Przecież jestem Snarski, a nie Snarskis
08.05.2012
, aktualizacja: 07.05.2012 18:50
Tomasz Snarski
Prawnik z Gdańska postawił władze Litwy w trudnej sytuacji: będą musiały się tłumaczyć przed Parlamentem Europejskim, dlaczego przekręcają na litewskie polskie nazwiska
ZOBACZ TAKŻE
- Na Litwie dalej po polsku (19-03-12, 01:00)
- Marsz nacjonalistów w Wilnie: Litwa dla Litwinów! (11-03-12, 18:25)
- Litwa i Polska. Wojny przy granicy (03-09-11, 21:30)
Rok temu Tomasz Snarski, 26-letni asystent z Uniwersytetu Gdańskiego, wysłał petycję do Parlamentu Europejskiego pt. "Prawa językowe Polaków na Litwie". Snarski wskazał w niej, że Litwa łamie podstawowe zasady Unii Europejskiej, m.in. zmieniając pisownię nazwisk Polaków mieszkających na Litwie z polskiej na litewską czy usuwając dwujęzyczne tablice nazw miejscowości. Petycję poparła Europejska Fundacja Praw Człowieka z Wilna. Parlament Europejski po roku postanowił rozpatrzyć petycję prawnika z Gdańska na otwartym posiedzeniu w ostatni wtorek. Mimo sprzeciwu władz Litwy eurodeputowani uznali, że unijne instytucje powinny zbadać, czy Litwa nie łamie praw mniejszości narodowych.
Rozmowa z Tomaszem Snarskim, prawnikiem
Maciej Sandecki: Rzeczniczka rządu Litwy argumentowała w czasie posiedzenia Parlamentu, że petycja jest bezzasadna, bo Litwa, jak żaden inny kraj, dba o prawa językowe, m.in. zapewniając naukę języka polskiego od przedszkola do uniwersytetu.
Tomasz Snarski: To była to nieudana próba ucieczki od odpowiedzi na podstawowe zarzuty z mojej petycji.
Wniosłem przede wszystkim o zapewnienie Polakom językowych praw mniejszości, a problemy oświaty są tylko jednym z przykładów dyskryminacji Polaków. Podniosłem sprawę pisowni nazwisk, czy prawa do dwujęzycznych nazw miejscowości oraz ulic, gdyż te kwestie są przez Litwę notorycznie łamane, a jednocześnie mają wymiar ogólnoeuropejski.
Traktat o Unii Europejskiej wyraźnie mówi o poszanowaniu praw mniejszości, a europejskie standardy zapewniają mniejszościom szereg językowych uprawnień. Tymczasem na Litwie nie ma w ogóle ustawy regulującej prawa mniejszości i administracyjnie usunięto dwujęzyczne tablice nazw ulic i miejscowości zapisane po polsku i litewsku w rejonach, w których Polacy stanowią większość.
Fakt, że Parlament Europejski zechciał rozpatrzyć moją petycję na otwartym posiedzeniu, to nie tylko sukces Polski, ale w ogóle wszystkich obywateli Unii.
Jak przebiegała dyskusja nad petycją w PE?
- To była historyczna chwila, ponieważ w debacie nad petycją brali udział przedstawiciele obu rządów, a "egzaminował" ich zwykły obywatel Unii.
Prof. Krzysztof Drzewicki z polskiego MSZ miał świetne przemówienie i oczywiście poparł moją petycję. Dostałem również wsparcie od wielu polskich europosłów: Jarosława Wałęsy, Bogusława Sonika, Leny Kolarskiej- Bobińskiej czy Jarosława Kalinowskiego.
Europosłanka z Danii podkreśliła, że to nie jest spór dwóch krajów, ale spór o wartości ogólnoeuropejskie, i właśnie mi o to chodziło, bo mniejszości etniczne są we wszystkich krajach Unii. Poseł z Wielkiej Brytanii domagał się pilnego zbadania sprawy. Rząd Litwy koniecznie chciał formalnego zamknięcia rozpatrywania petycji, a z drugiej strony mówił, że żadnych naruszeń po ich stronie nie ma. Skoro tak, to dlaczego nie chcieli, aby Parlament to zbadał? To sukces, że ostatecznie europosłowie zdecydowali rozpocząć badanie sytuacji opisanej w mojej petycji, co może skutkować różnymi sankcjami wobec Litwy.
Jakimi?
- Teoretycznie nawet najsurowszymi, m. in. ograniczeniem praw członka Unii lub skierowaniem skargi przeciwko Litwie o naruszenie prawa Unii Europejskiej.
