http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Libijski trop GROM-owców

Wojciech Czuchnowski, Marcin Górka
2012-02-20, ostatnia aktualizacja 2012-02-19 17:20

Kontrwywiad sprawdzał, czy byli żołnierze jednostki specjalnej GROM walczą po stronie libijskiego dyktatora Muammara Kaddafiego. Powód? Kiedyś szkolili ochronę dyktatora

Muammar Kadafi
Fot. AP/Abdel Magid Al Fergany
Muammar Kadafi
ZOBACZ TAKŻE
- Latem 2011 r. mieliśmy bardzo poważne podejrzenia, że w najbliższym otoczeniu Kaddafiego mogą być Polacy. Nie mieliśmy swoich ludzi w Libii, żeby to sprawdzić, dlatego poprosiliśmy o pomoc służby państw NATO, które działały w tym kraju - przyznaje oficer SKW. Pierwsze poinformowało o tym TVP Info.

Przecieki, że MON interesuje się tą sprawą, pojawiały się jesienią 2011 r. - Wtedy już wiedzieliśmy, że w otoczeniu Kaddafiego Polaków nie ma. Ale czy byli? Tego nie ustalimy chyba nigdy - kończy cytowany oficer.

Dwaj dawni GROM-owcy, którzy potwierdzili, że pracowali w Libii, to Andrzej Bryl (mistrz polski w taekwondo i doktor socjologii) oraz były szef zespołu bojowego GROM Jacek Kowalik. Bryl w TVP Info zapewniał, że chodziło tylko o szkolenie "odpowiednika polskiego BOR i do tego projektu zostali zaangażowani nasi specjaliści". Szkolenie miało się odbyć na długo przed arabską wiosną, w wyniku której Kaddafi został odsunięty od władzy i stracił życie. Kowalik zapewniał, że projekt zakończył się na początku 2010 r. i potem nie przedłużyli obecności w Libii.

Tyle że - jak donoszą źródła "Gazety" - byli polscy żołnierze jednostek specjalnych za pośrednictwem fundacji GROM szkolili ludzi Kaddafiego nie tylko w zakresie ochrony. Niedługo przed wybuchem rewolucji kilku - najprawdopodobniej ośmiu - Polaków zajmowało się przez kilka miesięcy szkoleniem jednostek specjalnych, zwykłej piechoty oraz pilotów śmigłowców.

Zaprzecza temu płk Krzysztof Przepiórka, szef fundacji. - Bajki. Nigdy nie podpisywałem kontraktu na szkolenie libijskiej armii - mówi "Gazecie".

I ma rację. Bo według naszych informacji komandosi pojechali tam nie jako polska fundacja, ale jako pracownicy innej, prywatnej firmy ochroniarskiej. To ona, a nie fundacja GROM podpisywała umowę z armią Kaddafiego.

Co to za firma? Nie wiemy. Wiadomo, że północnoafrykański rynek opanowany jest przez najemników z Rosji, Białorusi i Ukrainy.

Fundacja Byłych Żołnierzy Jednostek Specjalnych GROM istnieje od 1997 r., założył ją twórca tej jednostki gen. Sławomir Petelicki (nie można zdobyć jego komentarza). W ofercie, którą znaleźć można na stronie internetowej, proponuje pełną gamę szkoleń: walki wręcz, skoków spadochronowych, lotów śmigłowcem i oczywiście strzelania z broni palnej. Płk Przepiórka nie ukrywa, że zajmuje się też werbunkiem dla prywatnych armii, czyli firm typu Blackwater (obecnie Xe), które zajmują się działalnością ochroniarską, szkoleniową czy ekspercką w dowolnym rejonie świata. Szacuje się, że w samym Afganistanie w tego typu firmach pracuje kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy prywatnych armii. Przepiórka potwierdził już kiedyś "Gazecie", że fundacja GROM miała werbunkowy kontrakt z amerykańską firmą DynCorp, ale jak twierdzi, "biznes się nie opłacał" i dlatego teraz zajmuje się tylko "pośrednictwem między byłymi żołnierzami specjednostek a firmami ochroniarskimi".

O zaangażowaniu byłych GROM-owców w szkolenie ludzi Kaddafiego nie wiedziało polskie MSZ. - Powinni informować dyplomację o swoich działaniach. Także dla swojego własnego dobra, bo mogą się okazać sprzeczne z interesami Polski - mówi rzecznik resortu Marcin Bosacki.

W Polsce działalność fundacji GROM jest zgodna z prawem. - Ale gdyby byli żołnierze GROM służyli w obcej formacji, np. Legii Cudzoziemskiej, bez zgody szefa MON, podlegaliby karze więzienia wynikającej z polskiego kodeksu karnego - wyjaśnia nam oficer SKW. - Tymczasem oni pracują po prostu dla prywatnej firmy, a do tego ma prawo każdy polski obywatel. Można by się nimi zainteresować, gdyby wiadomo było, że praca ta jest przestępstwem wynikającym z polskiego kodeksu karnego. Albo gdyby chodziło o funkcjonariuszy publicznych lub zawodowych żołnierzy. A że nimi nie są, nic nam do nich.

Nasz rozmówca przyznaje: - Nie ma żadnej kontroli nad byłymi żołnierzami polskich specjednostek - wyszkolonymi za nasze pieniądze i świetnie znającymi się na robocie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 8
  • 1
  • 2
  • 2
  • 1
  • 23 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    22 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':