Gazeta Wyborcza >  Kraj >  Kraj

Szymon Majewski: Dla mnie każda władza jest śmieszna

Rozmawia Sebastian Kucharski
17.09.2012 , aktualizacja: 18.09.2012 09:09
A A A Drukuj
Szymon Majewski

Szymon Majewski (Fot. Maciej Zienkiewicz / AG)

- Kochałem ten program w TVN, ale czułem się jak w kiepskim małżeństwie. Że nie pojedziemy już na wakacje życia, nie pójdziemy już do psychoterapeuty, i że zaraz pojawi się kochanka. Czułem, że coś wymiera. Ale tak chyba wszyscy czuli - mówi w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Szymon Majewski, do niedawna gwiazdor TVN, który stracił swój program, a dziś stara się rozśmieszać ludzi w radiu.
Sebastian Kucharski: Jak pan zareagował na słowa Edwarda Miszczaka, dyrektora programowego TVN, który miesiąc temu we "Wprost" powiedział o pana programie "Szymon Majewski show": "on się sprawdzał kiedy emocje leżały na ulicach, a lemingi nie chcą, żeby się specjalnie śmiano z Platformy Obywatelskiej".

Szymon Majewski: - Źle. Miałem wrażenie, że to wywiad, którego mogłaby udzielić jakaś znerwicowana aktorka, która ma gorszy dzień. Nie chcę wierzyć, że tak mogło być. Jedyne co może tłumaczyć tę wypowiedź, to brak autoryzacji tej rozmowy. Ale jeśli te słowa są prawdziwe, to jest to tragedia.

To mnie stawia w idiotycznej sytuacji. Bo dla mnie każda władza jest śmieszna, nieważne czy ma barwy PO, czy jakieś inne. Poczułem się po prostu dziwnie. Nigdy nie byłem człowiekiem konfliktu. A czytając ten tekst czułem, że wyszedłem na jakiegoś bojownika, który rozegrał jedną z największych stacji w kraju.

Drzwi do TVN są już przed panem zamknięte?

- Smutno mi, że nie ma już tego rozdziału. Ale prawda jest taka, że od 1,5 roku nie lubiłem robić tego programu. Źle się czułem, gdy zmieniała się jego pora emisji, pojawiło się uciekanie w inne formaty. Ja nie jestem zwierzęciem korporacyjnym. Lubię pracować bez stresu. Nie umiem słuchać z góry ustalonych recept. A gdy pojawia się presja uciekającej widowni, presja producentów, którzy widzą to inaczej, zabawa zostaje mi zabrana. Niektórzy mogą uważać, że powinien biegać po scenie z kurczakiem, albo łykać cynamon, a ja po prostu nie chcę tego robić.

Wolę robić program satyryczny. Z tego powodu dochodzi do rozdźwięków. W takich wypadkach wolę już popracować sam, poprowadzić imprezę masową dla 400 osób, które posłuchają moich grepsów, i zapowiedzieć Budkę Suflera. Nie chodzi o to, że w telewizji przychodzili do mnie ludzie i trzymali mnie pod lufą, żebym coś zrobił. Po prostu nad całością pracowało 70 osób, a ja z twórcy programu stałem się współtwórcą, który czyta teksty, zmienia je i jest kontrolerem humoru.

Dowcipy, które opowiadał pan w telewizji, pisała dla pana specjalna ekipa scenarzystów.

- Wszystkie tego typu programy tak funkcjonują. Wcześniejszy program "Słów cięcie gięcie" pisałem sam, skecze tworzyłem na kartce i prowadziłem go improwizując. To właśnie uwielbiam. Ale programu dla wielomilionowej widowni nie da się zrobić bez wielkiej ekipy. Jest parę dni na realizację, a np. muszę wysłać w teren siebie jako Edwarda Ąckiego. W takich warunkach muszę współpracować z zespołem. Ktoś jedzie coś nagrywać, robimy wspólną burzę mózgów oglądając materiał, ja dorzucam do niego dwa żarty, inni trzy. Potem wszystko montujemy, wycinamy sceny, na które się nie godzę. To musi tak działać. Nie ma na to innej rady.

A Szymon Majewski musiał być postacią śmieszną, bo tak wychodziło w przeprowadzonych na widzach badaniach?

- W tym zawodzie musisz budzić uśmiech. A jeżeli zaczniesz czytać badania, analizować programy i zaczniesz ten uśmiech przeliczać na procenty, to początek końca. Lepiej niech cię biorą, jaki jesteś. Jak nie chcą, to niech cię wezmą inni do czegoś nowego. Zawsze tak działam.

