Poniedziałek, 7 maja. Na siódmym piętrze katowickiej prokuratury okręgowej w niewielkim gabinecie siedzi Emil Melka. Trzydziestoparoletni prokurator znany był dotąd głównie z tego, że prowadził sprawę katastrofy w hali Międzynarodowych Targów Katowickich, gdzie w styczniu 2006 r. zginęło 65 osób. Do jesieni 2006 r. Melka zajmował się również tzw. mafią węglową. W tym śledztwie miała usłyszeć zarzuty Barbara Blida, była posłanka SLD i minister budownictwa w rządzie Millera.
25 kwietnia br. Blida popełniła samobójstwo, gdy do jej domu z prokuratorskim nakazem zatrzymania wkroczyła ABW. Ale to nie Melka kazał zatrzymać Blidę. Od kilku miesięcy nie prowadził już tego śledztwa.
Budynek prokuratury to kilkunastopiętrowy, niebiesko-szary peerelowski wieżowiec typu Lipsk. Trzy piętra pod gabinetem Melki mieści się prokuratura apelacyjna - druga co do wielkości w Polsce. Jej szef Tomasz Janeczek nadzoruje Prokuraturę Okręgową w Katowicach.
Janeczek ma problem. Dwa dni wcześniej ukazał się w "Dzienniku" tekst, według którego Melka "wątpił w winę Barbary Blidy" i dlatego "został odsunięty od śledztwa". W tekście nie ma wypowiedzi Melki, ale dziennikarze podali informację, która od śmierci Blidy jest w katowickim wymiarze sprawiedliwości tajemnicą poliszynela.
Dyktafon w gabinecie
Janeczek postanawia rozmówić się z Melką. Każe go wezwać do gabinetu prokuratora Mirosława Tracza - jednego z naczelników katowickiej apelacji.
Naczelnik uruchamia ukryty dyktafon. Mówi do sekretarki: "Pani Marto. Proszę poprosić pana prokuratora Melkę". Wezwany nie przychodzi od razu. Przełożeni czekają prawie 15 minut, magnetofon jest włączony. Zaraz po wejściu podwładnego Janeczek pokazuje mu artykuł. Melka mówi, że go zna.
Janeczek do Melki: "Chciałem, żebyś służbowe oświadczenie takie przysłał, [...] czy rzeczywiście ktokolwiek naciskał cię [...] zwłaszcza z kierownictwa, co do określonego kierunku, co do wykonywania jakichś czynności co do danej osoby [...] czy rozmawiałeś z kierownictwem [...] że nie ma dostatecznych dowodów, żeby postawić byłej posłance korupcyjne zarzuty".
Z 18-stronicowego stenogramu nagrania wynika, że zarówno dla Janeczka, jak i dla Melki ta wymiana zdań nie jest łatwa. Janeczek powtarza "y", "no", zawiesza głos. W rozmowie jest górą, bo wie, że dyktafon pracuje, a nagranie wejdzie do akt postępowania, które prokuratura wszczęła po informacjach, co Melka nieoficjalnie mówi o przyczynach odsunięcia go od śledztwa.
Zdenerwowany Melka zrazu odpowiada monosylabami: "yhy", "yhy" (tak to zapisali autorzy stenogramu). Obaj rozmówcy to młodzi prokuratorzy mający kiedyś relacje towarzyskie. Są na "ty".
Janeczek jak na swój wiek w karierze prokuratorskiej zaszedł wysoko. Do czasu, gdy ministrem sprawiedliwości został Zbigniew Ziobro, był szeregowym prokuratorem w Katowicach. Awansował pod koniec 2005 r. dzięki poparciu Bogdana Święczkowskiego, zaufanego Ziobry. Minister mianował Święczkowskiego zastępcą dyrektora biura ds. walki z przestępczością zorganizowaną w Prokuraturze Krajowej (dziś jest szefem ABW).
Dyktafon Janeczka nie nagrał dobrze całej rozmowy, część była trudna do odtworzenia. Dlatego policyjni technicy, którzy spisywali stenogram, stawiali niekiedy znaki zapytania, nawiasy, a tam, gdzie nie można było zrozumieć - wielokropki. Nawiasy kwadratowe pochodzą od redakcji "Gazety", skróty oznaczyliśmy znakiem [...]*.
"Wszystko powiem przed komisją śledczą"
Janeczek naciska: "Tutaj jest takie stwierdzenie w tym artykule, że ten, kto wątpił w winę [Blidy] [...] jesteś podany z imienia i nazwiska [...] czy ktokolwiek z kierownictwa wpływał na ciebie? [...] czy dlatego zostałeś wyłączony, bo ktoś nie podzielał twojej wizji tego postępowania? [...] Napisz to w tej notatce, jeżeli tak było".
Melka po chwili: "Przecież dobrze wiesz, że wszystko [powiem przed] (komisją?) śledczą, naprawdę, a w notatce nie (podam wam?) wszystkiego, nie? [...] Przecież wiesz dobrze, że [...] wszystkiego teraz nie napiszę, tylko... kiedyś".
Janeczek: "Ale dlaczego?".
Melka: "Ja się mam wypstrykać z nabojów teraz? [...] powystrzelam cały magazynek i będę do odstrzału [...] później".
Janeczek: "Ale Emil, tutaj nikt nie mówi [...] prosimy o rzetelne napisanie oświadczenia, obejmujące tylko i wyłącznie prawdę".
Źródło: Gazeta Wyborcza