Marcin Wojciechowski: Czy raport o działalności WSI odegrał swoją rolę?Jerzy Szmajdziński: Intencją twórców raportu było udowodnienie, że Polską przez kilkanaście ostatnich lat rządziły WSI, że decydowały o tym, co się dzieje w polityce, gospodarce i mediach.
Mieliśmy poznać nazwiska wybitnych dziennikarzy rzekomo współpracujących z WSI i nazwiska najbardziej wybitnych przedsiębiorców uwikłanych w kontakty z tymi służbami. Tymczasem oprócz naprawdę pojedynczych przypadków nic takiego nie nastąpiło. Wypłynęły nazwiska panów Grajewskiego i Nowakowskiego, ale umówmy się, że reszta to druga liga.
Większość przykładów wymienionych w raporcie dotyczy co najwyżej kontrowersji, pewnych nieprawidłowości albo dyskusyjnych działań WSI, ale w żadnym razie raport nie udowadnia tezy stawianej od miesięcy przez PiS, że te służby faktycznie sterowały życiem politycznym i gospodarczym po 1989 r. ani że były organizacją przestępczą.
Czy dał się Pan przekonać po lekturze raportu, że WSI inwigilowały rozmaite środowiska polityczne?- To jakieś nieporozumienie. Najbardziej wyrazisty przykład dotyczy ministra Radka Sikorskiego. Ale przypomnę, że sprawa dotyczy początku lat 90., gdy minister Sikorski miał podwójne obywatelstwo. Wiele osób zadawało sobie wtedy pytanie, czy to nie jest przeszkodą w pełnieniu przez niego tak ważnych funkcji. Ktoś musiał to zbadać, a kto, jeśli nie kontrwywiad? Przecież mogło paść w tej sprawie pytanie w Sejmie.
Dziś może budzić śmiech sposób załatwienia tej sprawy przez WSI, ale nie jest to żadna patologia, najwyżej niezręczność.
W raporcie jest także fragment o mnie, że w latach 80. poznałem Rosjanina o nazwisku Kopiłow, który był wtedy działaczem radzieckiej młodzieży wojskowej, a ja byłem działaczem ZSMP. Ten fakt jest prawdziwy, ale całkowicie nieprawdziwe są informacje, że utrzymywaliśmy potem kontakty, że był on rzekomo na moich urodzinach.
Specyfika tego raportu polega na tym, że jest on oparty na częściowych prawdach, do którego dośpiewano zupełnie fantastyczne i niesprawdzone informacje.
Zamierza Pan dochodzić prawdy w swojej sprawie np. przed sądem?- Jeszcze nie wiem. Kogo miałbym pozwać za opublikowanie nieprawdy? Ujawniającego raport prezydenta RP czy szefa kontrwywiadu Antoniego Macierewicza? Przyzna pan, że to dość groteskowa sytuacja.
Raport zaczyna się od tezy, że podstawę WSI stanowiła kadra wyszkolona w ZSRR, więc od samego początku służby te były niepewne i lojalne wobec Rosji, a nie Polski. Wielokrotnie powtarzał to w ostatnich dniach minister Macierewicz, ale także prezydent Kaczyński.- To by oznaczało, że polski wywiad wojskowy stworzony w 1918 r. z kadry służącej wcześniej w trzech zaborach także był wierny obcym mocodawcom. Przecież to absurd.
Skąd mieliśmy wziąć kadrę do wywiadu wojskowego na przełomie 1989 i '90 roku, jeśli nie z Ludowego Wojska Polskiego? Przy czym liczba oficerów WSI wyszkolonych wcześniej w ZSRR zmniejszała się z roku na rok.
Gdy ja zostałem ministrem obrony w 2001 r., to było ich zaledwie ok. 2 proc. Utrudniało to nam wręcz rozpoznawanie planów, sposobu działania, metod i strategii rosyjskich służb specjalnych. Osoby mające bezpośrednie doświadczenie innych służb mogą być często wielkim atutem dla państwa, oczywiście pod warunkiem że są lojalne.
