http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Tauron. Bronią związkowca, który wiedział o zleceniu na pobicie szefa

Michał Kokot
2012-02-24, ostatnia aktualizacja 2012-02-23 18:09

Andrzeja Macho, wicedyrektora legnickiego Tauronu, brutalnie pobito na zlecenie członka ''Solidarności''. O planie wiedział inny związkowiec. Firma go zwolniła, ale ''S'' żąda przywrócenia go do pracy.

Na piątek Solidarność zapowiedziała protest przed legnicką siedzibą Tauronu
Fot. Aleksander Prugar / AG
Na piątek Solidarność zapowiedziała protest przed legnicką siedzibą Tauronu
Pobicie zlecił Adam P., były kierownik zakładu samochodowego w Tauronie i członek ''S''. Proces zaczął się w grudniu w Legnicy. Adam P. zeznał, że kazał pobić Machę, bo czuł się przez niego mobbingowany. Uważał, że wicedyrektor ma niesłuszne zastrzeżenia do jego pracy i bał się go tak, że chował się przed nim w toalecie.

3 czerwca 2011 r. pod dom wicedyrektora Machy zajechało trzech mężczyzn. Rzucili się, bili prętem, kijem bejsbolowym i pałką policyjną. Złamali mu nos, szczękę, wgnietli czaszkę w okolicy oka i czoła. Łukasz N., jeden z napastników, zeznał w sądzie, że Adam P. szczegółowo opisał, jak mają bić: - Powiedział nam wprost, że mają być połamane łokcie, kolana i wybite zęby.

- Lekarz stwierdził, że gdybym nie zasłonił twarzy, to mógłbym nie przeżyć - mówi Andrzej Macho. Do pracy wrócił po ponad dwóch miesiącach. Do dziś ma sparaliżowaną część twarzy. Czeka go rehabilitacja.

Policja złapała sprawców, bo Adam P. przyznał się i ich wskazał. Jeden to jego znajomy, a dwaj to uczniowie zawodówki. Za napad dostali 3 tys. zł. Trzem sprawcom grozi do 15 lat więzienia, Adamowi P. za podżeganie do przestępstwa - do 8 lat.

Podczas procesu Adam P. ujawnił, że o planie napadu wiedzieli też Wiesław B. z zarządu ''S'' w Tauronie oraz Adam K., członek innego związku - bo uzgadniał z nimi zapłatę za pobicie. Wiesław B. zeznał, że po napadzie Adam K. powiedział mu: ''Dopadli go. Jesteśmy winni po 1350 zł''.

Dyrekcja Tauronu zwolniła obu związkowców. Żaden nie będzie oskarżonym. Według prokuratury nie mieli obowiązku zawiadomienia zarządu spółki ani organów ścigania o planie pobicia. - Przepis ten stosuje się tylko w przypadku najcięższych przestępstw, jak np. zabójstwo, terroryzm czy piractwo morskie. Zachowanie Wiesława B. prokurator uznał jako dwuznaczne moralnie, ale w świetle prawa nie popełnił przestępstwa - mówi Liliana Łukasiewicz z Prokuratury Okręgowej w Legnicy.

Dwa miesiące przed napadem Andrzej Macho dostał trzy SMS-y. Jeden brzmiał: ''Uważaj na siebie. Grozi ci niebezpieczeństwo. Nie zatrzymuj auta na odludziu. To nie jest żart!''. W drugim anonim pisał: ''Zagrożenie rośnie - uważaj na siebie!''. Macho zgłosił to na policję, ale ta uznała, że treść SMS-ów to nie groźby, a jest jedynie ostrzeżenie, i sprawę zamknęła. To samo kilka dni później zrobiła prokuratura.

Okazało się, że ostrzeżenia wysyłał Wiesław B. Bogdan Kieleczawa, szef ''Solidarności'' w Tauronie, broni kolegi: - Dyrekcja zwalniając go, uznała, że popełnił przestępstwo. Nikt mu nie postawił zarzutów i nie toczy się w jego sprawie postępowanie prokuratorskie. Co więcej, ostrzegł przed pobiciem. W normalnej firmie należałby mu się medal, a u nas zwalnia się dyscyplinarnie.

Kieleczawa nie wspomina jednak, że Wiesław B. miał partycypować w opłaceniu pobicia wicedyrektora Machy, których to kosztów, jak teraz zeznaje, w końcu nie poniósł.

Obaj zwolnieni walczą w sądzie o przywrócenie do pracy. Firma nie widzi możliwości ich zatrudnienia. Dziś członkowie ''S'' Tauronu będą pikietować w sprawie przywrócenia Wiesława B. do pracy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 7 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':