Michał Piotrowski z
Łodzi na młodzieńcze idiopatyczne zapalenie stawów. To przewlekła choroba reumatyczna - układ odpornościowy atakuje komórki własnego organizmu. Stany zapalne w kolanach, biodrach czy łokciach usztywniają stawy, wywołują przykurcze mięśni, nierzadko kończy się to wózkiem inwalidzkim. W dodatku choroba niszczy oczy.
Jednym ze sposobów jej zwalczania jest podawanie cyklosporyny obniżającej aktywność układu odpornościowego. Problem w tym, że cyklosporyna jest zarejestrowana jako lek dla chorych po przeszczepach.
- Do grudnia jako choremu przewlekle cyklosporyna należała się Michałowi na ryczałt, czyli za 3,2 zł. Teraz musimy za nią płacić po 400 zł. Do tego dochodzi jeszcze jakieś 100 zł na inne leki dla synka, które też nie są zarejestrowane dla
dzieci. Zapłaciłem za nie, ale znam wielu rodziców, których nie było na to stać. Ich dzieci po prostu nie biorą teraz lekarstw, a choroba je niszczy - mówi Piotr Piotrowski, ojciec Michała. Nie kryje goryczy: - Już kilka miesięcy przed wejściem ustawy refundacyjnej reumatolodzy alarmowali ministerstwo, że będzie kłopot. My też pisaliśmy listy. Pozostały bez odpowiedzi.
Nowa ustawa refundacyjna 1 stycznia odebrała tysiącom pacjentów prawo do leków ze zniżką. Chodzi o osoby z niektórymi rodzajami nowotworów, dzieci dotknięte chorobami przemiany materii i schorzeniami reumatycznymi, chorych po operacjach potrzebujących leków przeciwzakrzepowych, pacjentów po przeszczepach, kobiety
w ciąży.
Powód: ustawa pozwala lekarzom przepisywać konkretne leki tylko na te choroby, które zostały wymienione przy ich rejestracji w charakterystyce produktu leczniczego (ChPL).
Leki, które bierze Michał z Łodzi, zarejestrowane były jako preparaty dla dorosłych. Dlatego lekarze mogą je dziś przepisać ze zniżką tylko dorosłym,
dla dzieci są za pełną cenę. Inny przykład to chorzy po transplantacjach. Choć leki zarejestrowane dla chorych po przeszczepie nerki od lat stosowane są też u pacjentów z przeszczepionym sercem czy płucami, nie mogą oni teraz dostać na nie dopłaty z
NFZ. Ekstremalny przypadek to pacjenci z przeszczepioną ręką. Dla nich leków nikt nie rejestrował. W Polsce jest ich kilku, na świecie około setki, czyli wciąż za mało, by firmy farmaceutyczne przeprowadzały osobne badania potrzebne do zarejestrowania nowego wskazania.
Przy okazji nowelizacji ustawy refundacyjnej lekarze domagali się skreślenia zapisu o ChPL. Ministerstwo Zdrowia się nie zgodziło. W nowelizacji przepis tylko zmieniło: przy każdym leku minister po zasięgnięciu opinii Agencji Oceny Technologii Medycznych będzie podejmował osobną decyzję.
Już 9 lutego, czyli w dniu wejścia w życie tej nowelizacji, ministerstwo skierowało do AOTM pierwszy wniosek. Wymienia w nim jednak nie jeden, lecz ponad 800 leków z listy refundacyjnej, które mogłyby być refundowane w większej liczbie chorób niż ta wymieniona w ChPL.
Wśród 800 leków są te przepisywane na raka i dla dzieci oraz działające przeciwzakrzepowo heparyny drobnocząstkowe dla kobiet, u których w okresie leczenia niepłodności lub w ciąży dochodzi do zaburzeń krzepnięcia. Są także leki obniżające odporność dla wszystkich chorych po przeszczepach oraz preparaty zawierające cztery substancje stosowane w chorobach reumatycznych (m.in. cyklosporynę braną przez Michała).
