http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

PO z Palikotem to jak PiS z Samoobroną

rozmawiała Renata Grochal
2012-02-22, ostatnia aktualizacja 2012-02-21 23:12

W środę premier Donald Tusk zaczyna spotkania z ministrami podsumowujące pracę resortów po 100 dniach rządu. Na pierwszy ogień pójdą rządowi prymusi - minister finansów Jacek Rostowski i szef MSZ Radosław Sikorski

Jarosław Gowin
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Jarosław Gowin
Rozmowa z Jarosławem Gowinem, ministrem sprawiedliwości

Renata Grochal: Przygotował się pan już na spotkanie z premierem podsumowujące studniówkę rządu?

Jarosław Gowin: Zawsze opowiadałem się za systemem kanclerskim, czyli za silną władzą premiera. Uważam, że rząd powinien być rządem autorskim. Dlatego przez 24 godziny na dobę jestem do dyspozycji premiera.

Czy rekonstrukcja rządu byłaby lekarstwem na sondażowe spadki?

- To musi ocenić premier, bo to on ma całościową koncepcję. Ale szybkie, pochopne zmiany rzadko przynoszą dobre efekty.

Spadek notowań to efekt nieudolności rządu czy zapowiedzi reform?

- W sprawie ustawy refundacyjnej minister Arłukowicz zrobił wszystko, co mógł, a błąd tkwił w okresie przejściowym między końcówką jednego gabinetu a początkiem drugiego. Jeśli chodzi o ACTA, to ta sprawa całkowicie obciąża nowy gabinet. Ale rząd dopiero rozwija skrzydła. Jest w przededniu dużego skoku. Czas na rzetelną ocenę naszych działań przyjdzie wiosną.

Jeszcze nie zaczęliście reform, a notowania poleciały w dół.

- Te najważniejsze reformy, jak podnoszenie wieku emerytalnego, są przed nami. Ale wiele spraw już realizujemy. Jako minister sprawiedliwości podjąłem odkładaną od lat decyzję o restrukturyzacji sądów. To warunek skrócenia czasu orzekania w sądach. Przedstawiłem do konsultacji międzyresortowych i społecznych projekt głębokiej nowelizacji kodeksu postępowania karnego. To będzie rewolucja w wymiarze sprawiedliwości. W najbliższych dniach ujrzy też światło dzienne ustawa poszerzająca dostęp do pierwszych około 50 zawodów.

Przeciwko restrukturyzacji sądów protestuje PSL, mówiąc, że to wstęp do likwidacji powiatów. Będzie pan forsował to wbrew ludowcom?

- Każda reforma budzi protesty. Natomiast tę decyzję mogę podjąć rozporządzeniem, zgoda PSL nie jest potrzebna. Dobre relacje z koalicjantem to duża wartość, ale nie złożę na jej ołtarzu usprawnienia wymiaru sprawiedliwości. Gdyby istniał inny sposób na likwidację przerostów biurokratycznych w sądach, to mógłbym się zastanawiać. Natomiast bez reorganizacji sądów skrócenie na koniec kadencji orzekania o jedną trzecią byłoby niewykonalne.

Czy nie było błędem premiera, że do resortów kluczowych w najbliższych miesiącach ze względu na Euro 2012 czy reformę emerytur powołał osoby, które się na tym nie znają, jak minister sportu Joanna Mucha, transportu Sławomir Nowak czy pracy Władysław Kosiniak-Kamysz?

- Nie uważam, że ministrem sprawiedliwości musi być prawnik, nauki - profesor akademicki, a edukacji - nauczyciel. Polityka to sztuka przywództwa. Na czele resortów powinni stać ludzie nieuwikłani w zależności środowiskowe i zdolni do podejmowania decyzji.

Ale gdy minister nie zna się na tym, czym ma się zajmować, staje się zakładnikiem urzędników.

- Niekoniecznie. Wszystko zależy od tego, jakich współpracowników przyprowadzi do resortu. Ja nie mam poczucia, żebym był zakładnikiem urzędników.

Pojawiły się spekulacje, że do rządu może wejść Grzegorz Schetyna, byłby wzmocnieniem?

- Ministrowie to zderzaki premiera, i to on zdecyduje, czy potrzebuje jako zderzaka Schetyny. Uważam go za jednego z kilku najwybitniejszych obecnie polityków i jestem pewien, że będzie filarem jeszcze niejednego gabinetu. Ale dopóki premier ma zaufanie do swoich współpracowników, to żaden z ludzi PO, a tym bardziej ministrów, nie powinien publicznie roztrząsać tego, co dzieje się w zapleczu rządu.

Widzę, że z zagorzałego krytyka Donalda Tuska z poprzedniej kadencji, stał się pan jednym z jego najbardziej gorliwych żołnierzy.

- Donald Tusk w tej kadencji realizuje reformy, o których mówiłem - często wbrew Tuskowi - w tamtej kadencji. Dopóki reformy będą wprowadzane, będę stał murem za Tuskiem. Ale zmieniła się też moja sytuacja. Jako minister jestem urzędnikiem państwowym i mam obowiązek być lojalny wobec premiera. Jeśli nie będę się z nim zgadzał, najpierw odejdę z rządu, a dopiero potem będę go krytykował.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':