Informacja o tym, że premier planuje spotkania z ministrami podsumowujące sto dni rządu, wywołała w mediach spekulacje o możliwej rekonstrukcji gabinetu. Jednak według naszych źródeł w PO to mało prawdopodobne - byłoby to przyznanie, że jego autorski rząd się nie udał. Bardziej prawdopodobne jest, że Tusk pogrozi palcem kilku ministrom i upomni, by lepiej pracowali.
Najsłabsze notowania - mówią ludzie Tuska - mają minister sportu Joanna Mucha i kultury
Bogdan Zdrojewski. Mucha po serii wpadek i kłopotach z otwarciem Stadionu Narodowego mówiła wczoraj, że nie obawia się spotkania z premierem. Powiedziała, że będzie z nim rozmawiać o przygotowaniach do
Euro 2012, planie ożywienia "orlików" oraz upowszechniania siatkówki.
Zdrojewski, obwiniany za zbyt wąskie konsultacje umowy ACTA, ocenił w piątek, że jego resort ma znakomity bilans: - Gdyby sprawa ACTA miała być pretekstem do mojej dymisji, trzeba by wszystkie rządy w Europie odwołać.
Premier zaprzeczał wczoraj pogłoskom o rekonstrukcji gabinetu, ale przestrzegł, że ministrowie każdego dnia muszą być gotowi na dymisję.
Wśród ludzi Tuska panuje przekonanie, że wymiana ministrów mogłaby być sposobem na przełamanie spadających notowań rządu i PO, ale tylko wtedy, gdyby na ich miejsce byli lepsi kandydaci. A takich brak.
W PO słychać spekulacje, że do rządu mógłby wrócić
Grzegorz Schetyna - zastąpić Muchę lub zostać koordynatorem ds. Euro 2012. Jednak stronnicy Schetyny twierdzą, że to za mało dla byłego marszałka Sejmu i wicepremiera.
Schetyna nie chciał wczoraj rozmawiać z "Gazetą". W "Salonie politycznym Trójki" powiedział, że jest umówiony z premierem na przyszły tydzień na rozmowę o polityce. - I pokazanie, że jesteśmy w stanie pisać i realizować wspólnie scenariusze - dodał.
Jak mówią współpracownicy Tuska, na razie nie ma planu sięgnięcia po Schetynę. Premier proponował mu na początku kadencji, aby pokierował nadzwyczajną komisją sejmową ds. wprowadzania reform zapowiedzianych w exposé. Ale Schetyna wybrał stanowisko szefa sejmowej komisji spraw zagranicznych.
Rząd Tuska traci w kolejnych sondażach. W styczniu zanotował najgorsze oceny w historii - łącznie z poprzednią kadencją. W lutowym sondażu CBOS zwolenników rządu jest 32 proc., przeciwników - 38 proc. Pierwszy raz w badaniu tej pracowni krytycy są w większości (choć np. rząd Jarosława Kaczyńskiego miał zawsze gorsze oceny niż te najgorsze Tuska).
Premier mówił wczoraj po raz kolejny, że podwyższenie wieku emerytalnego do 67 lat to konieczność. - W wielu państwach, gdy zabrakło refleksu politykom, dochodzi do dramatu - podkreślił. Dodał, że to może być kres jego "dobrze zapowiadającej się kariery" i takie ryzyko musi wkalkulować.
- Dalej niż na Sybir nie wywiozą, jak mawiała moja mama - podsumował.