- Obowiązkiem prokuratora jest umorzenie tej sprawy - komentuje adwokat b. szefa MSWiA Janusza Kaczmarka mec. Krzysztof Stępiński.
Kaczmarek, Konrad Kornatowski, b. szef policji, i Jaromir Netzel, były szef PZU, to trzej podejrzani w śledztwie przeciekowym - negatywni bohaterowie słynnej multimedialnej konferencji Jerzego Engelkinga, zastępcy prokuratora generalnego.
Prokuratura postawiła im zarzut fałszywych zeznań i utrudniania śledztwa, bo nie ujawnili prawdy o tym, co robili 5 lipca, w przeddzień akcji CBA. To sugeruje, że są ogniwami w łańcuchu osób, które ostrzegły o niej b. wicepremiera Andrzeja Leppera, choć takiego zarzutu nie mają.
Decyzją prokuratury, ale głównie sądów, Kaczmarek, Kornatowski i Netzel nie zostali aresztowani, mogą wyjeżdżać za granicę, nie muszą wpłacać kaucji, a po wczorajszym orzeczeniu sądu nie muszą się nawet zgłaszać na dozór do lokalnej policji. Mogą swobodnie rozmawiać między sobą.
Wczoraj sędzia Dariusz Drajewicz - rozpatrując zażalenie obrony na policyjny dozór i zakaz zbliżania się do określonych przez prokuraturę osób - uznał stosowanie jakichkolwiek tzw. środków zapobiegawczych za zbędne.
Ale nie to jest najważniejsze. Na kilkudziesięciu stronach prawnej analizy - z odwołaniem się do orzeczeń Sądu Najwyższego, Trybunału Konstytucyjnego i Trybunału w Strasburgu - sędzia postawił znak zapytania nad zarzutami dla Kaczmarka, Kornatowskiego i Netzla.
Powołał się m.in. na uchwałę SN z 20 września: "nie popełnia przestępstwa fałszywych zeznań, kto umyślnie składa nieprawdziwe zeznania dotyczące okoliczności mających znaczenie dla jego prawa do obrony".
- W tym czasie mogłem się liczyć, że znajdę się w kręgu podejrzanych o przeciek, był taki klimat, żebym poszedł na rzeź. Sąd uznał, że nie miałem podczas przesłuchania obowiązku dostarczenia dowodów przeciwko sobie - wyjaśniał obecny w sądzie Kaczmarek.
I druga kwestia - podsłuchy. Już we wrześniu sąd miał wątpliwości, czy prokuratura może opierać oskarżenie m.in. na podsłuchach ABW, które 31 sierpnia usłyszała we fragmentach cała Polska.
Fałszywych zeznań czy utrudniania śledztwa nie ma bowiem w katalogu przestępstw, w których ABW stosować może techniki operacyjne. Nie można też oskarżać na podstawie podsłuchów założonych w innej sprawie. A to oznacza, że podsłuch założony przez CBA w sprawie o korupcję w Ministerstwie Rolnictwa nie może być wykorzystany przeciw Kaczmarkowi.
Prokuratura próbowała to obejść, interpretując ustawę o ABW tak, że sprawa dotyczy "bezpieczeństwa państwa" (więc wchodzi w zakres działań ABW), bo występują w niej członkowie rządu, np. Kaczmarek. Sąd, który dwa miesiące temu uznał zatrzymanie Netzla i Kornatowskiego za zasadne, "kupił" to rozumowanie.
Według wczorajszego orzeczenia jest ono niedopuszczalne. Wynika choćby z intencji autorów ustawy o ABW - "bezpieczeństwo" odnosi się do zagrożenia np. terroryzmem, szpiegostwem, a nie fałszywymi zeznaniami, czyli pospolitym występkiem.
- Kto za to wszystko zapłaci? - pyta mec. Stępiński. Kaczmarek złożył już w sądzie wniosek o odszkodowanie. Tylko za niezasadne zatrzymanie chce 100 tys. zł.
Prokuratura odmawia komentarzy.
Źródło: Gazeta Wyborcza