Gdy w czerwcu 2010 r. na parkingu przy jednym z centrów handlowych w
Opolu znalezione zostało ciało dr. Dariusza Ratajczaka, byłego historyka miejscowego uniwersytetu, ''
Nasz Dziennik'' dał tytuł: ''Samobójstwo ofiary nagonki »Gazety Wyborczej «''. Ten tytuł podchwyciły także brukowe media, a wydawca ''Agory'' odpowiedział pozwem za zniesławiające stwierdzenia, które sugerowały rzekomą nagonkę i odpowiedzialność ''Gazety'' za śmierć Ratajczaka.
Dr Ratajczak wiele lat wcześniej - w 1999 r. - wydał własnym sumptem głośną broszurę ''Tematy niebezpieczne''. Streszczał w niej m.in. poglądy tzw. rewizjonistów Holocaustu. Pisał na przykład, że ''cyklon B stosowano w obozach do dezynfekcji, nie zaś do mordowania ludzi''.
Władysław Bartoszewski nazwał tę publikację ''hańbieniem narodu polskiego''. Ratajczak stracił posadę na Uniwersytecie Opolskim, potem także dom i rodzinę. W 2002 r. sąd uznał go za kłamcę oświęcimskiego, ale ze względu na niską szkodliwość czynu sprawę umorzył. Nie wiadomo do końca, czy popełnił samobójstwo.
Warszawski sąd okręgowy nie miał wczoraj wątpliwości, że przypisanie ''Gazecie'' ''nagonki'' nie miało oparcia w faktach, godziło w dobre imię ''Gazety'' i Agory, jej wydawcy. Obok przeprosin na łamach ''Naszego Dziennika'' sąd nakazał wydawcy tego tytułu - ''Spes'' sp. z o.o. - także wpłatę 20 tys. zł zadośćuczynienia na rzecz Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach. Wyrok nie jest prawomocny.