Po zakończeniu studiów absolwenci medycyny mają ograniczone prawo do wykonywania zawodu i idą na roczny staż do szpitala. Następnie muszą zdać Lekarski Egzamin Państwowy. Jest obowiązkowy w całym kraju, trzeba go zaliczyć, by uzyskać prawo do wykonywania zawodu i rozpoczęcia specjalizacji. Dwa razy w roku, w lutym i we wrześniu, zdaje go kilka tysięcy lekarzy stażystów.
O swoich wrażeniach z egzaminu napisał do nas jeden z lekarzy, który zdawał LEP w
Lublinie. „Sposób przeprowadzania tego egzaminu, który z założenia ma być przepustką do sprawiedliwego rozdziału miejsc specjalizacyjnych, absolutnie nie gwarantuje obiektywnej oceny (...). Normą jest ściąganie oraz siadanie dwóch osób w jednej ławce (gdzie mimo dwóch wersji pisze się ten sam test (!!), tylko z pomieszanymi pytaniami). Efekt jest taki, że często egzamin lepiej zdają »spryciarze « niż osoby dobrze przygotowane. Wiele osób przyjmuje »strategię « śledzenia odpowiedzi sąsiada zamiast samodzielnego rozwiązywania testu”.
Lekarz o problemie poinformował też dyrektora Centrum Egzaminów Medycznych dr. hab. Mariusza Klenckiego. "Jeśli chodzi o nadzór komisji, to mimo dużej ilości jej członków sprawiają wrażenie, jakby zamiast nas pilnować, delikatnie mówiąc, nie chcieli nam tylko przeszkadzać. Z tego powodu wiele osób zdających Egzamin w naszym mieście liczy nie na swoją wiedzę, a na szczęście w przydzieleniu miejsca koło kogoś dobrze przygotowanego do egzaminu" - czytamy w liście.
W ubiegłych latach egzamin odbywał się w hali sportowej Uniwersytetu Medycznego przy ul. Chodźki. Jak dodaje lekarz, sala była podzielona kotarą tak, że zdający pisali na jednej połowie i wbrew regulaminowi siedzieli po dwie osoby w ławce. Z relacji lekarza, który chce pozostać anonimowy, wynika, że podczas LEP łamane są inne punkty zarządzenia wydanego przez szefa CEM. Według nich odległość między zdającymi powinna wynosić 1,2 metra, a "kontaktowanie się z innymi osobami, a także korzystanie z niedozwolonych materiałów jest podstawą przerwania LEP-u danej osoby egzaminowanej i skutkuje jej dyskwalifikacją". W regulaminie czytamy również, że "podczas LEP obowiązuje zakaz opuszczania sali przez osoby egzaminowane". Wyjątkiem jest wychodzenie do toalety, z którego część lekarzy chętnie korzysta. W toalecie można np. skorzystać z telefonu i znaleźć w internecie odpowiedzi na choć kilka spośród 200 pytań.
Dyrektor Klencki przyznaje, że podobne zarzuty otrzymuje nie tylko z Lublina, ale i innych miast, w których LEP się odbywa. Jednocześnie mówi, że możliwości jego działania nie są zbyt duże. Chciał m.in. wprowadzić zmiany w regulaminie, które ograniczałyby możliwość wielokrotnego wychodzenia pod pretekstem korzystania z toalety. - I tu pojawił się problem, ponieważ egzamin trwa cztery godziny i niektórzy po prostu muszą z niej skorzystać. Często zdają np. kobiety w ciąży. Poza tym największy problem jest chyba w naszej mentalności. W USA i Wielkiej Brytanii ściąganie na egzaminie jest przestępstwem, u nas, niestety, ciągle jest traktowane jako wyraz zaradności życiowej - dodaje Klencki.
Według niego szansą na poprawę sytuacji będą zmiany w przeprowadzaniu egzaminu, które wejdą w życie w przyszłym roku. LEP zastąpi Lekarski Egzamin Końcowy. Trwają właśnie prace nad jego regulaminem. Wśród zapisów oprócz wyrzucenia z sali ściągającego lekarza znajdzie się też to, że może zostać on dodatkowo ukarany przez Izbę Lekarską. Jakie to będą kary, jeszcze nie wiadomo.
Najbliższy LEP odbędzie się w sobotę 25 lutego 2012 w jedenastu ośrodkach:
Białymstoku, Bydgoszczy, Gdańsku, Katowicach, Krakowie, Lublinie,
Łodzi, Poznaniu,
Warszawie,
Wrocławiu i Szczecinie.