AOTM nie wydaje decyzji sama. Robi to powołana przy agencji Rada Przejrzystości. Zasiada w niej 20 osób: dziesięciu lekarzy i etyków z uznanym dorobkiem naukowym, czterech przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia oraz po dwóch przedstawicieli NFZ, Urzędu Rejestracji Leków i Rzecznika Praw Pacjenta.
Rada po raz pierwszy zebrała się dopiero w poniedziałek. Ustaliła regulamin oraz termin i skład na kolejne spotkanie. Odbyło się wczoraj: rada zarekomendowała refundację wszystkich leków wymienionych we wniosku.
Opinia Rady Przejrzystości nie jest dla ministra zdrowia wiążąca, ale musi on ją dostać na biurko, nim podejmie decyzję. Rekomendacje Rady minister miał dostać jeszcze wczoraj. Nowa lista refundacyjna ma bowiem obowiązywać już od 1 marca, a zgodnie z prawem dwa tygodnie wcześniej musi ukazać się jej projekt. Formalnie ministrowi został więc tylko jeden dzień na podjęcie decyzji o ''rozszerzeniu'' refundacji.
Czy właśnie dlatego tak się ze wszystkim spieszono? Rzeczniczka resortu Agnieszka Gołąbek nie odpowiedziała na pytanie ''Gazety''.
- Liczę, że tak właśnie się stanie. W przeciwnym razie nasi pacjenci co najmniej przez kilka kolejnych miesięcy będą pozbawieni leków ze zniżką - mówi prof. Piotr Wiland, szef Polskiego Towarzystwa Reumatologicznego.
Nadzieję mają też pediatrzy, onkolodzy, transplantolodzy i ginekolodzy. Reszta jednak krytykuje ministerstwo za cząstkowe decyzje. Chorzy po operacjach czy ciężkich złamaniach nadal nie będą mieć prawa do zniżki na leki przeciwzakrzepowe, kobiety w ciąży na leki rozkurczowe itd.
- Rząd traci instynkt. Setki tysięcy pacjentów dalej będą otrzymywać od swoich lekarzy recepty na sto procent ceny, a wieczorem dzwonić na skargę do Radia Maryja. Oparcie refundacji na charakterystyce produktu leczniczego nie ma sensu. Nie można żadnym aktem prawnym spisać wszystkich sytuacji, kiedy lekarz jest zmuszony stosować leki poza zarejestrowanymi wskazaniami - mówi dr Wiesław Latuszek-Łukasiewicz, szef wydawnictwa Medycyna Praktyczna.
Rada Przejrzystości Komisja Europejska krytykowała w przeszłości Polskę za to, że nie spełnia tzw. dyrektywy przejrzystości. Nie mieliśmy przepisów wyznaczających czas i kryteria podejmowania decyzji o wpisaniu bądź odmowie wpisania leku na listę refundacyjną. Nie było także przepisów umożliwiających firmom odwołanie się do sądu.
Nowa ustawa refundacyjna ma to naprawić. Na jej mocy przed tygodniem powołano Radę Przejrzystości, która ma wydawać opinie w sprawie refundacji nowych metod leczenia i leków, badając, na ile ich skuteczność odpowiada cenie.
W radzie zasiada 20 osób, ale każdorazowo w posiedzeniu rady uczestniczy tylko dziesięciu jej członków wylosowanych przez komputer. Przed każdym posiedzeniem muszą oni składać deklaracje o konflikcie interesów. Nie wolno im bowiem głosować w sprawach leków produkowanych przez firmy, które kiedykolwiek wypłaciły im wynagrodzenie, np. za badanie czy wykład. Nie dotyczy to lekarzy - każdy z nich jakoś współpracował z firmami. Na konferencje sponsorowane przez firmy farmaceutyczne zapraszani bywają bowiem także etycy i urzędnicy.
To refundowana hipokryzja - pisze w komentarzu Elżbieta Cichocka