http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Kraj >  Artykuły

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Gazeta Wyborcza - Kraj RSS

Co włożyć do koszyka?

Iwona Hajnosz
2008-01-21, ostatnia aktualizacja 2008-01-20 20:03

Nie pytajmy się, za co chcemy sami płacić. Odpowiedzmy, jakie leczenie innego człowieka chcemy współfinansować. Bo o to chodzi w dyskusji o koszyku świadczeń

Rafał Niżankowski
Fot. Dariusz Gorajski
Rafał Niżankowski


Jednym z pomysłów rządu Tuska na zreformowanie służby zdrowia jest

błyskawiczne stworzenie koszyka świadczeń gwarantowanych i niegwarantowanych

w ramach ubezpieczenia w NFZ.

Żeby nie płacić za świadczenia niegwarantowane, pacjenci mogliby się

dodatkowo ubezpieczyć. W zeszłym tygodniu po "przeciekach" z koszyka - że np. przewidywane są dopłaty za zabiegi przy użyciu laparoskopu - w mediach zaczęła się debata, czy to dobrze, czy nie. Ministerstwo Zdrowia powtarzało, że nie ma jeszcze żadnej listy, że prace trwają. Koszyk miał być gotowy do końca stycznia. W piątek szef klubu PO Chlebowski przyznał, że prace przeciągną się do czerwca.



Rozmowa z

docentem Rafałem Niżankowskim, przewodniczącym rady konsultacyjnej Agencji Oceny Technologii Medycznych, która ocenia wszystkie proponowane do publicznego finansowania metody leczenia



Iwona Hajnosz: Dlaczego powstał taki zamęt wokół koszyka?

Rafał Niżankowski: Bo źle się do tego zabrano. Koszyka nie da się stworzyć bez publicznej debaty, w której obywatele ustalą, jak chcą pomagać w leczeniu innego człowieka. Nie - za co chcą sami płacić, ale właśnie tak - ile dopłacą drugiemu. Możemy się umówić, że jeśli ktoś dostał wysypki i brzydko wygląda, to za dermatologa musi zapłacić sobie sam, ale jeśli zachorował na raka, to poniesiemy koszty leczenia.

A jeśli na raka zachoruje palacz?

- No właśnie - to nie jest kwestia medyczna, ale etyczna. Decydować winna wola społeczeństwa. Bo może palacze powinni odkładać sobie na przyszłe leczenie albo się dodatkowo ubezpieczyć? Koszyk tworzony po takiej dyskusji nie wywoływałby takich napięć, bo ludzie wiedzieliby, na co się godzili. I ta debata musi niestety potrwać.

Jak dyskutować?

- Do tego służą konsultacje społeczne nad projektem, naturalnym miejscem debaty jest parlament.

Ale nie mamy czasu! Koszyk ma być gotowy zaraz.

- W żadnym z krajów, gdzie takie systemy dobrze działają, nie zrobiono tego w pośpiechu. W Holandii, Danii, Kanadzie czy Australii zawsze był to proces. W systemie australijskim każda nowa propozycja podlega szczegółowej ocenie, która twa od roku do półtora przez wyznaczone do tego instytucje. Dopiero wtedy zostaje podjęta decyzja, czy płacić za nią z publicznych pieniędzy. Bo każde świadczenie medyczne - a jest ich kilka tysięcy - powinno być starannie ocenione pod względem skuteczności, kosztów i tego, jakie skutki dla budżetu pociągnie jego umieszczenie bądź skreślenie z listy. A nierzadko również - jakie mogą być konsekwencje etyczne i społeczne.

Tak jak przy dopisywaniu czy skreślanie leków z list refundacyjnych?

- Tak, leki są tu najlepszym przykładem. Jedne medykamenty NFZ refunduje ze składek w całości, za inne pobierana jest opłata ryczałtowa. Ale są też takie, za które pacjent musi dopłacić, czasem sporo. Jak widać - w przypadku leków też są koszyki. Ten system działa. Ale przecież nie wdrożono go z dnia na dzień.

Z procedurami leczniczymi trzeba postąpić podobnie - posegregować wedle przyjętych zasad. Oczywiście dopiero, kiedy się te zasady wydyskutuje. Możemy się np. umówić, że jeśli dwie procedury mają zbliżoną skuteczność, to solidarnie opłacamy tę tańszą, nawet jeśli jest mniej przyjemna dla pacjenta. Jeśli pacjent chce być leczony drugą metodą, musi do niej dopłacić.

Jednak projekt koszyka został już przygotowany. Ministerstwo Zdrowia tłumaczy się, że pracuje na tym, co zostało stworzone przez ekipę ministra Zbigniewa Religi.

- Tylko że to nie jest jeszcze koszyk, lecz ogromny spis medycznych procedur, uzupełniony o wstępne adnotacje przez zespoły specjalistów z konsultantami krajowymi na czele. Przy jednych procedurach postawili znaczki "refundować", przy innych "nie refundować". Ilu konsultantów, tyle było zasad przyporządkowania świadczeń do tych grup. Dlatego nic z tego na razie nie wynika. Różni konsultanci różnie rozumieli swoje zadanie, w rezultacie jedni starali się zakwalifikować wszystkie procedury ze swojej dziedziny do płacenia przez NFZ, inni zaś dbali o to, żeby część z nich mogła być świadczona prywatnie.

Minister Religa zapowiadał, że koszyk będzie gotowy w czerwcu ubiegłego roku. Ale zachorował, a potem były wybory.

- Minister Religa przygotował ten spis i zapowiedział dalsze prace. Nic mi nie wiadomo, by się one toczyły. Decyzja o koszykach świadczeń medycznych to jedna z najbardziej politycznych decyzji tego roku. I politycy muszą w tym dziele brać aktywny udział i nie mogą tego zlecić wyłącznie "fachowcom".

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne