Takie dane podała ''Gazecie'' Prokuratoria Generalna, która w tych sprawach w imieniu podatników potyka się z ''kościelnymi osobami prawnymi''.
Pozwy wytaczane są przez zakony i parafie w sprawach, w których zlikwidowana w lutym 2011 r. Komisja nie uzgodniła orzeczenia, bo np. miała wątpliwości, czy roszczenia Kościoła są zasadne. Albo wydała częściowe orzeczenie, nie zaspokoiwszy apetytu kościelnych instytucji. Pozwala na to nowela ustawy o stosunku państwa do Kościoła rozwiązująca Komisję Majątkową z dniem 1 marca 2011 r.
Poprosiliśmy o podanie przykładów roszczeń na najwyższe kwoty.
* Zgromadzenie Księży Misjonarzy św. Vincenta a Paulo (Prowincja
Polska) za
nieruchomości utracone przy Krakowskim Przedmieściu 1 i 3 w
Warszawie żąda rekordowych 238,5 mln zł!
* Polska Prowincja Zakonu Kaznodziejskiego O. Dominikanów w Warszawie za nieruchomości na Prądniku Czerwonym w śródmieściu Krakowa domaga się 97,8 mln zł.
* Zakon Braci Mniejszych Ojców Reformatów Prowincja Matki Bożej Anielskiej w Polsce z siedzibą w Krakowie za nieruchomość przy ul. Senatorskiej 29/31 chce 43 mln zł.
Prokuratoria Generalna zaczyna sprawy - jeśli się da - od kwestionowania tzw. legitymacji, czyli prawa do wystąpienia z pozwem. Najważniejszym momentem tych procesów będzie jednak oszacowanie przez biegłych wartości spornych nieruchomości.
Dyrektor Maria Twaróg z Prokuratorii: - Jeżeli skarb państwa ma płacić, to wszystko trzeba ocenić na dzień orzekania przez sąd. Dlatego dziś wszystkie te postępowania są we wstępnej fazie, a wielkość roszczeń trudno nawet oszacować.
Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z czerwca 2011 r. w sprawie Komisji Majątkowej sędzia Mirosław Granat przekonywał, że orzeczenie to otwiera drogę do odszkodowań, ale samorządom, których mienie Komisja przekazywała Kościołowi. Podstawą miało być tzw. bezprawie legislacyjne. Trybunał uznał za niezgodny z konstytucją przepis, który pozwalał na uregulowanie w rozporządzenia sposobu, w jaki Komisja mogła samorządom zabrać działkę i przekazać instytucji kościelnej. Powinno to być uregulowane w ustawie.
Co więcej, w przypadku wielu orzeczeń Komisji wartość tych nieruchomości - sądząc po cenach, jakie niemal natychmiast uzyskiwały na wolnym rynku po sprzedaży - była zaniżona. Przykład z Warszawy: teren po zajezdni trolejbusowej przekazany ojcom bonifratrom i siostrom dominikankom w czerwcu i listopadzie 2007 r. wyceniany był na 40,7 mln zł, w lutym 2008 r. sprzedany został za 111 mln.
Przez osiem miesięcy nie znalazł się chętny, by pozwać skarb państwa o odszkodowanie. Jedynie powiat kłodzki walczy w sądzie o odszkodowanie za zamek z domem pomocy społecznej zabrany mu przez Komisję Majątkową w 2006 r., ale pozew złożył jeszcze w 2010, gdy Komisja Majątkowa pracowała.
- Jeśli wygramy, rozsypie się worek z pozwami - mówi Krzysztof Baldy ze kłodzkiego starostwa. Bo wie, że samorządowa Polska patrzy na tę sprawę. Rozmawiał o tym m.in. z prezydentem Krakowa Jackiem Majchrowskim.
Mec. Piotr Symołom, radca krakowskiego magistratu, potwierdza: - Rozważamy takie pozwy, ale na razie z uwagą śledzimy, jak radzą sobie inni.
To Kraków, prezydent Majchrowski i jego pełnomocnik prawny prof. Andrzej Oklejak pierwsi stawili opór roszczeniom Kościoła. Poszli jednak drogą administracyjną i - na razie - wpadli w ślepą uliczkę.
