Tomasz Lis po raz kolejny zajął się sprawą półrocznej Magdy z Sosnowca. Do pierwszej części programu zaprosił cztery matki: Katarzynę Cichopek, Joannę Koroniewską, psychologa Hannę Samson i psychologa sądowego Teresę Gens. Na dwa dni przed pogrzebem półrocznej Magdy z Sosnowca chciał wiedzieć czy zaproszone do
studia kobiety są zdziwione tym, że matka dziewczynki chce być na jej pogrzebie. Żadna zdziwiona nie była.
Pierwsza odpowiedziała Koroniewska: - Nie ma nic dziwnego, że matka chce być na pogrzebie swojego dziecka.
Lis wtrącił się: - Ale wiadomo, że atmosfera nie będzie sprzyjająca.
Kobiety zgodziły się, że to rolą służb jest zapewnienie bezpieczeństwa podczas ceremonii pogrzebowej.
Zaapelowały do społeczeństwa: - Tego dnia nie należy wygłaszać osądów, trzeba oddać hołd dziecku - mówiła Cichopek.
Moją córkę udało się uratować Koroniewska stwierdziła, że jej zdaniem matka dziewczynki Katarzyna W. zrobiła "chcąc nie chcąc przedstawienie przed całym narodem".
Ale chcąc, czy nie chcąc? - pytał Lis.
- Wydaje mi się, że chcąc. Bo decydując się chociażby na obecność pana Rutkowskiego wpuściła media do domu, i naraziła się na ocenę innych. I teraz zastanawiam się czy to były działania jej i wyłącznie jej? Być może ta sprawa nie jest już zakończona, być może to jest początek czegoś większego?
Lis zapytał: - A gdyby zrobił to ojciec? Potępienie byłoby jednoznaczne i zgaduję, że okoliczności łagodzących nie byłoby żadnych - stwierdził.
Cichopek: - Na każdego trzeba patrzeć jak na człowieka. Kobieta biologicznie jest bardziej obciążona całą sytuacją, ciąża jest obciążająca dla organizmu . Wszystko się zmienia. Pani Katarzyna bała się oceny innych, bała się oceny swoich bliskich, bała się powiedzieć, że sobie nie radzi. Bała się powiedzieć: Ratunku, pomocy. Żyjemy w kraju, gdzie społecznie narzucone nam jest, że jesteśmy silnymi kobietami.
Tutaj wtrąciła się psycholog sądowy Teresa Gens, która wyznała, że ma prawo, bo sprawę z Sosnowca od początku obserwowała. Głos jej się załamał, gdy mówiła: - Mam prawo podwójne. I powiem o tym, dlaczego mam to prawo - powiedziała i zamilkła. Po chwili ciszy wyznała: - Przepraszam siadły mi nerwy. Dajcie mi państwo chwilę - poprosiła.
- To może - Lis chciał poprosić o rozmowę którąś z pań, ale Gens przerwała: - Nie, proszę. Mówię to po raz pierwszy i myślę, że tego nie powtórzę. Jest sytuacja przed pogrzebem, mam prawo zaapelować do ludzi z Sosnowca, żeby zachowali szacunek i daleko posunięty spokój. Dlaczego? Byłam orzecznikiem zabójstw noworodków na Śląsku. Była taka seria w 2003 roku. Jedno
dziecko zostało wyłowione z kanałów w Mysłowicach, zwłoki martwej dziewczynki po trzech dniach wyłowione po to, żeby je z szacunkiem pochować, dwójkę dzieci wykopały psy, rodziły panie w domu, tatusiowie prawdopodobnie zagrzebywali, bo
rodzice biologiczni nieznani. Było też czwarte dziecko w tej serii. I dla mnie to jest sytuacja wyjątkowa, ponieważ to czwarte dziecko jest moją córką. Udało nam się ją uratować po bardzo ciężkich, długotrwałych przejściach - mówiła przez łzy.
Wróciła do sprawy Magdy: - Tego dziecka nie udało się uratować, ale to, co my społeczeństwo możemy uratować, to uratować godność tego dziecka przez jego pogrzeb. Proszę jako matka dziecka, które zostało wyrwane śmierci w straszliwych okolicznościach, żebyście państwo wszyscy zachowali spokój i sza-cu-nek - rozłożyła słowo na sylaby. - Nie miałam tego mówić, ale widzę co się dzieje, ludzie zaczynają rzucać kamieniami. Należy się temu dziecku pogrzeb godny, spokojny. Temu dziecku się to należy - mówiła.
Wspominała, że ostatnio, gdy jechała na spotkanie na Żoliborzu, w oczy rzucił jej się napis z tamtejszego kościoła: "Niech z tej śmierci wyniknie dobro, tak jak z krzyża zmartwychwstanie". - To są słowa
Ojca Świętego. Taki przekaz musi nam towarzyszyć w najbliższych dniach - apelowała.
A media po co zaproszono? Hanna Samson poruszona opowieścią, stwierdziła, że jednak nieporozumieniem jest wkładanie do jednego worka tych dramatycznych zdarzeń. - Z tego co wiemy, zdarzył się nieszczęśliwy wypadek. Zginęło dziecko. Też w pełni podpisuję się pod apelem o spokój.
Jej zdaniem spokój burzą przede wszystkim media. - Mamy do czynienia ze współczesną odmianą barbarzyństwa. Tak jak kiedyś stawiano pod pręgierzem, tak w tej chwili postawiono Katarzynę pod pręgierzem. Kiedyś skazywano na wygnanie z miasta, w tej chwili nie wiadomo dokąd ona może być wygnana? - pytała Samson.
Próbowała zrozumieć matkę: - Wyobrażam sobie jak strasznie ta Kasia musiała być przerażona, jej macierzyństwo było krytykowane, mieszkała z teściową, a teściowa zawsze lepiej wie, jak zajmować się dzieckiem, nie wiem na ile była przygotowana do macierzyństwa. Ale wiem, że jej strach musiał być wielki.
Gens wtrąciła się: - Ale przepraszam, to jest wersja zdarzeń, a ja się pytam dlaczego z taką intensywnością zaproszono media? Być może dlatego, żeby szum z tego nieszczęśliwego wypadku przykrył rzeczywisty bieg zdarzeń?