http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Kraj >  Artykuły

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Gazeta Wyborcza - Kraj RSS

Można uczyć więcej, za więcej

Aleksandra Pezda
2008-02-07, ostatnia aktualizacja 2008-02-06 19:19

Polscy nauczyciele zarabiają dużo mniej niż ich koledzy w Unii Europejskiej, a nawet w Meksyku czy Chile. Ale też często mniej pracują w szkole

Nauczyciele na ulicach Krakowa
Fot. Michal Lepecki / AG
Nauczyciele na ulicach Krakowa


Nauczyciele żądają podwyżek. Nawet o 50 proc. Pierwszy raz w historii wszystkie związki (w tym największe ZNP i "Solidarność") negocjują wspólnie z MEN i zapowiadają strajk.

Rząd PO-PSL dał już podwyżkę - po ok. 200 zł brutto dla każdego. Teraz w szkole zarabia się od 986 zł (stażysta) do 2,3 tys. zł na rękę (dyplomowany). Minister edukacji Katarzyna Hall zapowiedziała, że kolejnych podwyżek nie będzie. Rząd nie ma pieniędzy. A poza tym - argumentuje minister - tydzień pracy nauczyciela jest za krótki. W "Karcie nauczyciela" jest 18 godz. lekcyjnych w tygodniu na etat (tzw. pensum). Hall zapowiada likwidację tego zapisu.

Nauczyciele odpowiadają: •  a przygotowania do lekcji? •  a sprawdzanie klasówek w domu? •  a przygotowania uczniów do olimpiad? •  rady pedagogiczne? •  zebrania z rodzicami? - To mnóstwo dodatkowych godzin pracy - mówią.

Kilka lat temu minister edukacji w rządzie AWS-UW Mirosław Handke powiedział, że w polskiej szkole jest "trochę po socjalistycznemu. Nauczyciele udają, że pracują, my udajemy, że im płacimy". Jak jest naprawdę - nikt w Polsce nie zbadał. Jak jest w innych krajach?

Jak wynika z danych Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (raport OECD "Education at the glance 2006") polscy nauczyciele zarabiają najgorzej nie tylko w Europie (patrz wykres).

Najwyższe pensje są Luksemburgu - rocznie nauczyciel zarabia równowartość ponad 80 tys. dol. (dane dla nauczycieli gimnazjów publicznych, z 15-letnim stażem pracy, w przeliczeniu na dolary z uwzględnieniem siły nabywczej pieniądza - tzw. PPS). To osiem razy więcej niż polscy pedagodzy ze średnim zarobkiem na poziomie 10 tys. dol.

Za Luksemburczykami są Szwajcarzy - około 55 tys. dol. rocznie. Nasi sąsiedzi - Niemcy - zarabiają w szkole prawie 50 tys. dol. rocznie. W Anglii nauczyciel dostaje średnio cztery razy więcej niż w Polsce, a w Czechach - dwa razy więcej.

Najbliżej polskich zarobków są Węgrzy i nauczyciele w Chile, ale i tak dostają prawie o połowę większe pensje.

- To dane wiarygodne, bo z użyciem porównawczego przelicznika. Można je skomentować tylko w jeden sposób: powinniśmy nauczycielom dać dużo więcej zarobić - mówi Jerzy Wiśniewski, ekspert Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych.

Minister Hall już miała na to pomysł - oddać pieniądze na podwyżki samorządom, które lepiej znają swoich nauczycieli i mogłyby więcej dołożyć tym dobrym, a mniej - albo wcale - słabszym. Jednak się z tego wycofała.

Przypomnijmy: nasi nauczyciele - niezależnie od poziomu szkoły - pracują na etacie tygodniowo tylko 18 godzin "przy tablicy" (formalnie etat liczy 40 godz., ale tylko z 18 godz. lekcyjnych nauczyciele są rozliczani). Rocznie to 677 godzin. Amerykanie muszą przepracować w szkole ponad 400 godz. więcej rocznie (a pracują trzy tygodnie krócej!).

Lepiej to porównanie wypada z krajami europejskimi, ale tylko na poziomie gimnazjum i liceum, bo w szkole podstawowej polscy nauczyciele pracują o wiele krócej niż w innych krajach (patrz wykres).

W większości państw właśnie w podstawówkach nauczyciele muszą prowadzić więcej lekcji, a mniej na poziomie wyższym. Jerzy Wiśniewski: - Bo tam docenia się głównie wartość intelektualną pracy. I przyjmuje, że aby dobrze prowadzić lekcje ze starszymi uczniami, nauczyciel potrzebuje więcej czasu na przygotowania.

Na przykład we Francji w podstawówkach nauczyciele pracują 26 godz. tygodniowo (o 8 godz. więcej niż w Polsce), w gimnazjum - 18 (tyle, ile w Polsce), a w liceum - zaledwie 17.

Z kolei w Czechach nauczyciele w podstawówkach muszą przepracować w tygodniu 20 godz., w gimnazjum - 16, a w podstawówkach - 15. Za to w najlepiej ocenianym fińskim systemie edukacyjnym nauczyciele pracują w podstawówkach tyle co w Polsce, a szkołach wyższych - mniej.

To ma również wpływ na zarobki. Przeciętnie w krajach OECD najwięcej zarabia się w liceach, potem w gimnazjach, a najsłabiej w podstawówkach. Polskie stawki są wyrównane. W podstawówkach podobnie jak u nas zarabia się w Czechach, Meksyku, Turcji i na Węgrzech, a dwa razy więcej - w Danii, Niemczech, Japonii, Korei i Luksemburgu. Za pracę w liceach Polska oprócz Turcji płaci najmniej. Prawie trzy razy więcej dostają nauczyciele licealni w Danii, Japonii, Korei, Luksemburgu i Holandii.

Nie jest prawdziwy zarzut, że polscy nauczyciele mają najwięcej wakacji i ferii. Według danych OECD o trzy tygodnie dłużej w roku pracują tylko w Danii, a o dwa - w Niemczech i Holandii. Za to o cały miesiąc krócej niż w Polsce uczy się we Francji, a o półtora miesiąca krócej - we Włoszech. Mimo mniejszej liczby dni szkolnych, i francuscy, i włoscy nauczyciele mają więcej godzin pracy w roku niż ich polscy koledzy, np. we francuskiej podstawówce aż o 240 lekcji więcej, a we włoskiej - o 50. Muszą więc intensywniej pracować, a więc koło się zamyka.



Dla Gazety

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów