Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Z badań brytyjskiego Stowarzyszenia Nauczycieli i Wykładowców wynika, że 39 proc. nauczycieli na Wyspach było ofiarami szkolnej przemocy. Dwie trzecie z nich przyznało, że z tego powodu rozważa odejście z zawodu. Jedna trzecia - że straciła panowanie nad sobą.
- Tam nikt nie chce pracować w szkole. A ja nie chcę, by za kilka lat podobna sytuacja miała miejsce u nas - mówi wiceprezydent Krakowa Anna Okońka-Walkowicz.
Dlatego wsparła Fundację na rzecz Bezpieczeństwa i Współpracy w Szkole "Falochron", która postanowiła w
Krakowie otworzyć Ośrodek Interwencji w Kryzysach Wywołanych Przemocą Szkolną. Ma pomagać uczniom i ich rodzicom, ale powstaje głównie z myślą o nauczycielach.
"Po 25 latach pracy w szkole nienawidzę siebie. Nienawidzę pracy. Chodzi o rozmowy z uczniami I klasy
gimnazjum.
- Nauczycielka: - Nie wyprowadzisz mnie z równowagi. Uczeń: - Ha, ha, ha, nie wyprowadzę... Zobacz, już się robi czerwona jak burak! - Na dyżurze w szatni nauczycielka sprawdza po kątach, gdzie palą, a czuć dym. Podbiega uczeń, papieros dymi w zamkniętej dłoni. - No i co mi pani zrobi? Nie wolno pani mnie dotykać! - Nauczycielka: - Nie zasługujesz na czwórkę na semestr. Uczeń: - Postaw ty k.., bo ci zaje..." - nauczycielka warszawskiego gimnazjum napisała ten list w 2006 r.
Wydrukowało go wtedy wiele lokalnych gazet. Wciąż jest aktualny. W Polsce nie przeprowadzono badań podobnych do brytyjskich, ale o tym, że nauczyciele coraz częściej padają ofiarą agresji ze strony uczniów, mówi się coraz głośniej.
Najgłośniej wtedy, gdy dojdzie do zdarzeń takich jak trzy lata temu w Rykach (uczniowie szkoły zawodowej znieważali nauczyciela podczas lekcji, tańcząc przed nim, rozbierając się i podstawiając mu nogi pod twarz) czy jeszcze wcześniej w
Toruniu (uczniowie technikum nałożyli nauczycielowi na głowę kosz na śmieci).
- To najbardziej drastyczne przypadki, po których do szkół wkracza sztab psychologów - informuje Tomasz Wojciechowski, psycholog, prezes Falochronu. - Ale taka pomoc nie jest uruchamiana, gdy nauczyciele stykają się z agresją na co dzień, w nieco słabszym wydaniu. Coraz więcej z nich skarży się na agresję słowną, z którą nie dają sobie rady.
Do tego dochodzą zaczepki seksualne. Tak częste, że ZNP zorganizował w ubiegłym roku szkolenie, jak sobie z nimi radzić.
- Chodź, zerżnę cię - usłyszała od ucznia Anna F., młoda katechetka w krakowskim gimnazjum. - Pokaż, czy masz czym - odparła natychmiast.
- Potem nie mogłam się uspokoić przez dwie godziny. Byłam przerażona swoją reakcją, ale też zdziwiona reakcją reszty uczniów. Śmiech zamarł im na ustach i od tamtej pory mam spokój - zwierzyła się nam.
- Uzyskała to, co chciała, ale z wychowawczego punktu widzenia to nie sukces. Na agresję zareagowała agresją. Chłopak już jej nie podskoczy, ale będzie się zachowywał agresywnie w stosunku do innych - mówi Wojciechowski.
Krakowski ośrodek ma pomóc nauczycielom radzić sobie w takich sytuacjach. Urzędnicy liczą, że uda się go sfinansować za unijne pieniądze. Z fundacją Falochron złożyli już wniosek do Funduszu Inicjatyw Obywatelskich. Ale jeśli pomysł nie zyska akceptacji FIO, ośrodek i tak powstanie. Tyle że specjaliści będą w nim pracować jako
wolontariusze.
Szkolenia, jak sobie radzić z agresją w szkole, już teraz prowadzi Małopolski Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli. W ciągu ostatniego półtora roku skorzystało z nich 497 osób. Mało, być może dlatego, że nauczycielom trudno przyznać, że nie radzą sobie z agresją.
Ośrodek zamiast wykładać teorię, zajmie się konkretnymi problemami. W każdym przypadku specjaliści będą diagnozować przyczynę agresji i ustalać, na jakim poziomie potrzebna jest interwencja. Czy wystarczy praca z uczniem i nauczycielem, czy z całą klasą, z rodzicami, dyrektorem? A może warto rozwiązać sprawę na drodze sądowej?
Sześć lat temu były minister edukacji Roman Giertych nadał nauczycielom prawo do ochrony, jakie mają funkcjonariusze publiczni. Gdy zostaną znieważeni przez ucznia, mogą skierować sprawę na policję, a ta dalej do sądu.
Policja nie ma statystyk, ile osób skorzystało z tego przywileju.
- Jedno jest pewne. Nie spowodowało to zaniku agresji w szkole, ona ciągle rośnie - mówi prezes Falochronu. - Powodów jest wiele: osłabienie więzi społecznych, kryzys rodziny. Ludzie przestają kontrolować swoje impulsy. Jeśli coś im się nie podoba, wyrażają to bez zastanowienia.
Co może zrobić katechetka, gdy uczeń ją obraża? - Otworzyć drzwi do klasy - mówi Wojciechowski. - Agresor od razu zacznie się czuć mniej pewnie.
Artur Ławrowski, dyrektor gimnazjum nr 75 w Krakowie: - Mieliśmy trudnego ucznia, prowokował swoim zachowaniem. Czasem, by nie wybuchnąć, udawałem, że nie widzę, co robi. Bo co innego? Przecież pobić go nie mogłem. Dobrze byłoby mieć dokąd zwrócić się z takim problemem.