- Chcemy zapytać Europejski Trybunał Sprawiedliwości, czy ACTA jest niezgodna - w jakikolwiek sposób - z podstawowymi prawami i swobodami, takimi jak: wolność wypowiedzi, prawo do informacji czy ochrony danych, oraz prawem własności w odniesieniu do własności intelektualnej - zapowiedział w środę w Brukseli Karel de Gucht, unijny komisarz ds. handlu.
Jednocześnie powtórzył to, co mówił już wcześniej - zdaniem Komisji ACTA nie zmienia unijnego prawa ani nie narusza swobód. Zaznaczył jednak, że to szeroka i skomplikowana umowa. - Rozsądne wydaje się, by unijny Trybunał znalazł równowagę pomiędzy podstawowymi prawami a własnością intelektualną - dodał komisarz.
Co to oznacza w praktyce? Po pierwsze, zawieszenie procedury ratyfikacji ACTA przez
Parlament Europejski.
Dyskusje w podkomisjach PE wciąż jednak będą trwać - pierwsze posiedzenie już 1 marca.
Ruch KE pozytywnie odebrali europarlamentarzyści. - Poczekamy na stanowisko ETS przed wyciąganiem wniosków, ale otwarta polityczna debata w Parlamencie Europejskim nad środkami przewidzianymi w ACTA też jest konieczna - oświadczył David Martin, brytyjski poseł z ramienia Socjalistów i Demokratów, nowy sprawozdawca ACTA w europarlamencie (poprzedni zrezygnował w styczniu, tłumacząc, że nie chce brać udziału w maskaradzie).
Po drugie, decyzja Komisji nie oznacza automatycznego zawieszenia prac nad ratyfikacjami w krajach UE. Ale de Gucht powiedział, że takiego ruchu się spodziewa, bo to byłaby naturalna reakcja.
Szacuje się, że badanie ACTA przez Trybunał w Luksemburgu może zająć grubo ponad rok, a nawet dwa lata.
- To taktyczny ruch Komisji. Szkoda - mówi "Gazecie" Katarzyna Szymielewicz, szefowa organizacji Panoptykon walczącej m.in. o prawo do prywatności w sieci. Szymielewicz to jedna z liderek protestów przeciw ACTA. Sama jednak wcześniej domagała się, by spór rozstrzygnąć, posyłając ACTA do Trybunału.
- To też był taktyczny ruch, ale działo się to w zupełnie innym momencie, kiedy nikt w Komisji czy Parlamencie nie chciał dyskutować, prowadzić debaty na temat ACTA. Teraz umowa zostanie de facto zamrożona na rok, półtora, może dłużej - mówi Szymielewicz. I dodaje, że sądząc po zmianie nastawienia polityków do ACTA, była duża szansa, że umowa przepadnie w europarlamencie. - Teraz debata, która zresztą wyszła już poza samą treść ACTA, się wydłuży, za rok będziemy też w innym miejscu, być może też w innym układzie politycznym - zauważa.
Decyzja Komisji osłabia też znaczenie listu, który w zeszłym tygodniu wysłał premier
Donald Tusk do przywódców Europejskiej Partii Ludowej (frakcja w PE, w jej skład wchodzi
Platforma Obywatelska). "Tysiące osób w Europie sprzeciwiało się w ostatnich dniach wobec treści i sposobu prowadzenia negocjacji umowy. Budzi ona także wiele wątpliwości w kręgach eksperckich i niepokój różnych środowisk politycznych. (...) To pierwszy przypadek, kiedy międzynarodowa umowa handlowa wywołała tak wielkie kontrowersje" - pisał Tusk i apelował o odrzucenie ACTA.
Zdaniem europosła PO Pawła Zalewskiego premier Tusk w zeszły piątek zadeklarował, że
Polska do ACTA nie przystąpi. - Premier zaproponował odwrócenie kolejności - na poziomie i polskim, i europejskim: najpierw dostosowanie ochrony praw własności intelektualnej do rzeczywistości XXI wieku, a potem umowy międzynarodowe egzekwujące tę ochronę. Ale gdyby okazało się, że na poziomie unijnym ACTA jednak zostanie zaakceptowana - bo np. nie odrzucą jej Trybunał w Luksemburgu i Parlament Europejski - to uważam, że ustawa ratyfikacyjna zostanie posłana do polskiego parlamentu po to, by parlament ją odrzucił. Pomijając już wszystkie wątpliwości związane z zagrożeniem dla praw obywatelskich, nie powinno być tak, że wprowadza się w życie prawo, które budzi taki lęk i sprzeciw olbrzymiej części obywateli, zarówno w Polsce, jak i w UE - powiedział Zalewski "Gazecie".