Może rzeczywiście nastał czas, że coś się zmieniło, może gorączka polityczna nie jest tak wysoka. Czuję, dlaczego my trochę przerąbaliśmy sobie tym programem. Zaczęliśmy robić za dużo. Każdy odcinek był pełen zabawnego farszu, co sekundę zmiana, inny greps. Zmęczyliśmy widza pokazem sztucznych ogni, które po godzinie ze swoim natężeniem stały się nie do wytrzymania.

Taka jest w większości dzisiejsza komercyjna rozrywka, której pan był częścią. Teraz pan odpoczywa od telewizji?

- Kiedy poszedłem do Edwarda Miszczaka i dowiedziałem się, że mnie nie będzie, to zrobiło mi się żal. Zobaczyłem przed oczami twarze ludzi z którymi pracowałem. To był świetny, w większości zdolny zespół. Wiedziałem, że wszyscy pójdą w świat, bo ja ich wszystkich nie utrzymam. Tego było mi żal, tak jak fajnych dowcipów, które zrobiliśmy.

Z drugiej strony, poczułem pewną ulgę, bo wiedziałem, że to jest czas powrotu do starego Szymona. Teraz pisze stand-up dla kolegi, myślę o własnym tego typu występie.

Wrócił pan też do radia.

- Od radia zaczynałem. Pracowałem tam kilkanaście lat. Telewizja była naturalną konsekwencją pracy w radiu. Teraz mam poranna audycję w Esce. Zresztą się ucieszyłem, bo jakiś czas temu dostałem propozycję nawet z dwóch rozgłośni.

Słuchacze skrytykowali pana. Na profilu Eski na Facebooku pisano, że mówiąc oględnie poranek nie bawi.

- Krytyka spadła na mnie jeszcze zanim zacząłem robić w Esce "Szymorning" razem z Igą Mackiewicz. Dla wielu słuchaczy było to trudne. Dostali coś kompletnie innego niż dotychczas. Ale myślę, że przyszło oswojenie. Program po paru miesiącach ma bardzo dobre wyniki.

Eska ma tego samego właściciela, co Eska Rock. A tam po "Ukrainkach" Wojewódzkiego i Figurskiego pojawił się pomysł by poranków nie emitować "na żywo". Panu też proponowano audycję puszczaną z tzw. "puszki"?

- Oni byli audycją podwyższonego ryzyka. W mojej filozofii programu nie ma czegoś takiego, że siadam przed kamerą, czy mikrofonem, i zachowuję się jak niszczyciel. Dla mnie liczy się bardziej zabawa. W moim przypadku nie było więc takich wątpliwości. Chociaż na początku czułem lęk, bo mimo doświadczenia do tej pory mam tremę.

Komentarze (4)

  • maksikaaz

    Oceniono 8 razy 8

    Pamietam ´´Slöw ciecie giecie´´.Przednio sie bawilem.Rozwijajacy my$lenie i edukujacy.Bardzo brakuje mi tego programu.Sam pomysl jak i aktorstwo jego wykonania bylo niesamowite.Drugi raz za sprawa Szymona Majewskiego tak dobrze sie bawilem kiedy zaczal swöj wlasny show.Bil na glowe reszte programöw.Tylko kabarety mogly mö doröwnywac.A teraz jakie$ dupki w TVN to zdjely z tv.I mysla ze tym faktem sobie zjednaja widownie.Naiwniacy.Ico zostalo?Fakty po faktach i pogoda.

  • danuta3114

    Oceniono 1 raz 1

    Zawsze oglądałam " Szymon Majewski show" i nigdy się nim nie znudziłam , przeciwnie. Widziałam Pana kiedyś na starówce i zaskoczyło mnie to , że wcale nie jest Pan taki wysoki jakby się wydawało oglądając Pana w TV , ale to akurat nie ma znaczenia :) Zwykle słucham w radiu " złote przeboje " albo " radio zet " od teraz będę słuchała radio Eska :) Bardzo Pana lubię i proszę ... niech Pan się nie zmienia :) Pozdrawiam , wielbicielka.
    PS. Bardzo mi przykro , że spotkało Pana nieszczęście z tym pożarem :( A jeśli chodzi o granie w reklamach , to tylko zazdrośnicy krytykują i to nie ważne jaką kasę Pan za to wziął , mnie te reklamy bardzo bawiły :)

  • m_chimal

    Oceniono 24 razy -12

    Nigdy nie traktowałem tego faceta poważnie. Głupota jak wszystko inne ma swoje miejsce w życiu. Majewski ma swoje szczęśliwe pięć minut bo z poziomu podmaturalnego zarobić sporą kasę nie każdemu jest dane. Prymitywizm jak ta oliwa kiedyś, może nie długo, na wierzch wypłynie. Upadek z wysokiej drabiny bardziej boli.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX