O swojej decyzji poinformował w specjalnej deklaracji, przesłanej wczoraj rano Katolickiej Agencji Informacyjnej: "Po wieloletnim i gruntownym zastanowieniu doszedłem do przekonania, że z racji sumienia nie powinienem już w swoim działaniu reprezentować instytucji i wspólnoty kościelnej. Zakończyłem i zamknąłem działalność kapłańską" - napisał. Podkreślił też, że jego decyzja jest całkowicie świadoma i niezależna, oraz że nie ma zamiaru dodatkowo się z niej tłumaczyć. I zapowiedział, że dalszą działalność publiczną prowadził będzie na "własną odpowiedzialność".
W swoim oświadczeniu ks. Węcławski apeluje też do tych, którzy trwanie w kapłaństwie uzależniali od jego postawy. "To nie są sprawy, w których można decydować (...), opierając się na decyzjach czy autorytecie kogoś innego" - przekonuje.
Ostatnia część deklaracji jest najbardziej dramatyczna. "Dzisiaj jestem gotowy na śmierć - bez lęku" - pisze ks. Węcławski. "Tak wybieram, jestem z tym wyborem gotów dzisiaj umrzeć bez lęku i pragnę, by taka powaga wszystkich moich istotnych wyborów trwała do godziny mojej śmierci".
Wybitny i kontrowersyjny
Ks. prof. Tomasz Węcławski ma 55 lat, urodził się i mieszka w Poznaniu. Uważany jest za jednego z najwybitniejszych i najbardziej kontrowersyjnych polskich teologów. Napisał kilkanaście książek. Był rektorem poznańskiego Seminarium Duchownego i dziekanem Wydziału Teologicznego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. W latach 1997-2002 był członkiem Międzynarodowej Komisji Teologicznej w Rzymie.
W roku 2000 włączył się w sprawę rozwiązania skandalu, który pustoszył poznański Kościół: niektórzy klerycy i młodzi księża oskarżyli ówczesnego metropolitę abpa Juliusza Paetza o seksualne molestowanie. Na początku 2002 r. sprawę ujawniły media, a ks. Węcławski udzielił "Tygodnikowi Powszechnemu" wywiadu, w którym zdemaskował postawę abpa Paetza oraz niektórych ludzi Kościoła, tuszujących skandal. Wkrótce stracił stanowisko dziekana Wydziału Teologicznego UAM.
W ubiegłym roku założył na poznańskim uniwersytecie Pracownię Pytań Granicznych (jednostkę międzywydziałową), jednocześnie rezygnując z pracy na Wydziale Teologicznym, na co przed kilkunastoma dniami wyraził zgodę poznański metropolita abp Stanisław Gądecki.
W styczniu tego roku, po oskarżeniach o współpracę abpa Stanisława Wielgusa z SB, ks. Węcławski na prośbę rzecznika praw obywatelskich wziął udział w pracach trzyosobowej komisji, która przeglądała akta IPN dotyczące tego biskupa. Na podstawie jej prac rzecznik stwierdził, że fakt świadomej współpracy abpa Wielgusa jest oczywisty.
- Już pół roku temu ks. Węcławski zaczął ubierać się wyłącznie "po cywilnemu" - mówi jeden z poznańskich księży. - Niedawno wyprowadził się z kościelnego mieszkania, bo kupił sobie własne. I co najważniejsze: przestał odprawiać msze święte.
Strata dla wspólnoty
Mimo że plotki o możliwości porzucenia sutanny przez ks. Tomasza Węcławskiego krążyły po Poznaniu od kilku miesięcy, to wczorajsze oświadczenie zszokowało jego mieszkańców. Sam kapłan sprawy nie komentuje, a i inni duchowni niechętnie się na ten temat wypowiadają. Rzecznik poznańskiej kurii ks. Maciej Szczepaniak powiedział: - Każde odejście kapłana to strata dla wspólnoty. W tym wypadku tym większa, że ksiądz profesor aktywnie współtworzył poznański kościół.
Z kolei brat księdza profesora - proboszcz poznańskiej parafii pw. Maryi Królowej - ks. Marcin Węcławski, był wczoraj załamany: - O oświadczeniu brata dowiedziałem się dzisiaj z mediów. Wyrażam wielki smutek i ubolewanie. Proszę wszystkich ludzi wierzących o modlitwę za mojego brata, a w szczególności za jego zdrowie.
Dominikanin o. Paweł Kozacki, redaktor naczelny miesięcznika "W drodze": - Zawsze ceniłem ks. Węcławskiego za to, co robił i za jego postawę. Modliłem się, by takiej decyzji nie podejmował. Chciałbym zawołać: "Księże Tomaszu, nie rób tego!". To wielka strata dla Kościoła, choć nam nadzieję, że ksiądz profesor dalej będzie mu służył.
Ks. Adam Boniecki, redaktor naczelny "Tygodnika Powszechnego": - To człowiek głęboko refleksyjny, nie działa pod wpływem impulsu. Z jego oświadczenia wynika, że są sprawy, o których sam zainteresowany nie chce publicznie mówić. Dlatego sądzę, że wszelkie komentarze dotyczące decyzji ks. Węcławskiego byłyby w złym guście.