http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Berliński eksces ludzi Rutkowskiego

bart, wrób
2012-02-16, ostatnia aktualizacja 2012-02-15 17:14

Bezprawna próba pozbawienia wolności - tak niemiecka policja ocenia akcję ''Rutkowski Patrol'' w ostatni poniedziałek w Berlinie.

Krzysztof Rutkowski
Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta
Krzysztof Rutkowski
Ok. 10.30 w ''dyrekcji nr 3'' - odpowiedniku naszego komisariatu - w północno-zachodnim Berlinie, w dzielnicy Reinickendorf dzwoni telefon. ''Polskie siły specjalne próbują porwać mi żonę!'' - alarmuje mężczyzna. Dyżurny traktuje zawiadomienie poważnie, wysyła w teren dwa plutony policjantów ze specjalnych, używanych, np. podczas zamieszek, oddziałów prewencji.

Kilka przecznic dalej, przy Ritterlandweg, niemieccy policjanci zastają: czterech pracowników Biura Rutkowski w Łodzi w kamizelkach kuloodpornych, ale bez broni, wystraszoną Monikę G. w domu, w objęciach męża oraz dziennikarzy lokalnego brukowca.

21-letnia kobieta zeznaje, że próbowano ją porwać z ulicy, wyrwała się, uciekła do domu. Dodaje, że to była druga próba jej uprowadzenia przez ''ludzi Rutkowskiego'' w ostatnich tygodniach. Kobieta ma podwójne polskie i niemieckie obywatelstwo. Mąż jest Polakiem, choć urodził się w Hamburgu.

Mężczyźni z ''Rutkowski Patrol'' spokojnie dają się przesłuchać, policja bierze ich odciski palców, adresy, fotografuje. Funkcjonariusze ustalają w centrali Biura Rutkowski, że zatrzymani działają na zlecenie ojca Magdy G. Prokuratura w Berlinie decyduje, że mogą wrócić do Polski. - Nikomu nie przedstawiono jeszcze zarzutów - dodaje rzecznik berlińskiej policji Ivo Habedank

We wtorek sprawa zaczyna żyć w polskich mediach. ''Detektyw'' bez licencji Krzysztof Rutkowski w ''Kropce nad i'' w TVN zaprzecza, by ludzie z jego Biura zostali zatrzymani, bo ''nikt im kajdanek nie zakładał''. Twierdzi, że zajmowali się rozpracowywaniem gangu złodziei samochodów, z pochodzenia Romów, z ''grupy Tarzana''. I że Monika G. związała się z jednym z członków gangu, co się nie podobało jej ojcu.

Rutkowski podkreśla, że on sam nie został wynajęty przez rodzinę. - I nic dziwnego, bo inaczej narażałby się na zarzut podżegania do przestępstwa - zauważa prawnik przyglądający się jego działalności (chce pozostać anonimowy).

- Grupa ''Tarzana''? Pierwsze słyszę, kradzieże samochodów to nie jest specjalność Romów, a zresztą wątku narodowościowego nie ma w tej sprawie - słyszymy w berlińskim źródle.

Rzecznik Habedank pytany o wcześniejszą próbę porwania Polki potwierdza: ''To także jest przedmiotem dochodzenia''.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 1
  • 1
  • 11 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':