Wczoraj w Sejmie przeciwny obowiązkowej nauce sześciolatków ruch „Ratuj maluchy” przedstawił raport „Krajobraz polskiej szkoły”. Napisali go
rodzice, którzy zdecydowali się wysłać swoje
dzieci o rok wcześniej przed tablicę. „Z miłej, energicznej dziewczynki moja córeczka zrobiła się płaczliwa, zniechęcona, z niską samooceną... »Jestem głupia, jestem niezdarą « - powtarza”, „Moje
dziecko nie ma czasu na nic po szkole. Cały czas jest tylko nauka, pisanie i czytanie, z którymi całkowicie sobie nie radzi” - takie opinie czytamy w raporcie.
Głosy z Krakowa? "Dla sześciolatków nie przygotowano żadnych preferencyjnych warunków. (...) Oczywiście nie ma mowy o wydzielonym terenie szkoły. Ze względu na brak funduszy
szkoła jest bezradna" (to o SP nr 162). "Czas spędzony na świetlicy polega jedynie na oglądaniu TV" (o SP nr 51).
Cały raport w największym skrócie można streścić tak: szkoły na sześciolatków są nieprzygotowane, a jeszcze bardziej nieprzygotowani są nauczyciele. Jak w zderzeniu z takim dokumentem namawiać kolejnych rodziców, by posłali swoje dzieci o rok wcześniej do szkoły?
Krakowscy urzędnicy zdają sobie sprawę, że może być trudno. Ale namawiać będą. Uważają, że wbrew temu, co pokazuje raport, wielu sześciolatków w szkołach radzi sobie doskonale. Poza tym nie ma co kryć: sześciolatek w szkole to dla miasta same korzyści.
Na myśl o 2012 roku, w którym sześciolatki miały obowiązkowo pomaszerować do szkół, nasi urzędnicy od dawna z zadowoleniem zacierali ręce. Reforma miała przynieść miastu oszczędności (za utrzymanie dziecka w szkole płaci państwo, za utrzymanie malucha w przedszkolu - gmina) oraz zwolnić miejsca w przedszkolach, których w Krakowie ciągle brakuje.
Rząd zadecydował jednak, że reforma obniżająca wiek szkolny zostanie przesunięta na rok 2014. Do tego czasu to rodzice mają decydować, co zrobić z sześcioletnim dzieckiem. Decydowali o tym przez ostatnie trzy lata. W ostatnim roku w Krakowie w szkolnych ławkach usiadło 32 proc. sześcioletnich dzieci. Miasto uważa, że to sukces prowadzonej przez nie akcji "Sześciolatku, nie trać roku" (w jej ramach szkoły organizowały dni otwarte, miasto wydało ekstra informator o krakowskich podstawówkach, a nawet nakręciło film). Naprawdę jednak większość rodziców zapisała dzieci do szkoły wyłącznie z obawy przed przepełnionymi klasami w 2012 roku. Miały tam wylądować sześciolatki wraz z siedmiolatkami, które nie poszły wcześniej do szkoły, a to oznaczało tłok nie tylko w podstawówkach, lecz także potem w gimnazjach, liceach oraz większą konkurencję na studiach i rynku pracy.
Przez najbliższe dwa lata nad rodzicami nie wisi taka groźba. Również dlatego przekonywanie ich, by posłali do szkoły sześciolatka, może być trudne.
By dać odpór prezentowanemu przez "Ratuj maluchy" raportowi,
Kraków ma zamiar stworzyć własny. W tym celu w szkołach zostaną przeprowadzone badania, jak radzą sobie chodzące już tam sześciolatki. O zdanie zapytani zostaną także rodzice. Jeśli faktycznie powstanie szczery dokument, może on pomóc wahającym się rodzicom. Planowane są też standardowe akcje: dni otwarte w szkołach, targi edukacyjne w dzielnicach, szkolenia dla nauczycieli pracujących z najmłodszymi.
Pomysły mają też radni. Na przykład Marta Patena (PO) zastanawia się, czy nie zlikwidować zerówek przy szkołach dla sześciolatków. Rodzicowi, który już zdecyduje się wypisać dziecko z przedszkola, nie powinno robić wielkiej różnicy, czy maluch jest w szkolnej zerówce, czy w pierwszej klasie. Patena uważa też, że wszystkim sześciolatkom trzeba zagwarantować naukę w klasach wyłącznie z rówieśnikami. A co, jeśli do szkoły zapisze się ich zbyt mało? - Można zebrać dzieci sześcioletnie z sąsiednich podstawówek, które mają podobny problem, i otworzyć klasę dla sześciolatków w jednej z nich - kombinuje.
Obliczyła, że jeśli we wrześniu 2012 roku sześciolatki nie pójdą do szkół, zostanie w nich 2800 wolnych miejsc, a pracę straci ok. 150 nauczycieli. Dlatego napisała interpelację do prezydenta, w której apeluje: wszystkie ręce na pokład! Pomysły ma ryzykowne, bo likwidacja szkolnych zerówek dla sześciolatków może zaowocować tym, że wiele dzieci zamiast tam iść, zostaną w przedszkolach i będą zajmować miejsca innym.
Przesuwanie maluchów ze szkoły do szkoły w celu stworzenia dla nich osobnej klasy dla wielu rodziców może być nie do zaakceptowania. Większość bowiem wybiera dziecku konkretną podstawówkę. Tak czy inaczej miasto zastanawia się nad każdą propozycją, która mogłaby zwiększyć liczbę sześciolatków w szkołach. Jak słyszymy w urzędzie, zastanowi się i nad tymi.