Jako koronny dowód nielojalności WSI minister Macierewicz i prezydent Kaczyński podają to, że przez 15 lat polski wywiad wojskowy nie złapał ani jednego rosyjskiego szpiega.- To znowu nieporozumienie. Skuteczność i siła służb polega nie na łapaniu szpiegów, ale przede wszystkim na ich lokalizacji, przewerbowaniu, ewentualnie unieszkodliwieniu. Zapewniam, że takie sytuacje miały miejsce i odsyłam po więcej informacji do specjalistów w tej dziedzinie.
Za mojej kadencji ministra obrony było kilka przypadków młodych oficerów WSI, którzy wpadli na pomysł, że mogą coś sprzedawać Federacji Rosyjskiej. Zostali bardzo szybko złapani i osądzeni przez sądy wojskowe. Niektórzy siedzą do dziś. W tych operacjach brały udział WSI.
ŹRÓDŁO: |  |
Twierdzi Pan, że komisja weryfikacyjna przygotowująca raport o WSI zniszczyła wojskowe służby specjalne w Polsce. Dlaczego?- Oskarżenia wysuwane wobec WSI potwierdziły się w bardzo niewielkim stopniu. Podkreślę z całą mocą, że Polska nie ma w tej chwili sprawnego wywiadu wojskowego. Działalność komisji weryfikacyjnej zaburzyła normalną pracę operacyjną wywiadu, mimo że jesteśmy zaangażowani wojskowo w Iraku oraz w Afganistanie.
Do Afganistanu wysłano ostatnio grupę oficerów wywiadu, ale kilku z nich jest niezweryfikowanych. Nie muszę mówić o tym, jak to wpływa na ich morale, a w konsekwencji na wyniki ich pracy oraz bezpieczeństwo całego polskiego kontyngentu. To najlepiej pokazuje skalę problemu.
Czy jako były minister obrony ma Pan sobie coś do zarzucenia w kontroli działalności WSI?- W czasie mojej kadencji przyjęto w 2003 r. nową ustawę znacznie precyzyjniej określającą kompetencje służb specjalnych. Zawęziła pole zainteresowania WSI w porównaniu z początkiem lat 90. Dotyczy to zwłaszcza gospodarki.
Wcześniej było zapisane w ustawie, że WSI mają obowiązek śledzić wszystkie dziedziny życia związane z obronnością. Teoretycznie więc także np. przemysł spożywczy, bo przecież żołnierze jedzą, armia musi mieć odpowiednie zapasy i rezerwy.
Nowa ustawa uporządkowała tę sytuację, co jest także moją zasługą. Niestety, twórcy raportu o WSI za punkt odniesienia do wydarzeń z lat 90. przyjęli stan prawny zmieniony w 2003 r. To jeszcze jeden dowód, że nie chodziło im o ustalenie prawdy, ale o efekt polityczny.
Ile lat potrwa odbudowa wywiadu wojskowego w Polsce?- Czesi zastosowali na początku lat 90. opcję zerową wobec swoich służb, zaczęli ich budowę od zera i przez 15 lat nie dorobili się przyzwoitego wywiadu wojskowego. Dlatego na wszelkie misje wojskowe wysyłają najwyżej szpitale lub jednostki pomocnicze, bo nie są w stanie osłonić działań własnych żołnierzy.
Polska może teraz zapomnieć o głębokiej współpracy sojuszniczej w zakresie wywiadu wojskowego, bo nikt nam nie zaufa po takiej awanturze, jaką zrobiono z WSI. Największym błędem jest ujawnienie nazwisk współpracowników WSI już z lat 90. Nikt z osób, które chciałyby współpracować z polskimi służbami wojskowymi, nie zaufa im teraz z obawy, że za pięć lub dziesięć lat ich nazwiska mogą zostać podane do wiadomości publicznej.
Moim zdaniem publikacja raportu o WSI jest wymierzona w bezpieczeństwo Polski.
ŹRÓDŁO: |  |