Doniesieniem do Państwowej Inspekcji Pracy i
wypominaniem prezesowi, że zarabia aż 80 tys. zł miesięcznie, a jego zastępcy po 70 tys. zł - tym skończyło się wprowadzenie w JSW nowych umów o
pracę dla dopiero co zatrudnianych górników. Nowe zasady wywołały gigantyczną awanturę, ale zarząd JSW nie ugiął się pod presją związkowców i przeforsował swoje rozwiązania.
W efekcie po raz pierwszy od kilkunastu lat górnicy stracą najbardziej absurdalne przywileje żywcem wyjęte z czasów PRL-u. Nowo zatrudnieni pracownicy nie będą mieli automatycznego prawa do nagród jubileuszowych, "piórnikowego", czyli dodatków za wyprawki szkolne
dla dzieci, oraz darmowych biletów za przejazdy na urlop.
Nieoficjalnie wiadomo, że spółka chce też, aby młodzi górnicy będący na półrocznym okresie próbnym nie otrzymywali przez ten czas deputatu węglowego (górnikom z JSW przysługuje osiem ton węgla rocznie, firma wypłaca im w zamian gotówkę). Jednocześnie JSW zapewnia, że pozostałe dodatki dla nowo zatrudnionych nie zmienią się. Świeżo upieczeni górnicy będą więc otrzymywać 14. pensję, barbórkę, a po okresie próbnym pełny deputat węglowy. Do tego trzeba też dodać dodatki na posiłki regeneracyjne i wiele mniejszych przywilejów istniejących dziś w górnictwie.
Zapowiedziane zmiany wywołały prawdziwy atak furii związków zawodowych, które postanowiły twardo bronić przywilejów zapisanych w tzw. Karcie górnika. Czy słusznie? Związki od tego właśnie są, aby wstawiać się za pracownikami, ale mam wrażenie, że akurat w tej sprawie górniczy liderzy nieco przesadzają. Owszem, nikt nie neguje, że
praca pod ziemią jest trudna, ale czy przywileje trzeba dawać każdemu górnikowi już na starcie, czy też należałoby je uzależnić np. od stażu? Warto się też zastanowić, czy już sama praca w kopalni, gdzie górnikom nie grożą zwolnienia grupowe, nieterminowe płacenie pensji czy oszukiwanie na nadgodzinach, nie jest dla młodych ludzi wyróżnieniem. Może nie dla wszystkich, ale przynajmniej dla części z tych, którzy złożyli ponad 50 tys. podań do kopalń, już samo dostanie się na grubę oznaczało spełnienie marzeń. Jestem przekonany, że na "piórnikowe" zwracają akurat najmniejszą uwagę.
Związkowcy obawiają się, że nowe umowy dla młodych górników to wstęp do cięć w całej branży, odebrania w przyszłości wcześniejszych emerytur, deputatów czy nagród z zysków. Rzeczywiście rząd zapowiada przecież, że zmiany w górnictwie prędzej czy później muszą nastąpić, więc w branży górniczej wyczuwa się napięcie. Ale żeby obronić rzeczy ważne, czasem trzeba poświęcić mniej istotne. Tej prawdy liderzy związkowi z Jastrzębia chyba nie rozumieją.
Jakie przywileje branżowe należy zlikwidować, a jakie zostawić? Czekamy na Wasze wpisyna forum i listy (listy@katowice.agora.pl)