http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Prohibicja na studniówce, wódka do zlewu. "Oburzające"

Robert Robaszewski
2012-02-16, ostatnia aktualizacja 2012-02-16 14:46

Niczym za czasów prohibicji alkohol skonfiskowany podczas studniówki wylądował w ściekach. Młodzież jest oburzona.

Czy do dobrej zabawy alkohol jest niezbędny?
fot. Roman Jocher / AG
Czy do dobrej zabawy alkohol jest niezbędny?
Studniówka to bal, który pamięta się do końca życia. Uczniowie olsztyńskiego V LO z pewnością będą go długo wspominać, choć raczej z innych powodów niżby chcieli. Zabawa odbyła się 11 lutego w restauracji Przystań nad Jeziorem Krzywym. - Wszystko było w porządku do momentu wejścia do lokalu - pisze do "Gazety" w e-mailu jeden z uczestników. - Przy wejściu stała ochrona, która bez żadnych skrupułów przeszukiwała każdego ucznia, szukając alkoholu, mimo że wszyscy mieli ukończone 18 lat. Zdarzały się przypadki przeszukiwania kobiet przez mężczyzn. Ochrona zaglądała nie tylko w torebki, ale również obmacywała całe ciało, bez wyjątków. Były też sytuacje, kiedy kelnerzy zaglądali do toreb abiturientów w trakcie wieczoru. Jakby tego było mało, gdy już znaleźli alkohol, zabierali go do "wirtualnego" depozytu. Po imprezie nikt mimo próśb nie odzyskał swojej własności. Obsługa mówiła, że albo wylała alkohol, albo oddała nauczycielom, którzy nic o tym nie wiedzieli. To skandal. Jak to możliwe, że tak prestiżowa restauracja bezczelnie zabiera alkohol uczniom?

Takim praktykom zaprzecza Zenon Kłyszewski, menedżer restauracji. - Nie ma możliwości, by kelnerzy zabierali alkohol uczniom. Naszą ochronę podczas studniówki koordynowali zleceniodawcy, czyli komitet organizacyjny balu, i to oni decydowali, czy zabierać alkohol i co z nim później zrobić. Zaprzeczam też, jakoby kobiety były przeszukiwane przez mężczyzn.

We wspomnianym komitecie znaleźli się zarówno wychowawcy klas maturalnych, jak i rodzice abiturientów. Wszyscy przestrzegali, by nie brać na bal napojów wyskokowych, bo regulamin V LO mówi, że uczeń i osoba towarzysząca nie mają prawa wnosić na imprezy szkolne alkoholu. Zasiadający w tym gremium wyjaśniają, że napitki wylądowały w ściekach. - Były dwa powody, dla których to zrobiliśmy - mówi Katarzyna Mrozek, matka jednej z maturzystek. - Po pierwsze, gdybyśmy go oddali po imprezie, ktoś mógłby się napić i zrobić sobie krzywdę, a wina spadłaby na nas, że nie dopilnowaliśmy młodzieży. Po drugie, mieliśmy tyle butelek, że nie doszlibyśmy, która jest czyja.

Udało się przechwycić blisko 50 buteleczek wódki, tzw. małpek, które z racji niewielkich rozmiarów łatwiej przemycić. W tej kolekcji znajdowały się głównie gorzkie żołądkowe i krupniki. - Była też limonkowa finlandia. Tej było nam rzeczywiście szkoda wylać - śmieje się pani Katarzyna, która prostuje jeden z zarzutów zawartych w liście. - Kelnerki pomagały nam wynajdywać pijącą młodzież, ale na pewno nie odbierały butelek.

- Każda szkoła ma inny stosunek do balu maturalnego - tłumaczy menedżer Przystani. - Jedni mówią, że absolutnie nie chcą alkoholu na imprezie, inni są bardziej liberalni.

- My należymy do tych pierwszych, dlatego tak jak w tym roku nie dochodzi do żadnych zgrzytów - wyjaśnia matka maturzystki. Dodaje jednak, że prohibicyjne sito miało gdzieniegdzie zbyt duże dziury. - Po balu znaleźliśmy sporo pustych butelek, więc niektórym udało się nas przechytrzyć. Szkoda tylko, że teraz młodzież ma do nas pretensje.

Podczas Euro w pubach monopol tylko jednego browaru? Wymogi UEFA >>

Źródło: Gazeta Wyborcza Olsztyn
  • 2
  • 160 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    102 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':