O interwencji
MSZ i wezwaniu izraelskiego dyplomaty poinformował wiceminister spraw zagranicznych Jerzy Pomianowski. - Podczas rozmowy wyraziłem zaniepokojenie działaniami władz izraelskich - oświadczył.
Chodzi o ujawnioną dziś przez "Gazetę" akcję izraelskiego wojska w beduińskiej osadzie Rahava w południowym Hebronie na okupowanym przez
Izrael Zachodnim Brzegu Jordanu. W poniedziałek nad ranem wojskowe buldożery zrównały ją z ziemią. Zburzono także jedną z kilku cystern zbierających wodę, które wyremontowała
Polska Akcja Humanitarna, za pieniądze MSZ.
Nie wiemy jak akcję wojska uzasadniał ambasador Rav-Ner. Wiadomo jednak, że osada leży w tzw. "strefie C", czyli na terytorium, gdzie na każdą inwestycję budowlaną, a nawet na wzniesienie kurnika czy rozbicie namiotu trzeba mieć zezwolenie wojska. Strefa ta rozciąga na dwóch trzecich terytoriów okupowanych. Budynki wzniesione tam bez zgody, której otrzymanie jest praktycznie niemożliwe, są regularnie wyburzane.
By wybudować studnię mieszkańcy terenów okupowanych potrzebują dodatkowo zgody komisji izraelsko-palestyńskiej (tę zgodę Izrael może zawetować), a także zgody 13 departamentów Izraelskiego Urzędu Administracji Cywilnej. Formalności trwają średnio pięć lat, ponad 94 proc. podań jest odrzucanych. Tymczasem wznoszone na Zachodnim Brzegu żydowskie osiedla mają nieograniczony dostęp do wody. Właśnie dlatego organizacje międzyrządowe oskarżają Jerozolimę o stosowanie "wodnego apartheidu".
Rzecznik ambasady Izraela tłumaczy Po publikacji tekstu w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej" otrzymaliśmy oświadczenie Michała Sobelmana, rzecznika ambasady Izraela w
Warszawie. "Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że źródła wody stanowią jeden z najtrudniejszych problemów w dziejach konfliktu na Bliskim Wschodzie. Jednakże ostatnie nasze działania w żaden sposób nie stanowią naruszenia umowy izraelsko-palestyńskiej z września 1995 roku. Niekontrolowana próba wykopania studni na pustyni, zazwyczaj nie rozwiązuje żadnego problemu, natomiast doprowadza do powstania znacznie groźniejszych komplikacji, przede wszystkim do zanieczyszczenia i zasolenia cennych wód podziemnych, a w konsekwencji do zniszczenia istniejących już studni"- napisał rzecznik ambasady Izraela.
I dalej: "Dlatego też każda próba wywiercenia nowej studni musi zostać zbadana, a następnie zatwierdzona przez Komisję Międzynarodową, w której zasiadają zarówno przedstawiciele Izraela, Autonomii Palestyńskiej, a także Unii Europejskiej, Rosji i Stanów Zjednoczonych. Nie chodzi tu zresztą jedynie o kwestię prawną, daleko ważniejszy jest tu aspekt ekologiczny. Jako pouczająca lekcja, pokazującą do może doprowadzić niekontrolowana budowa nowych studni, może posłużyć frapujący casus Strefy Gazy. Wycofując się w 2005 r. Izrael pozostawił tam 1500 studni wody pitnej. Od tego czasu Palestyńczycy w sposób piracki wykopali prawie 5 tysięcy dodatkowych, zanieczyszczając już istniejące: w rezultacie spośród przeszło 6 tys. studni zaledwie 300 jest dziś w użyciu" - twierdzi Sobelman. Podkreśla, że "Izrael dostarcza władzom Autonomii większą ilość wody, niż przewiduje to dwustronna umowa z roku 1995."