http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Po 17 miesiącach aresztu nie mam dziś życia

Karol Adamaszek, Paweł P. Reszka
2012-02-15, ostatnia aktualizacja 2012-02-15 00:26

Więzienie
Więzienie
Fot. Iwona Burdzanowska / Agencja Gazeta

- Po 17 miesiącach aresztu nie mam dziś życia - mówi Paweł Guz. I żąda pięciu milionów rekompensaty

Paweł Guz
Fot. Rafał Michałowski / Agencja Gazeta
Paweł Guz
Ta historia zaczęła się prawie pięć lat temu. Wtedy znaleziono martwego 28-letniego Pawła Marzędę, właściciela warsztatu samochodowego z Lubartowa (25 km od Lublina). Zginął - jak się później okazało - od uderzeń młotkiem w głowę. Po tej śmierci ulicami Lubartowa przeszedł marsz milczenia.

Policjanci szybko wytypowali podejrzanych, kolegów ofiary - Krzysztofa P., Roberta W. i właśnie Pawła Guza - którzy widzieli się z Marzędą w wieczór, w którym zginął. Tymczasowo ich aresztowano. Guz przesiedział w celi rok i pięć miesięcy, wyszedł w grudniu 2008, gdy prokurator zaczął wątpić w jego winę.

W styczniu tego roku Sąd Okręgowy w Lublinie skazał nieprawomocnie za to zabójstwo na 25 lat więzienia Krzysztofa P., który wcześniej obciążał Guza. Motyw? P. najprawdopodobniej chciał przejąć warsztat samochodowy ofiary.

Dla Pawła Guza ta historia końca wciąż nie ma. Za 17-miesięczny tymczasowy areszt żąda 5 milionów złotych rekompensaty. Milion odszkodowania (za utracone zarobki w firmie budowlanej, którą prowadził w Norwegii) i 4 miliony zadośćuczynienia ''za krzywdy w celi''. Pro bono reprezentuje go Helsińska Fundacja Praw Człowieka.

Guz nie pracuje (mówi, że żyje z oszczędności). Regularnie odwiedza psychiatrę. - Śni mi się, że siedzę w celi i chcę się skontaktować z prokuratorem. Chcę po raz kolejny powiedzieć mu, że jestem niewinny. Przekonać jakoś, żeby mnie wypuścił. Jestem bezsilny. Nikt nie chce mnie słuchać. Budzę się zlany potem - opowiada.

Były takie chwile w areszcie, o których nie chce mówić - np. jak złamano mu nogę.

- Po prostu piekło. Wcześniej nie miałem konfliktów z prawem. I nagle znalazłem się w świecie, który wygląda jak sprzed stu lat: toaleta, zlew z zimną wodą, miska do mycia, pleśń na ścianach, prysznic raz w tygodniu. Spacer? Maksymalnie godzinę w pomieszczeniu, które zamiast sufitu ma siatkę. I kolejka osadzonych każdego ranka do ubikacji. Siedziałem z różnymi ludźmi - mordercami, podejrzanymi o pedofilię, gangsterami - relacjonuje.

Śledztwo w sprawie zabójstwa właściciela warsztatu samochodowego prowadziło trzech prokuratorów - postępowanie trwało ponad trzy lata. Guz zapewniał, że w chwili morderstwa surfował w internecie. Umarzając śledztwo przeciwko Guzowi, prokuratorzy przyznali w końcu, że nie ma dowodów, by było inaczej.

Matka ofiary była przekonana o winie Guza. - Przez półtora roku prokuratura karmiła ją kłamstwami o mnie. Staram się ją zrozumieć. Ale to nie zmienia faktu, że nie mam dziś życia w Lubartowie. Nakrzyczała na mnie w supermarkecie, a jej drugi syn naubliżał mi. Musiałem się wyprowadzić do Lublina - mówi dzisiaj Guz.

Po wyjściu z aresztu założył stronę internetową Sprawiedliwapolska.pl, która miała być forum dla skrzywdzonych przez urzędy. Pierwszy wpis to była jego historia. Witryna ma 1,2 tys. zarejestrowanych użytkowników.

Wczoraj przed Sądem Okręgowym w Lublinie rozpoczął się proces o 5 milionów rekompensaty. Guz składał zeznania przez ponad godzinę. Opowiadał o zatrzymaniu, warunkach w celi i jak bardzo tęsknił za rodziną.

Kolejna rozprawa na początku kwietnia.

Co na to prokuratura? Beata Syk-Jankowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie, mówiła jeszcze w ubiegłym roku: - Na etapie wstępnym areszt był jedynym możliwym środkiem zapobiegawczym w sytuacji, gdy Krzysztof P. złożył wyjaśnienia obciążające Pawła G. i Roberta W. jako współsprawców zabójstwa. Na początku nie było dowodów, które pozwoliłyby obalić jego wyjaśnienia. Było kilkadziesiąt opinii biegłych, które pozwoliły na przyjęcie twierdzenia, że Paweł G. i Robert W. nie popełnili zarzucanego im czynu.

Robert W. też domaga się zadośćuczynienia i odszkodowania - 678 tysięcy złotych.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 1
  • 3
  • 2
  • 14 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':