http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Kraj >  Artykuły

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj Gazeta Wyborcza - Kraj RSS

Jak rozmawiać o śmierci Ani

Piotr Pacewicz
2006-10-27, ostatnia aktualizacja 2006-10-26 00:00

Powiedz dziecku, że gdyby kiedykolwiek było świadkiem czegoś podobnego, musi zareagować. Nie może się wstydzić, poddać fałszywej solidarności z grupą. Musi być po stronie tego, kogo biją, kogo prześladują

Dopiero wczoraj przed gdańskim gimnazjum zapłonęły znicze
fot.Damian Kramski / Agencja Gazeta
Dopiero wczoraj przed gdańskim gimnazjum zapłonęły znicze
ZOBACZ TAKŻE
Koledzy Ani zapalili znicz, ale szkoła kazała go zabrać, bo "śmierć zdarzyła się w domu". To najgorsze, co można było zrobić - zabronić dzieciom żałoby, rozmowy, jakiejś próby uporządkowania świata po tym, co się stało w piątek. Nam wszystkim jest to potrzebne.

O śmierci Ani ostatecznie przesądził wstyd. Ania wstydziła się tego, co jej zrobili. Jej przyjaciółka Iwona wstydziła się powiedzieć o tym nauczycielce i mamie. Obie z Anią padły ofiarą okrutnego stereotypu kobiety zhańbionej, choć przecież Ania - cokolwiek by jej zrobili - pozostała czysta jak łza, nieskalana.

Ile ofiar zostało po tamtym piątku! Ania. Jej koledzy i koleżanki, którzy mogą i powinni się obwiniać, że nie zareagowali. Jak oni się teraz czują, jak czuje się Iwona? Jak czuje się polonistka, która opuściła lekcję. Jak strasznie - mam nadzieję - czuje się piątka chłopców, którzy to zrobili?

Trzeba winnych rozliczyć prawnie i moralnie, ale trzeba rozumieć, że i im zawalił się świat.

Ta przemoc musiała trwać

Są sygnały, że to nie była pierwsza przemoc chłopców wobec Ani, podobno któryś z nich został przez nią odtrącony. Piątkowy gwałt mógł być efektem dłużej trwającego tzw. bullyingu, kiedy grupa prześladuje jednostkę i nikt jej nie broni.

To się zdarza w szkołach całego świata. Dzieci-ofiary są poniżane, koledzy się do nich nie odzywają, spluwają na ich widok, wrzucają im do torby śmieci, zabierają przedmioty, przezywają. Tak okrutne mogą być nawet tzw. grzeczne dzieci.

Polskie szkoły nie umieją reagować, nauczyciele wolą problemu nie zauważać, zwłaszcza że rodzice napastników zwykle nie mogą uwierzyć w winę swych dzieci.

Trudno i nam w to uwierzyć, patrząc na twarze chłopców z Kiełbina. Niewinne, przerażone buzie, a postąpili jak zwyrodnialcy.

Zapewne gdańskie gimnazjum wiedziało o przemocy w II klasie. Zapewne szkoła nie reagowała, na pewno nie reagowała dostatecznie.

To nie jest wina ofiary

Szkoły często chowają głowę w piasek: niech się dzieciaki dogadają, nic takiego się nie dzieje, a nawet - prześladowany musi przetrwać, to go nauczy radzić sobie w życiu.

W efekcie interwencja szkoły bywa kierowana na... naprawienie ofiary. Wzywany jest psycholog, by wyjaśnić, dlaczego Jasiu tak wszystkich denerwuje? Co ma zmienić w sobie Ania, by zintegrować się z klasą?

Trzeba powiedzieć kategorycznie: ofiara jest zawsze przypadkowa i niewinna. Szkoła musi zacząć od wprowadzenia normy: tego robić nie wolno. Kto jeszcze raz Jasia popchnie czy obrazi, wyleci ze szkoły! To zwykle działa i tak powinno postąpić gdańskie gimnazjum.

Zero tolerancji dla agresji

Oczywiście to tylko pierwszy krok. Gdy już wiadomo, że w szkole jest przemoc, warto odwołać się do pomocy samych dzieci, poszukać wśród uczniów tzw. negocjatorów-rówieśników i strażników szkolnej normy: zero tolerancji dla agresji. Jeden z moich synów był przez parę miesięcy taką ofiarą. Na szczęście znalazł w nas oparcie, mógł się wypłakać, w kółko też tłumaczyliśmy sobie nawzajem, że to nie jego wina.

Po wielu naciskach szkoła w końcu zagroziła wyrzuceniem napastników. I skończyło się jak ręką odjął. Inaczej pewnie on musiałby zmienić szkołę, odejść z poczuciem, że jest gorszy.

Pamiętajmy: zawsze trzeba stać po stronie ofiary. Nawet jeżeli nasze ukochane dziecko znalazło się w grupie napastników. Ofiara jest zawsze niewinna, to jej należy się pomoc.

Szkoła powinna też pilnie obserwować zachowania grup, które zaczynają z przemocy robić swój styl bycia. Nie sposób tego nie zauważyć.

Lekcja wychowawcza

W szkołach mają się dziś odbyć lekcje wychowawcze. Dobry pomysł - okazja, by nauczyciel razem z uczniami zadał kilka pytań. Czy czują się w szkole bezpiecznie? Czy są przypadki przemocy? Czy są osoby systematycznie prześladowane? Czy są jakieś grupy postępujące okrutnie? Czy uczniowie mają się do kogo zwrócić o pomoc? Do kogo? Czy nie wstydzą i czy nie boją się zdradzić dorosłym - nauczycielom i rodzicom - że zdarzyła się przemoc? Czy w razie przemocy mogą oprzeć się na dorosłych? Co zrobić w naszej szkole, by było bezpieczniej? Byśmy w ogóle czuli się lepiej?

Na takiej lekcji nie wolno urządzać nagonki na tzw. niegrzecznych uczniów, trzeba unikać oskarżeń i gróźb. Nauczyciel stoi przed trudnym wyzwaniem, by dzieci nie bały się rozmawiać.

Czy rozmawiać o śmierci Ani ze swoim dzieckiem?

Oczywiście, ono i tak rozmawia z rówieśnikami. Daj mu powiedzieć, co myśli i co czuje (np. "Dla mnie to przerażające, a dla ciebie?"). Powiedz, że gdyby kiedykolwiek było świadkiem czegoś podobnego, musi zareagować. Nie może się wstydzić, poddać się fałszywej solidarności ("nie mów, bawole, co się dzieje w szkole").

Musi być po stronie tego, którego biją, kogo prześladują.

To nauka moralna, ale też norma, dzięki której społeczność się broni i twoje dziecko będzie bezpieczniejsze.

Pogadaj też z dzieckiem o konkretach. Co by zrobiło, do kogo pobiegło w szkole po pomoc? Gdzie by zadzwoniło?

Korzystałem z opinii Alicji Pacewicz, Centrum Edukacji Obywatelskiej, i Marii Keller z Fundacji Dzieci Niczyje

ŹRÓDŁO:


Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów

W środę z ''Gazetą''
* Gazeta Dom
* Zdrowa środa: Urazy ortopedyczne