Przyczepa z reklamowym banerem stoi na chodniku przypięta łańcuchem do słupka postoju taxi. Mijają ją wszyscy wchodzący do największego szpitala w
Łodzi.
Większość pacjentów mija baner obojętnie, ale lekarze i pielęgniarki pokazują go palcami. Kancelaria ze Zgierza bardzo bezpośrednio zachwala swoje usługi: "Odszkodowania medyczne. Zakażenia w placówkach medycznych: HCV, HBV, gronkowiec i inne; błędy przy zabiegach i operacjach; błędne diagnozy lekarskie". Adres strony internetowej i numer telefonu.
- Ktoś nam robi czarny PR - mówi dr Dariusz Timler, dyrektor medyczny, który widzi reklamę z okna gabinetu. - Co by pan powiedział, gdyby przed waszą redakcją stanął billboard: "Oszkalowali cię, dzwoń do nas".
Szpital chce bronić dobrego imienia i za punkt honoru postawił sobie usunięcie reklamy. Dyrektor administracyjno-techniczny Andrzej Kasprzyk mówi: - Gospodarzem terenu jest Zarząd Dróg i Transportu. Wysłaliśmy do niego pismo, do straży miejskiej i do drogówki. Zarząd odpowiedział, że nic nie może z reklamą zrobić i przekazuje sprawę drogówce. Policjanci mają ustalić, czy pojazd o masie do 2,5 tony może stać na chodniku.
Dyr. Kasprzyk myślał nawet, żeby wyręczyć policjantów i strażników. Wziąć nożyce, przeciąć łańcuch i szpitalnym
samochodem odholować przyczepę gdzie indziej. Poddał się, bo przyczepa ma odcięty hak holowniczy.
Dzwonimy na numer telefonu z reklamy. Mężczyzna, który nie chce się przedstawić, twierdzi, że przyczepa stoi zgodnie z przepisami i dalej będzie stała.
Dlaczego postawił ją akurat przed największym szpitalem w Łodzi?
- Bo to dobre miejsce. Ludzie nie wiedzą, że mogą uzyskać odszkodowanie. Nie czytają gazet, nie oglądają telewizji. Jeśli nikt im tego nie powie, pozostaną laikami. Więc im mówię. Wcale nie uważam, że akurat w tym szpitalu źle się dzieje. A błędy lekarskie to poważna sprawa. Nie tylko w Koperniku, ale na całym świecie.
To prawda. Dlatego od stycznia przy wojewodach działają komisje do orzekania, czy pacjentowi stała się krzywda. W uzasadnieniu do ustawy o komisjach Ministerstwo Zdrowia szacowało liczbę błędów ("zdarzeń medycznych") w 2009 r. na 835 tys. Ocenia się, że przy ok. 10 proc. procedur w szpitalach coś idzie nie tak.
Umieszczanie takiej reklamy przed szpitalem jest nieetyczne - uważa dr Dorota Karkowska, specjalistka od praw pacjenta
Dr Dorota Karkowska, specjalistka od praw pacjenta z Uniwersytetu Łódzkiego, uważa, że umieszczanie takiej reklamy przed szpitalem jest nieetyczne. - Ale w wielu szpitalach dzieją się podobne rzeczy - mówi. - Słyszałam o prawnikach zaczepiających pacjentów na korytarzach, o ulotkach kancelarii prawnych rozrzuconych pod gabinetami. W
USA z odszkodowań za zdarzenia medyczne żyje legion prawników. U nas też coraz więcej ludzi specjalizuje się w prawie medycznym. Przyczyniły się do tego nowe przepisy o odszkodowaniach za zdarzenia medyczne.
Z pomocą nowych wojewódzkich komisji można dostać bez procesu - na zasadzie ugody z ubezpieczycielem szpitala - do 100 tys. zł za zdarzenie medyczne. A jeśli walczymy o pieniądze za śmierć bliskiej osoby - do 300 tys. zł. W sądzie kwoty odszkodowań nie mają limitu, ale sprawa może trwać lata.
Kancelaria, która postawiła baner w Łodzi, chce zapewne reprezentować chorych także na tej nowej, łatwiejszej ścieżce dochodzenia odszkodowań. Na jej stronie internetowej czytamy: "Za naszym pośrednictwem mają Państwo możliwość skorzystania z usług renomowanych kancelarii prawnych bez konieczności opłacania zaliczek na koszty zastępstwa procesowego. Postępowanie z naszym udziałem trwa też zazwyczaj dużo krócej".
To właśnie najbardziej niepokoi dyrekcję Kopernika, która na obowiązkowe ubezpieczenie od zdarzeń medycznych wydała właśnie grubo ponad milion złotych. Koszty polis wzrosły po powstaniu wojewódzkich komisji.
Konfederacja Pracodawców RP oszacowała, że szpitale zapłacą za nowe ubezpieczenia od zdarzeń medycznych ok. 850 mln zł, czyli 3 proc. tego, co otrzymują z
NFZ na leczenie.