Dokumenty miałby się zachować w aktach tzw. komisji Ciemniewskiego, która powstała po 6 czerwca 1992 r. Komisja pod przewodnictwem posła Unii Demokratycznej Jerzego Ciemniewskiego miała zbadać dokumenty lustracyjne przedstawione przez Antoniego Macierewicza. Zakończyła
pracę 23 lipca 1992 r.
Wśród dokumentów ma być zalakowana paczka z zawartością teczka Lecha Wałęsy. Paczka nosi klauzulę "ściśle tajne". O dostęp do niej starali się w 2007 r. Sławomir Cenckiewicz i Piotr Gontarczyk - historycy z
IPN, autorzy
pracy "SB a Lech Wałęsa". Nie udzielił im na to zgody ówczesny marszałek Sejmu
Ludwik Dorn. Nie otrzymał jej także od kancelarii Sejmu poseł
PiS Marek Opioła. Szef kancelarii Lech Czapla poinformował, że trzyosobowa komisja określi, czy te dokumenty powinny zachować gryf tajności.
W paczce - zdaniem historyków z IPN - mogą znajdować się znajdować dokumenty, które wskazują na to, że Lech Wałęsa był współpracownikiem SB. Część dokumentów, jakimi dysponuje IPN, została usunięta. Sam Lech Wałęsa twierdzi, że żadnych dokumentów nie usuwał, ale jego teczką zajmowały się na jego zlecenie służby specjalne.
Wczoraj w Radiu ZET powtórzył, że prosił specjalistów, aby zbadali "w jaki sposób jego dokumenty były fałszowane", stwierdził, że sam ze swojej teczki "żadnych materiałów nie brakował".
- Jeśli tam są jakieś papiery na mnie, to jest to papier toaletowy - stwierdził zwracając uwagę, że nawet autorzy tekstów w "Naszym Dzienniku" i "Uważam Rze" stwierdzają, że są to kopie, nie oryginały.
Wałęsa przypomniał, że SB przez lata zajmowało się fałszowaniem jego dokumentów. Stwierdził, że nigdy nie podpisał dokumentu o współpracy i nigdy nie donosił na kolegów na początku lat siedemdziesiątych po grudniu 1970 roku. - Wtedy podpisywałem wszystko to co inni podpisywali - stwierdził.