Grzegorz Żurawski wczoraj przestał być rzecznikiem Ministerstwa Edukacji Narodowej, bo studentom
podyplomowych studiów zdradził tajemnice swojego warsztatu
pracy. Rzecznik prowadził zajęcia "Mieć widoczną markę" organizowane przez Instytut Badań Literackich przy Polskiej Akademii Nauk. Dwa dni temu "Metro" opublikowało jego wypowiedzi według relacji studentów - miał ich uczyć wypróbowanych trików. Radził np., żeby nie mówili całej prawdy, bo "w kontaktach z mediami nie chodzi o informację, ale o sprzedanie się z jak najlepszej strony". Mówił, że nosi przy sobie statystyki, bo może je zawsze "zmanipulować na swoją korzyść"; nikt tego i tak nie sprawdzi - przekonywał studentów. Radził też, jak przed kamerą zyskać na czasie - podnosząc upuszczony wcześniej długopis. A o dziennikarzach, którzy przyjeżdżają na nagrania, miał powiedzieć, że to są tylko stojaki do kamery. Mówił też, że trzeba konferencje organizować w porze lunchu - wtedy dziennikarze przyjdą na pewno, bo chcą się tylko najeść.
Rzecznik wczoraj się tłumaczył, że wcale tak na zajęciach nie mówił. „Oświadczam, że publikacja gazety »Metro « nie oddaje rzetelnie sformułowań używanych przeze mnie w trakcie wspomnianych zajęć, a część wypowiedzi mi przypisanych nie była mojego autorstwa. Zajęcia opisane przez gazetę »Metro « były prowadzone wspólnie z jednym z dziennikarzy telewizyjnych, z którym razem przekazywaliśmy praktyczne wskazówki dotyczące radzenia sobie w sytuacji trudnego wywiadu przed kamerą”.