Pewnie do tego nie dojdzie, ale chodzi o nagłośnienie sprawy i wywarcie nacisku politycznego na litewskie władze. Parlament Europejski może sporządzić stosowny raport oraz wystosować rezolucję nawołującą do przestrzegania praw obywateli UE. To już teraz nie jest spór Litwy z Polską o pisownię nazwisk, ale spór Unii z Litwą o poszanowanie praw mniejszości.
Tymczasem litewskie media przedstawiły tę sprawę inaczej. Napisały, że KE nie stwierdziła naruszeń po ich stronie. W artykułach wymieniane jest moje nazwisko, ale przekręcone na litewski - występuję tam jako Tomaszas Snarskis.
Rozmowa z Tomaszem Snarskim, prawnikiem
Maciej Sandecki: Rzeczniczka rządu Litwy argumentowała w czasie posiedzenia Parlamentu, że petycja jest bezzasadna, bo Litwa, jak żaden inny kraj, dba o prawa językowe, m.in. zapewniając naukę języka polskiego od przedszkola do uniwersytetu.
Tomasz Snarski: To była to nieudana próba ucieczki od odpowiedzi na podstawowe zarzuty z mojej petycji.
Wniosłem przede wszystkim o zapewnienie Polakom językowych praw mniejszości, a problemy oświaty są tylko jednym z przykładów dyskryminacji Polaków. Podniosłem sprawę pisowni nazwisk, czy prawa do dwujęzycznych nazw miejscowości oraz ulic, gdyż te kwestie są przez Litwę notorycznie łamane, a jednocześnie mają wymiar ogólnoeuropejski.
Traktat o Unii Europejskiej wyraźnie mówi o poszanowaniu praw mniejszości, a europejskie standardy zapewniają mniejszościom szereg językowych uprawnień. Tymczasem na Litwie nie ma w ogóle ustawy regulującej prawa mniejszości i administracyjnie usunięto dwujęzyczne tablice nazw ulic i miejscowości zapisane po polsku i litewsku w rejonach, w których Polacy stanowią większość.
Fakt, że Parlament Europejski zechciał rozpatrzyć moją petycję na otwartym posiedzeniu, to nie tylko sukces Polski, ale w ogóle wszystkich obywateli Unii.
Jak przebiegała dyskusja nad petycją w PE?
- To była historyczna chwila, ponieważ w debacie nad petycją brali udział przedstawiciele obu rządów, a "egzaminował" ich zwykły obywatel Unii.
Prof. Krzysztof Drzewicki z polskiego MSZ miał świetne przemówienie i oczywiście poparł moją petycję. Dostałem również wsparcie od wielu polskich europosłów: Jarosława Wałęsy, Bogusława Sonika, Leny Kolarskiej- Bobińskiej czy Jarosława Kalinowskiego.
Europosłanka z Danii podkreśliła, że to nie jest spór dwóch krajów, ale spór o wartości ogólnoeuropejskie, i właśnie mi o to chodziło, bo mniejszości etniczne są we wszystkich krajach Unii. Poseł z Wielkiej Brytanii domagał się pilnego zbadania sprawy. Rząd Litwy koniecznie chciał formalnego zamknięcia rozpatrywania petycji, a z drugiej strony mówił, że żadnych naruszeń po ich stronie nie ma. Skoro tak, to dlaczego nie chcieli, aby Parlament to zbadał? To sukces, że ostatecznie europosłowie zdecydowali rozpocząć badanie sytuacji opisanej w mojej petycji, co może skutkować różnymi sankcjami wobec Litwy.
Jakimi?
- Teoretycznie nawet najsurowszymi, m. in. ograniczeniem praw członka Unii lub skierowaniem skargi przeciwko Litwie o naruszenie prawa Unii Europejskiej.
Pewnie do tego nie dojdzie, ale chodzi o nagłośnienie sprawy i wywarcie nacisku politycznego na litewskie władze. Parlament Europejski może sporządzić stosowny raport oraz wystosować rezolucję nawołującą do przestrzegania praw obywateli UE. To już teraz nie jest spór Litwy z Polską o pisownię nazwisk, ale spór Unii z Litwą o poszanowanie praw mniejszości.
Tymczasem litewskie media przedstawiły tę sprawę inaczej. Napisały, że KE nie stwierdziła naruszeń po ich stronie. W artykułach wymieniane jest moje nazwisko, ale przekręcone na litewski - występuję tam jako Tomaszas Snarskis.
Skomentuj:
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX
- Wszystko
- PŁATNE
Polecamy
Dodatki i kolekcje Gazety Wyborczej
Zamów na adres e-mail newslettera z najnowszymi wiadomościami krajowymi!
Przykładowy newsletter













