaden kraj się o niego nie upomni, dożyje swych dni w spokoju
ZOBACZ TAKŻE
- Centrum Wiesenthala pomoże Polsce (23-05-08, 12:25)
- Musimy ścigać Demianiuka - mówi ekspert Centrum Wiesenthala (23-05-08, 12:26)
- Polska nie chce sądzić Demianiuka (23-05-08, 01:00)
- Gorączka złota w Treblince (08-01-08, 01:00)
- Ameryka deportuje na Ukrainę Ivana Demianiuka (29-12-05, 00:00)
88-letni dziś Demianiuk był członkiem speckomanda SS, które zajmowało się wyłapywaniem i eksterminacją Żydów w Generalnej Guberni. Służył jako strażnik w obozach koncentracyjnych na Majdanku, w Treblince, Sobiborze i Flossenburgu. Dawni więźniowie twierdzą, że był tam operatorem komór gazowych. Ze względu na swoje okrucieństwo nosił przydomek "Iwan Groźny". Na najnowszej liście Centrum Wiesenthala jest numerem dwa wśród żyjących nieosądzonych zbrodniarzy nazistowskich.
Demianiuka rozpoznali więźniowie Treblinki w czasie procesu innego zbrodniarza pod koniec lat 70. W 1981 r. sąd w Ohio uznał, że zataił on w swym wniosku imigracyjnym nazistowską przeszłość, i odebrał mu obywatelstwo USA. Stany wydały go Izraelowi. Tam został skazany na śmierć. Jednak w 1993 r. izraelski Sąd Najwyższy go uniewinnił. Miał wątpliwości, czy Demianiuk to rzeczywiście "Iwan Groźny".
Były esesman wrócił do Ameryki, odzyskał obywatelstwo. Ale pojawiły się nowe dokumenty potwierdzające jego służbę w obozach zagłady. W 1999 r. Departament Sprawiedliwości ponownie wszczął procedurę wyrzucania go z kraju.
Trzy lata później Centrum Wiesenthala wystąpiło do IPN, by rozpoczął starania o ekstradycję Demianiuka do Polski. - Ściganie go nie wynika z chęci rewanżu, lecz ze zwykłego szacunku dla sprawiedliwości - tłumaczył "Gazecie" w 2005 r. rabin Abraham Cooper z Centrum Wiesenthala, gdy sędzia w Cincinnati zgodził się na deportację Demianiuka na Ukrainę, do Polski lub Niemiec. To tę decyzję ostatecznie podtrzymał wczoraj amerykański Sąd Najwyższy.
Pion śledczy IPN rozpoczął postępowanie sprawdzające w sprawie Demianiuka. Dlaczego dotąd nie wystąpił o jego ekstradycję?
- Mamy dowody, że "Iwan Groźny" był członkiem formacji SS uznanej za zbrodniczą na mocy dekretu z sierpnia 1944 r. Ale przestępstwo to uległo przedawnieniu. Nie przedawnia się zbrodnia ludobójstwa. Ale na to, że Demianiuk uczestniczył w ludobójstwie, według mojej wiedzy nie zebrano dowodów - wyjaśnia nam prof. Witold Kulesza, b. szef pionu śledczego IPN.
Co więc wiadomo o Demianiuku na pewno?
- Przeszedł on szkolenie dla esesmanów w Trawnikach. Przygotowywano tam załogi dla obozów zagłady. Nie mam też wątpliwości, że był w Treblince w okresie likwidacji tego obozu. Wskazywałoby to na to, że brał udział w masowym mordowaniu - tłumaczy Kulesza. - Jednak poza tymi faktami brakuje ustnej relacji świadka, raportu czy zdjęcia, które potwierdzałyby jego udział w ludobójstwie.
Piotr Cywiński, dyrektor muzeum Auschwitz-Birkenau, mówi jednak, że Polska nie ma powodu, by zaniechać ubiegania się o ekstradycję Demianiuka. - Na całym świecie na około 70 tys. esesmanów i gestapowców pracujących w systemie zagłady osądzono zaledwie 1650-1700 - dodaje.
- Nie mogę w tej chwili odpowiedzieć, czy wystąpimy o ekstradycję. To wymaga dokładnej analizy akt. Ale jeśli będą podstawy, na pewno rozważymy taką możliwość - powiedział nam wczoraj minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski.
Demianiuk nie jest pierwszym nazistą, którego Amerykanie wyrzucają. Wielu z nich trafiło w latach 80. i 90. do Europy, gdzie zostali osądzeni.
Adwokaci Demianiuka oraz prokurator prowadzący jego sprawę poinformowali wczoraj, że Ukraina (Demianiuk urodził się na jej terenie) i Niemcy (mógłby być tam sądzony jako hitlerowski funkcjonariusz) też nie złożyły wniosku o jego ekstradycję.
Jeśli nikt o nią nie wystąpi, Amerykanie nie będą mieli dokąd wydalić Demianiuka. Pozostanie więc w USA jako bezpaństwowiec, bez prawa do opieki zdrowotnej i bez emerytury.
- My wciąż wierzymy w jego niewinność - mówił wczoraj agencji Reuters ksiądz John Nakonachny, proboszcz z parafii prawosławnej Demianiuka pod Cleveland.
