Kaczyński, który był zastępcą szefa BOR w latach 2005-06, został w ub.r. wynajęty przez prokuraturę jako ekspert w jednym z wątków śledztwa smoleńskiego. Z byłym oficerem wojsk specjalnych płk. Stanisławem Kulczyńskim miał orzec, czy BOR właściwie zabezpieczył wizyty premiera i prezydenta w Smoleńsku 7 i 10 kwietnia 2010 r.
Kaczyński zarzucił BOR, że na lotnisku nie było funkcjonariuszy, a wcześniej Biuro nie sprawdziło płyty lądowiska. Mimo tłumaczeń BOR, że były to zadania służb rosyjskich, prokuratura postawiła zarzuty wiceszefowi Biura gen. Pawłowi Bielawnemu, który musiał podać się do dymisji.
"Gazeta" napisała wtedy, że ppłk Kaczyński może mieć kłopoty z obiektywizmem - przegrał z BOR sprawę o przywrócenie do służby i jest z nim w wieloletnim sporze o 406 tys. zł ekwiwalentu za mieszkanie. Ponadto w
TVN krytykował działania BOR w Smoleńsku.
Po naszym tekście prokurator generalny nakazał sprawdzenie tych zastrzeżeń. I według ujawnionych wczoraj ustaleń warszawskiej apelacji nie podważają one obiektywizmu Kaczyńskiego. W komunikacie czytamy, że wnioski biegłych "nie mają charakteru przesądzającego, lecz jedynie wspomagający prokuratorów przy dokonywaniu własnych ustaleń i ocen".
Ppłk Kaczyński 17 lutego przesłał do MSW pismo, w którym skarży się na decyzję szefa BOR, tym razem dotyczącą odmowy przyznania mu
mieszkania służbowego.