Wieczór był wyjątkowo udany. Dzieciaki wariowały, żony plotkowały w kuchni, a my, przed komputerem, pociągaliśmy piwo z butelki, szukając śmiesznych filmików. Tak trafiliśmy na oficjalną stronę Prawa i Sprawiedliwości, gdzie dziennikarz o nicku "pis.org.pl" wrzucił wywiad z prezesem Jarosławem Kaczyńskim. Pełna napięcia rozmowa kończy się pytaniem, jak zmobilizować zwolenników PiS do udziału w następnych wyborach.
Prezes odpowiada: "Akt głosowania powinien być czynnością poważną, świadomą, wymagającą pewnej fatygi. Nie jestem entuzjastą tego, żeby sobie młody człowiek siedział przed komputerem, oglądał filmiki, pornografię, pociągał z butelki z piwem i zagłosował, gdy mu przyjdzie na to ochota. Zwolennicy głosowania przez internet chcą tę powagę odebrać. Dlaczego? Wiadomo, kto ma przewagę w internecie i kto się nim posługuje. Tą grupą najłatwiej manipulować, sugerować, na kogo ma zagłosować".
Zachłysnęliśmy się piwem. I czytamy od początku. A tam Jarosław Kaczyński ogłasza: "Musimy rozszerzyć wpływy u inteligencji, powalczyć o poparcie w miastach, no i oczywiście musimy się zwrócić do młodzieży, co jest może najtrudniejsze". Oj, to może być najtrudniejsze. Dziś internautą jest prawie każdy młody człowiek, a nawet takie czterdziestoletnie staruchy jak my.
Prezes też próbował. Po dwóch odcinkach wideoblogu, w których schlebiał internautom, zrezygnował. Poczuł, że manipulują nim Krauze z Kaczmarkiem? A może ktoś podstępem skierował go na strony z pornografią? Nie dziw, że w swojej partii ma opinię geniusza. Miliony dały się zwieść szatanowi internetu, on jeden się mu oparł.
A co z tym głosowaniem? Powinno być czynnością wymagającą wysiłku i poświęcenia - wbijają nam do głów z PiS i nie tylko. A właściwie dlaczego? Głosowanie to msza święta? Bo jeśli chodzi o sam wysiłek fizyczny, to może zabronić dojeżdżania autobusami do lokali wyborczych? A może chłopom zarekwirować ciągniki, niech przejdą się w tę niedzielę 5 km do najbliższej szkoły?
Trzy miesiące temu młody i dynamiczny polityk PiS Mariusz Kamiński, nowy rzecznik klubu tej partii, otworzył swoją stronę internetową. Jak na rzecznika przystało, telefonu nie odbiera.
Na stronie znaleźliśmy jeden filmik, w którym uśmiechnięty poseł zachęca do korzystania z... witryny. Obiecuje sondaże, najświeższe wiadomości i co tylko chcemy. Na koniec przechodzi na język młodzieżowy i mówi: "Zresztą, co ci będę nawijał makaron na uszy. Zapraszam na moją stronę". Ostatnia wiadomość tekstowa to najserdeczniejsze życzenia świąteczne od prezesa PiS. Z grudnia 2007 r.
Panu prezesowi podpowiadamy. Jeśli troszczy się o tężyznę narodu, niech pochyli się nad lekcjami wf. w polskich szkołach, kondycją boisk, lodowisk i pływalni. Ale jeżeli naprawdę uważa, że internet uwłacza powadze "aktu wyborczego", to nie mamy o czym rozmawiać.
W ostatnich akapitach wywiadu prezes mówi: "Przed wojną w ramach tradycyjnej kultury istniało wiele kanałów komunikacyjnych, które nawet tym często bardzo prostym ludziom były w stanie coś przekazać. Na przykład przemówienia na jarmarku były takim kanałem informacyjnym. Teraz one już nie istnieją".
No i wszystko jasne. Recepta na sukces PiS: Mariusz Kamiński organizuje jarmarki dla młodzieży. Ludzie walą drzwiami i oknami.
Źródło: Gazeta Wyborcza