Dla Gazety prof. Władysław Bartoszewski,
pełnomocnik premiera ds. dialogu międzynarodowego
Pamięć o ofiarach wymaga również pamięci o sprawcach. Popieram więc filozofię Izraela, która mówi, że póki nie ma pewności, że sprawca zbrodni nie żyje, powinien czuć się zagrożony. Takie zagrożenie odpowiedzialnością to dla niego też moralna kara. Jestem jednak człowiekiem i nie uważam, że ludzi koło dziewięćdziesiątki powinno się trzymać w więzieniach. Tym różnimy się od ustrojów totalitarnych. Ale czyny zbrodniarzy powinny być choć symbolicznie, dla przykładu, osądzone. Oczywiście przy zachowaniu reguł uczciwego procesu.
not. kid
Demianiuka rozpoznali więźniowie Treblinki w czasie procesu innego zbrodniarza pod koniec lat 70. W 1981 r. sąd w Ohio uznał, że zataił on w swym wniosku imigracyjnym nazistowską przeszłość, i odebrał mu obywatelstwo USA. Stany wydały go Izraelowi. Tam został skazany na śmierć. Jednak w 1993 r. izraelski Sąd Najwyższy go uniewinnił. Miał wątpliwości, czy Demianiuk to rzeczywiście "Iwan Groźny".
Były esesman wrócił do Ameryki, odzyskał obywatelstwo. Ale pojawiły się nowe dokumenty potwierdzające jego służbę w obozach zagłady. W 1999 r. Departament Sprawiedliwości ponownie wszczął procedurę wyrzucania go z kraju.
Trzy lata później Centrum Wiesenthala wystąpiło do IPN, by rozpoczął starania o ekstradycję Demianiuka do Polski. - Ściganie go nie wynika z chęci rewanżu, lecz ze zwykłego szacunku dla sprawiedliwości - tłumaczył "Gazecie" w 2005 r. rabin Abraham Cooper z Centrum Wiesenthala, gdy sędzia w Cincinnati zgodził się na deportację Demianiuka na Ukrainę, do Polski lub Niemiec. To tę decyzję ostatecznie podtrzymał wczoraj amerykański Sąd Najwyższy.
Pion śledczy IPN rozpoczął postępowanie sprawdzające w sprawie Demianiuka. Dlaczego dotąd nie wystąpił o jego ekstradycję?
- Mamy dowody, że "Iwan Groźny" był członkiem formacji SS uznanej za zbrodniczą na mocy dekretu z sierpnia 1944 r. Ale przestępstwo to uległo przedawnieniu. Nie przedawnia się zbrodnia ludobójstwa. Ale na to, że Demianiuk uczestniczył w ludobójstwie, według mojej wiedzy nie zebrano dowodów - wyjaśnia nam prof. Witold Kulesza, b. szef pionu śledczego IPN.
Co więc wiadomo o Demianiuku na pewno?
- Przeszedł on szkolenie dla esesmanów w Trawnikach. Przygotowywano tam załogi dla obozów zagłady. Nie mam też wątpliwości, że był w Treblince w okresie likwidacji tego obozu. Wskazywałoby to na to, że brał udział w masowym mordowaniu - tłumaczy Kulesza. - Jednak poza tymi faktami brakuje ustnej relacji świadka, raportu czy zdjęcia, które potwierdzałyby jego udział w ludobójstwie.
Piotr Cywiński, dyrektor muzeum Auschwitz-Birkenau, mówi jednak, że Polska nie ma powodu, by zaniechać ubiegania się o ekstradycję Demianiuka. - Na całym świecie na około 70 tys. esesmanów i gestapowców pracujących w systemie zagłady osądzono zaledwie 1650-1700 - dodaje.
- Nie mogę w tej chwili odpowiedzieć, czy wystąpimy o ekstradycję. To wymaga dokładnej analizy akt. Ale jeśli będą podstawy, na pewno rozważymy taką możliwość - powiedział nam wczoraj minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski.
Demianiuk nie jest pierwszym nazistą, którego Amerykanie wyrzucają. Wielu z nich trafiło w latach 80. i 90. do Europy, gdzie zostali osądzeni.
Adwokaci Demianiuka oraz prokurator prowadzący jego sprawę poinformowali wczoraj, że Ukraina (Demianiuk urodził się na jej terenie) i Niemcy (mógłby być tam sądzony jako hitlerowski funkcjonariusz) też nie złożyły wniosku o jego ekstradycję.
Jeśli nikt o nią nie wystąpi, Amerykanie nie będą mieli dokąd wydalić Demianiuka. Pozostanie więc w USA jako bezpaństwowiec, bez prawa do opieki zdrowotnej i bez emerytury.
- My wciąż wierzymy w jego niewinność - mówił wczoraj agencji Reuters ksiądz John Nakonachny, proboszcz z parafii prawosławnej Demianiuka pod Cleveland.
Dla Gazety prof. Władysław Bartoszewski,
pełnomocnik premiera ds. dialogu międzynarodowego
Pamięć o ofiarach wymaga również pamięci o sprawcach. Popieram więc filozofię Izraela, która mówi, że póki nie ma pewności, że sprawca zbrodni nie żyje, powinien czuć się zagrożony. Takie zagrożenie odpowiedzialnością to dla niego też moralna kara. Jestem jednak człowiekiem i nie uważam, że ludzi koło dziewięćdziesiątki powinno się trzymać w więzieniach. Tym różnimy się od ustrojów totalitarnych. Ale czyny zbrodniarzy powinny być choć symbolicznie, dla przykładu, osądzone. Oczywiście przy zachowaniu reguł uczciwego procesu.
not. kid
Skomentuj:
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX
- Wszystko
- PŁATNE
Polecamy
Dodatki i kolekcje Gazety Wyborczej
Zamów na adres e-mail newslettera z najnowszymi wiadomościami krajowymi!
Przykładowy newsletter















