O bezpieczeństwie na drogach rozmawiano na posiedzeniu sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych. Wzięli w nim udział m.in. przedstawiciele MSW, Policji, Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego, Najwyższej Izby Kontroli, GDDKiA i
GIODO.
- Nie możemy sobie poradzić przede wszystkim z przestrzeganiem dopuszczalnych prędkości, od ponad dwudziestu lat ponad 30 proc. wypadków jest spowodowanych nadmierną prędkością - mówił dyrektor Biura Ruchu Drogowego KGP Marek Fidos. Dodał, że nakładane na kierowców mandaty nie rozwiążą problemu. - Wysokość mandatów, od dawna niezmieniana, dla wielu ludzi się zdezaktualizowała. W sąsiednich krajach 'nie ma zmiłuj się', kary za przekroczenie prędkości są drakońskie - podkreślał.
Dodał, że zmiany legislacyjne powinny "umożliwić policjantowi obligatoryjne zatrzymywanie prawa jazdy bezpośrednio na drodze za drastyczne przekroczenie prędkości", np. o 50 km/h w obszarze zabudowanym.
Jechał 235 km/h przy ograniczeniu do 60-tki Główny inspektor transportu drogowego Tomasz Połeć mówił, że od lipca do końca zeszłego roku 75 fotoradarów GITD zarejestrowało ponad 600 tys. zdjęć.
- Można odnieść wrażenie, że ciągle mamy do czynienia z przypadkami, kiedy ograniczenia prędkości traktowane są co najwyżej jako nieśmiała sugestia zarządzającego ruchem co do preferowanego stylu jazdy - oceniał.
Dodał, że blisko połowa tych wykroczeń, to przekroczenia prędkości do 30 km/h, a kolejna jedna trzecia mieści się w przedziale o 30-40 km/h. - Do największego przekroczenia doszło w miejscowości Wiśniewo 16 sierpnia, na odcinku o dopuszczalnej prędkości do 60 km/h rekordzista jechał 235 km/h - zaznaczył Połeć.
Oceniał, że konieczne są zmiany w prawie, bo dzięki zdjęciom z fotoradarów można ustalić właściciela pojazdu, ale nie znaczy to automatycznie, że jest to sprawca wykroczenia.
Liczba zabitych maleje Według przedstawionych na posiedzeniu sejmowej komisji statystyk w zeszłym roku doszło na polskich drogach do blisko 40 tys. wypadków. Zginęło w nich 4 171 osób. W ciągu ostatniej dekady liczba zabitych na drogach zmalała o jedną trzecią - w 2000 r. ofiar śmiertelnych było 6,3 tys. O 70 proc. wzrosła natomiast w tym okresie wzrosła liczba pojazdów - z 14 mln do 24 mln. Do ponad 70 proc. wypadków doszło na obszarach zabudowanych.