Ale sąd odmówił w środę ukarania Majewskiego i umorzył sprawę. Sędzia Marta Załeska nie wpuściła do środka dziennikarzy. - Zrozumiałam, że muszą być szczegóły, kiedy mnie obraził, jakim słowem, i mam dostarczyć kasety - mówiła Hojarska o umorzeniu po wyjściu z sali rozpraw. - No to będę pisała słowo w słowo. Bo tu chodzi o moje dzieci - zapowiedziała zażalenie posłanka. A dzieci ma pięcioro.
Majewskiego w sądzie nie było.
Liderka Samoobrony na Pomorzu stała się jedną z ulubionych postaci parodiowanych w "Rozmowach w tłoku" - skeczu kończącym "Szymon Majewski Show" w TVN. Trafiają tam niemal wszystkie znaczące postaci sceny politycznej, medialnej i rozrywkowej. Co zdenerwowało posłankę?
- Ubrał parodiującą mnie aktorkę w białe pończochy i złote pierścionki jak z odpustu! Strój to jeszcze nic. Aktorka odsłoniła dekolt i miała tam sierść jak u zwierzęcia. To już przegięcie! - mówiła Hojarska w rozmowie z "Gazetą" w lipcu 2006 r.
I dalej: - Na dodatek sparodiowano mnie jako kobietę lekkich obyczajów. Jak tak można! Przecież ja mam dzieci, które chodzą do szkoły. Ja ma duże poczucie humoru, już mnie parodiowano w kilku kabaretach i nie miałam nic przeciwko temu, sama się z tego śmiałam, ale Majewski ewidentnie przegiął. To wcale nie było zabawne, to było żenujące i puste.
I dlatego spór między Hojarską i ekscentrycznym satyrykiem - toczący się dotąd głównie w tabloidach i internecie - przeniósł się do sądu rejonowego na warszawskim Mokotowie. W grudniu 2006 r. posłanka wysłała sporządzony własną ręką akt oskarżenia. Napisała: "Pokrzywdzona Danuta Hojarska jest przedmiotem licznych pomówień, które oprócz tego, że przekraczają dobre obyczaje i normy społeczne, to w zasadniczy sposób dotykają całej Jej działalności politycznej, życia prywatnego, a nade wszystko narażają na zagrażającą prawidłowemu rozwojowi Jej dzieci krytykę i szyderstwa ze strony ich środowiska szkolnego" (składnia i ortografia jak w oryginale).
Próbowała powstrzymać Majewskiego na różne sposoby: zaalarmowała rzecznika praw dziecka, z sejmowej mównicy pytała, czy nie powinien zareagować minister edukacji.
Co na to satyryk? Sparodiowana po raz kolejny Hojarska w "Rozmowach w tłoku" mówiła: - U nas jest taka tradycja w Samoobronie, że jak się kogoś lubi, to się go do sądu pozywa.
Do ugody między stronami miał doprowadzić sądowy mediator. - Majewski musi mnie przeprosić. No i sięgnąć do kieszeni i zapłacić pewną sumkę na dom dziecka. Może też mnie w swoim programie naśladować, byleby pewnej granicy nie przekraczał - mówiła Hojarska jednemu z tabloidów. TVN o mediacji nie chciało słyszeć. - Nie bardzo wiemy, co mamy mediować. To znaczy, że co mamy robić? Przestać ją pokazywać? - pytał na łamach "Gazety" Andrzej Sołtysik, rzecznik stacji. - Byłam gotowa się pogodzić: dobra chłopie, krzyż ci na drogę, zarabiaj na mnie pieniądze - mówiła nam Hojarska w środę przed rozprawą.
I dodała, że jeśli nie dopadnie Majewskiego w sądzie karnym, to pójdzie do cywilnego po odszkodowanie. - Nie zaprosił mnie nawet do swojego programu, a Begerową zaprosił - zaznaczyła nie bez żalu.
Źródło: Gazeta Wyborcza