Kraków ma przed NSA kilka spraw z zakonem cystersów i z Bazyliką Mariacką. Wnosi o unieważnienie orzeczeń komisji. Ale NSA zawiesił ich rozpatrzenie najpierw do czasu rozstrzygnięcia skargi przed Trybunałem Konstytucyjnym z wniosku SLD.
Trybunał wydał orzeczenie w czerwcu 2011 r., a wtedy NSA odmówił podjęcia spraw z wniosku Krakowa, bo przed Trybunałem... czeka jeszcze na rozpoznanie podobna skarga rzecznika praw obywatelskich. Sprawa krakowska była wielokrotnie opisywana.
Warszawa w 2011 r. rozważała wystąpienie do sądu o odszkodowanie za wspomniane tereny dawnej zajezdni. Rzecznik stołecznego ratusza Bartłomiej Milczarczyk: - Nie wróciła dokumentacja tej sprawy z CBA, więc na razie nie mamy ruchu.
Innych pozwów Warszawa w planach nie ma. - Większość takich spraw załatwiono polubownie, ugodowo - tłumaczy Milczarczyk.
Nie znaleźliśmy też gminy, która by poszła tropem wskazówek sędzi Ewy Łętowskiej z Trybunału. Proponowała, by pozywać bezpośrednio instytucje kościelne o odszkodowanie na podstawie przepisów o bezprawnym wzbogaceniu (z powodu zaniżonych wycen nieruchomości).
Ks. Józef Kloch, rzecznik Episkopatu, zapytany, czy coś wie o takim procesie, odparł: - Nie mam takiej informacji, bo jej mieć nie mogę.
I tłumaczy, że nie jest urzędem statystycznym dla Kościoła.
Od jednego z prawników słyszymy, że barierą dla mniejszych gmin jest np. konieczność uiszczenia wpisu sądowego. Przy sporach o nieruchomości czy odszkodowania warte miliony wpłacić trzeba 100 tys. zł.
Według mediów akcję sądową zapowiadano też w Zabrzu w związku z przekazaniem atrakcyjnych gruntów Towarzystwu Pomocy dla Bezdomnych im. Brata Alberta w 2007 r.
Wiceprezydent Zabrza Krzysztof Lewandowski: - Nie widzę podstaw do wystąpienia z roszczeniem, bo gmina bezpośrednio pokrzywdzona nie jest. Nam majątku nikt nie uszczuplił, przekazane zostały działki z zasobów Agencji Nieruchomości Rolnych, o które co prawda też się staraliśmy, ale właściciel mógł nimi zadysponować wedle własnej woli.
Jacek Malicki, wicedyrektor Agencji Nieruchomości Rolnych w Warszawie: - Pozew Agencji byłby sięganiem do tej samej państwowej kieszeni.
W czerwcu 2008 r. Komisja Majątkowa oddała poznańskim siostrom elżbietankom 47 ha gruntów na warszawskiej Białołęce. Rzeczoznawcy na zlecenie strony kościelnej teren wycenili na 30,7 mln zł i za taką kwotę siostry natychmiast ją sprzedały biznesmenowi z Pomorza. Odsprzedał go zaraz z dwukrotnym przebiciem. ANR po miesiącu od orzeczenia Komisji zamówił wycenę u innych rzeczoznawców. Uznali, że teren wart jest 106,3 mln zł.
Prokuratura warszawska umorzyła jednak śledztwo, w którym Agencja domagała się uznania, że skarb państwa na orzeczeniu Komisji Majątkowej stracił dziesiątki milionów złotych, a sąd to umorzenie podtrzymał. Uznając - uwaga! - że ''działanie Komisji Majątkowej nie było nastawione na przysporzenie korzyści państwu''.
Miniony rok dopisał do tej bulwersującej historii nieoczekiwaną puentę. Siostry elżbietanki uznały, że 47 ha w Białołęce nie wyczerpało ich roszczeń. Zabrana przez komunistyczne państwo nieruchomość w
Poznaniu wyceniona została bowiem przez rzeczoznawców na ponad 44 mln zł, a zwrócona - na 30,7 mln. Skierowały do sądu pozew o 13 mln 105 tys. zł odszkodowania od skarbu państwa.